Fantasy · 27 min czytania
Przeznaczenie wampira cz. V
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Pochylone nade mną postacie uśmiechały się złowrogo. W sumie, to tylko wyraz twarzy chudego mnie przerażał. Ten drugi z dredami był jakby nieobecny duchem, niby stał przy swoim koledze, ale mamrotanie i spoglądanie w niebo wskazywały na brak piątej klepki. Próbowałam ruszać nogami, żeby cofnąć się chociaż o milimetr. Leżałam na plecach jak kłoda, czując, że ból ciała nie jest w tym momencie najważniejszy. Nie chciałam wołać Razjela, nie widziałam w tym sensu. Przecież on sam został zaatakowany i to dość brutalnie. Byłam w lepszej sytuacji, bo ci dwaj, stojący nade mną, wyraźnie bawili się sytuacją i nie mieli chyba zamiaru robić mi krzywdy. Pomyliłam się. W jednej sekundzie rudy schylił się, dosięgając mojej ręki. Szarpnął mocno i podciągnął mnie do góry tak, że stanęłam na nogi. Zdziwiłam się, że taki chudzielec ma tyle siły. Mama zawsze powtarzała, że pozory mylą, teraz dopiero to do mnie dotarło, razem z namacalnym przykładem. Wampir zacisnął mocno dłoń na moim przedramieniu. Skuliłam się z bólu, kiedy poczułam, jak ostre pazury przebijają materiał kurtki, a potem skórę. - To boli! – krzyknęłam. Czego się mogłam spodziewać? Że wampir puści moją rękę, wyjmując pazury z mięśnia tylko dlatego, że mnie boli? Jasne! Widziałam po blasku oczu rudego, że sprawia mu to przyjemność. Próbowałam przekręcić się bardziej w bok, żeby móc kopnąć napastnika, jednak zaraz potem moja ręka została wykręcona pod dziwnym kątem. Nogi ugięły się pode mną. Nie mogłam nic zrobić, oczy zaszły mi mgłą. Bezwładnie opadłam na kolana. Rudy nadal trzymał moją rękę. Miałam wrażenie, że jego palce przebijają przedramię na wylot. Spojrzałam w dół, próbując wyrwać się z uchwytu. Wtedy zobaczyłam pierwsze krople krwi na białym śniegu. Jeszcze bardziej pociemniało mi w oczach. - I co teraz powiesz, maleńka? – zapytał, szczerząc niewyobrażalnie długie kły. Wiedziałam, co chciał zrobić. Oczy chudego rozbłysły znanym mi już blaskiem. Razjel pokazywał mi niedawno jak wampiry reagują na zapach krwi, a tamtej demonstracji nigdy nie zapomnę. Myślałam, że już po mnie, kiedy zamiast pragnienia krwi, w oczach wampira pojawiło się przerażenie. W jednej sekundzie wyraz twarzy powrócił mu do stanu normalności, o ile dziewczęce rysy można uznać za normalne. Wpatrywał się we mnie szeroko otwartymi oczami, zaraz potem otworzył usta. Chciał krzyknąć, ale zamiast tego wydał z siebie jedynie pisk złości. Powoli, jakby wbrew samemu sobie, puścił moją rękę i osunął się na ziemię. Ciałem rudego wstrząsały dreszcze i coraz szybszy upływ krwi, która rozlewała się po zadeptanym śniegu. Odpychając od siebie ziemię rękami i nogami, cofnęłam się parę centymetrów tak, aby ciało rudego nie dotykało moich nóg. Nie chciałam też pobrudzić się krwią rannego. Po chwili spojrzałam do góry i wtedy zobaczyłam Razjela. Stał, ciężko oddychając. Całą dłoń i kawałek rękawa miał ubrudzone krwią rudego. Skapywała jeszcze wolno na ziemię, dołączając do powstałej już kałuży ciemnoczerwonej cieczy. Chociaż w tym świetle wydawała się być czarna niczym smoła. - Poczekaj – warknął Razjel. Na początku myślałam, że to do mnie, ale dopiero po chwili powędrowałam za wzrokiem Tajemniczego. Patrzył na tego z dredami, który zdążył już odejść kilka kroków od miejsca całego zdarzenia. W tej samej chwili kątem oka zauważyłam, że Aarus ucieka, kulejąc mocno na jedną nogę. Nie dziwne, skoro miał otwarte złamanie pod kolanem. Razjel powolnym, lecz zdecydowanym krokiem zbliżał się do naćpanego. Tamten nie uciekał. Klęknął na kolana i zaczął błagać: - Proszę, nie zabijaj. To nie był mój pomysł, ja tylko stałem. Razjel, proszę. Będę pokornym sługą, Razjel... Razjel! Aaaaa! Wampir zamachnął się i z ogromną siłą rozdarł pazurami gardło naćpanego. Paski skóry poleciały z impetem w tą samą stronę, co karząca ręka Tajemniczego. Zrobiło mi się niedobrze. Czułam zawartość żołądka w gardle. Zatkałam usta dłonią, a powinnam zatkać raczej oczy, żeby nie widzieć tego, co Razjel zrobił z wampirem. Kilka razy zakaszlałam, ale udało mi się powstrzymać i nie zwymiotować. Jeszcze tego by brakowało. Opadłam na ziemię czując, że nogi całkowicie odmawiają mi posłuszeństwa. Wpatrywałam się w brudny śnieg, który teraz nie był już zimny. To raczej beton pod nim przynosił lodowate świadectwo zimy. - Crystal – usłyszałam nagle tuż przy uchu. – Wstań. Wampir podniósł mnie delikatnie, ale i tak skrzywiłam się z bólu, czując, że przedramię rwie niemiłosiernie. Nerwy rozpadały się na milion dreszczy, a każdy dreszcz raził resztę ciała prądem. Spojrzałam na Razjela, prosto w jego lśniące złotem oczy. Znowu zrobiło mi się niedobrze. W nozdrza wkradał mi się zapach krwi, a pod powieki obraz bezwładnych ciał. - Musimy stąd iść. Zaraz będę wymiotować! - Crystal, słyszysz mnie? To były ostatnie słowa jakie do mnie dotarły. Nogi ugięły się niczym z waty, a umysł wpadł w otchłań zapomnienia. Zemdlałam.
* * *
Moja głowa opadła na coś miękkiego. Poczułam ciepło, usłyszałam głosy. Umysł nie potrafił dopasować dźwięków do odczuć płynących przez nerwy. Trwał nadal w bezimiennej otchłani, gdzie tylko pozorna cisza i szum krwi płynącej w skroniach przypominał o życiu. Oddychaj, Crystal. Po to jesteś stworzona – by oddychać. Próbowałam otworzyć oczy, ale nie przypuszczałam, że napotkam trudności. Powieki wydawały się być zlepione jakimś klejem. Szum w głowie nie ustawał. Nagle poczułam, że ktoś zdejmuje ze mnie odzież. Pierwsza myśl, jaka przyszła mi do głowy, to Razjel! O nie! Mężczyzna rozbierający kobietę to prawie przestępstwo! Oczywiście, biorąc pod uwagę sytuację i fakt, że prawie się nie znamy. Ruszyłam ręką, co sprawiło, że przy okazji wydobyłam z siebie jęk. - Aequo animo (tłum. z łac.: spokojnie) – szepnął męski głos. Jak mogę leżeć spokojnie, kiedy jestem rozbierana?! Resztką sił uniosłam powieki. Zobaczyłam sufit – to akurat było normalne, zważywszy na fakt, że leżałam na plecach. Sam sufit jednak był dość nietypowy. W rzeczy samej, było w nim coś dziwnego, jakby nie z tej epoki. Na początku wszystko było rozmazane, dopiero po chwili wzrok przyzwyczaił się do ciepłego światła, jakie dawały zapalone w kandelabrach świece. Przy wielkim łóżku, w jakim się znajdowałam, stał Razjel. Skrzyżował ręce na piersi i przyglądał się uważnie poczynaniom młodej kobiety, która właśnie zdejmowała mi drugi rękaw bluzki. Ja natomiast próbowałam możliwie najdokładniej przyjrzeć się pomieszczeniu, w którym leżałam. Duży pokój naznaczony stylem Renesansu. Ciężkie meble walczyły z równie ciężkimi bordowymi zasłonami, które szczelnie zatykały okna. Zimne cegły ścian przyozdobione były wielkimi obrazami oraz świecznikami. Te ostatnie dawały poczucie ciepła i romantyzmu. - Gdzie...? – szepnęłam. Oczywiście miałam zamiar zapytać „Gdzie jestem?” - Nic nie mów. Jesteś bezpieczna – uspokoił mnie Tajemniczy. Wcale nie byłam spokojniejsza. Tym bardziej, że leżałam w obcym łóżku, w obcym miejscu, rozbierała mnie jakaś małolata, a na dodatek świeciłam stanikiem przez Razjelem! Po całym akcie zdejmowania odzieży, zostając w samych majtkach i staniku, dziewczyna przykryła mnie szczelnie pachnącą kołdrą, która była niesamowicie delikatna w dotyku. Gdybym mogła opisać słowami, jak cudownie było czuć jedwabny dotyk pościeli! Dosłownie pieścił moją skórę! Razjel ostrożnie przysiadł na skraju łoża i popatrzył na mnie z czułością. - Czuję się już lepiej – powiedziałam, by przerwać ciszę. - Nie prawda – odpowiedział. – Trzeba wyleczyć twoją rękę. Spojrzałam na przedramię z wyrzutem. Fakt, nie wyglądało najlepiej. - Co teraz? – zapytałam. - Cóż, jest sposób. Wiesz, że mogę... – Razjel chrząknął. - Znaczy się... Polizać? – Rany boskie, jakie ja głupie pytania zadawałam! Wampir kiwnął głową z widocznym zawstydzeniem. Nic nie powiedziałam, widząc ten gest. Wolałam przemilczeć komizm sytuacji. Komizm sytuacji?! Leżałam w jakimś... Nie wiem, leżałam GDZIEŚ, Razjel siedział na łóżku, przed chwilą widział moje prawie nagie ciało, gdzieś w głębi pokoju stała nieznana mi dziewczyna, która zachowywała się jak mysz kościelna, zraniona ręka pulsowała niczym wulkan przed wybuchem, a ja wyczuwałam komizm sytuacji! Gdybym się nie znała, mogłabym przypuszczać, że nieświadomie paliłam trawkę, popijając ją hektolitrami piwa. - Exi (tłum. z łac.: wyjdź) – powiedział nagle Tajemniczy. Słowa były skierowane do dziewczyny. Poza tym, nie było między nią i Razjelem żadnej wymiany spojrzeń, [co mnie osobiście bardzo zdziwiło] dosłownie zero interakcji. Widziałam ją wyraźnie w momencie, kiedy przemknęła przez pokój. Pospiesznie dopadła drzwi, rzucając równie szybkie spojrzenie w moją stronę. Jej twarz była pokorna, a jednocześnie...dziwna. Jakby miała na niej wypisane słowo „służąca”. Nie mówiła nic, sprawiała wrażenie „nie oddychającej”, „nie obecnej”, „wszystko nie” tylko tyle, że była i robiła to, co inni jej każą. - Nie przejmuj się Armidią – powiedział Razjel, jakby czytając w moich myślach. – To jest jedna ze służących w Sanktuarium. Nie pytaj kim jest, dlaczego zachowuje się tak, a nie inaczej. Nie pytaj o nic. - Ale... - Im mniej pytań, tym lepiej. - Razjel, powiedz mi tylko... - Proszę cię. Umilkłam. Wampir zapewne miał powody, żeby trzymać w tajemnicy wszystko, co nas otaczało. Cóż, nie rozumiałam zupełnie nic. Zdawałam sobie jedynie sprawę z tego, że jestem w dziwnym miejscu, do którego na trzeźwo bym nie trafiła. Niby nie piłam alkoholu, a czułam, że mam w sobie multum środka odurzającego. Ten środek produkowany był przez mój własny mózg. Pytanie: po co? Żeby tylko nie zgłupieć? Żeby uznać, że wszystkie wydarzenia dzisiejszej nocy są snem? Wampir teraz dotknie językiem mojego ciała, a wtedy obudzę się z ogromnym poczuciem ulgi. Wolałam sobie jednak nie wyobrażać jak język wampira błądzi po ranie na mojej lewej ręce. Nie mogłam pozwolić, by obraz jego zamkniętych oczu i dotyku ust... By uczucie ciepła... By Razjel...! Poczułam rozkoszne dreszcze. Wiem, nie powinnam, a jednak je poczułam. Rozkoszne motylki wylęgające się pod skórą w najintymniejszym miejscu kobiecego ciała. Byłam tym przerażona! Nie wiedziałam czego bardziej się bałam. Czy bólu związanego z raną, czy może reakcji własnego ciała? Kiedy Razjel delikatnie objął moją rękę, myślałam, że zwariuję. Miałam ochotę przerwać cały proces leczenia tylko dlatego, bo w mojej głowie pojawiały się nietypowe obrazy. Najpierw wyobraziłam sobie, że wampir nie wytrzymuje i wbija kły w moje przedramię. W sumie stamtąd już niedaleko do szyi, więc mogłabym spodziewać się picia krwi prosto z tętnicy. Potem, już z większą przyjemnością, wyobraziłam sobie jak po lizaniu rany nie przestaje całować mojej ręki. A potem ramię, szyję i nareszcie usta... Byłoby cudownie... „Crystal! Opamiętaj się!” – krzyknął głos w moim wnętrzu. Miał rację. Nie wiem, co we mnie wstąpiło. Tym bardziej, bo sytuacja była nieprawdopodobna i jakby wyjęta prosto z bajki. Jedna moja połowa mówiła, że śpię; że wszystko, co się działo to tylko strasznie realistyczny sen. Druga natomiast, mimo bólu i wspomnień rozlewu krwi, miała nadzieję, że wampir obok jest prawdziwy. Bronił mnie, traktował z należytym szacunkiem, a teraz jeszcze dbał o zdrowie! Moje rozmyślania zostały przerwane wraz z dotykiem wilgotnego języka. Skóra momentalnie zareagowała gęsią skórką. Razjel spojrzał na mnie ze znakiem zapytania w oczach. Kiwnęłam tylko głową, aby kontynuował. W sumie nie było innego wyjścia. Gdybym wróciła do domu w takim stanie, na pewno napotkałabym w pokoju mamy mur z ciężkich cegieł, co było równoznaczne z ogromną ilością pytań, na które nie miałabym logicznej i jednoznacznej odpowiedzi. Już sobie wyobrażałam tą złość, potem litość, opiekę i traktowanie jak dziecko. Zawsze tak było i nie to, żebym miała z tego powodu pretensje, ale czasem rodzicielka troszkę przesadzała. Moje myśli znowu stanęły w punkcie zawieszenia, kiedy wampir ścisnął mocniej leczoną właśnie rękę. Jak do tej pory unikałam patrzenia w jego stronę. Odwróciłam wzrok, lustrując staromodne wyposażenie pokoju. W pewnym momencie, jakby wbrew sobie, spojrzałam na wampira. Widziałam jego czarne włosy opadające miękko na ramiona, przymknięte oczy, bardzo męskie dłonie... Wypuściłam z płuc powietrze z ogromną siłą. Widok mężczyzny, liżącego moje ciało, był nieznośny. Zwłaszcza biorąc pod uwagę fakt, że długo byłam samotna. Brakowało mi takiej bliskości, ale starałam się przed nią bronić rękami i nogami. Nawet tymi zranionymi. Po jakichś dwóch minutach Razjel uniósł głowę, dyskretnie wycierając palcem kącik własnych ust. - Musisz poczekać parę minut, ślina wchłonie się w skórę, wyleczy każdą komórkę. Wtedy też nie będzie śladu po ranie. - Ale nadal mnie boli – wykrztusiłam z trudem. - Będzie boleć jeszcze przez jakąś dobę. Tajemniczy wstał. W sumie to zachowywał się jak lekarz-profesjonalista. „Pani weźmie te leki dwa razy dziennie, na noc czopek, rano globulka. Będzie dobrze. Pięćdziesiąt złotych się należy.” – ot wszystko. - I co teraz? – zapytałam szybciej, niż miałam w zamiarze. Wyczuwałam przy tym panujące między nami napięcie. Wampir spojrzał na mnie zdziwiony. - Teraz? Każę przynieść ci ubranie i odprowadzę cię do domu. - A potem? - Crystal, czy ty chcesz znać cały plan zajęć na dzisiejszą noc? - Wiesz doskonale o co