Komedia · 13 min czytania
Przygoda w podróży
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Koła pociągu turkotały: tutu-tutu-tutu-tutu. Nina oparła się ręką o półkę. Paznokcie jej zgrabnej dłoni robiły klik-klik-klik-klik. Ziemowit, rozparłszy się na siedzeniu, dumnie rozglądał się wokół, jakby nie tylko przedział, ale w ogóle cały pociąg należał do niego. Nina spojrzała na niego swymi szaroburymi oczyma. Zapewne życzyła mu, żeby walizka mu na głowę spadła. - Przestań - zwrócił jej uwagę Ziemowit. - Oszaleć od tego można. - Od czego? - burknęła Nina. - Od tego twojego klikania tymi paznokciami. - Zapamiętaj sobie - syknęła dziewczyna, pochylając się w stronę Ziemowita. - Że ja nigdy nie wpadłabym na taki idiotyczny pomysł, jak noszenie tipsów. Ziemowit spojrzał na nią z wyższością, po czym odwrócił się w stronę okna. Mamrotał coś pod nosem, chyba mówił o "dziecku z rynksztoka". Chyba, bo Nina, nie mając ochoty dłużej rozmawiać z tym bufonem, wyszła z przedziału. Powoli powlokła się korytarzem w stronę wagonu restauracyjnego. Szła z trudem z powodu butów na wysokich obcasach. Dreptała nieporadnie, sarkając na "kolejny pomysł tego idioty".
Wagon restauracyjny, urządzony na wzór czegoś pomiędzy art deco a latami osiemdziesiątymi, pachniał świeżo zaparzoną kawą, zupą grzybową i sosem pomidorowym. Nina z nadzwyczajną gracją podeszła do kontuaru. Sama była zaskoczona faktem, że jakimś cudem może poruszać się na wysokim obcasie, nie przypominając tym samym pijanego łabędzia. - Dzień dobry, jedną porcję spaghetti poproszę - zwróciła się do barmanki. - W porządku, będzie za chwilę - uśmiechnęła się barmanka i po chwili zniknęła za drzwiami kuchni. Nina, oparłszy się o ladę, odwróciła głowę w stronę sali. Musiała przyznać, że ten bubek Ziemowit nauczył ją jednej pożytecznej rzeczy - eleganckiego savoir-vivre'u. - Proszę - głos barmanki wyrwał ją z zamyślenia. Makaron dojechał. - Ile się należy? - spytała Nina bez zastanowienia. - Czternaście złotych, pięćdziesiąt groszy. Nina sięgnęła po portmonetkę, wyciągnęła z niej banknot dwudziestozłotowy i położyła na ladzie. Gdy dziewczyna za barem skierowała się w stronę kasy, Nina powiedziała: - Reszty nie trzeba, - Aaa... Dziękuję - odezwała się nieśmiało barmanka. - To ja powinnam dziękować za tak miłą obsługę - uśmiechnęła się Nina, wzięła w ręce talerz z makaronem i skierowała się do pustego stolika. Siadając na krześle, rozejrzała się wokół. I znów przyłapała się na tym, że nie jest sobą. Ten kretyn Ziemowit tak bardzo chciał zrobić z niej damę, że teraz gdy Nina jest w tak zwanym towarzystwie, patrzy na wszystkich wokół, czy nie popełniła czasem jakiegoś faux pas. Ale znając jej charakter, który oparł się metamorfozie, jeszcze kiedyś odwdzięczy się swojego, pożal się Boże, narzeczonemu pięknym za nadobne. Musi się tylko trafić odpowiednia okazja. Zapewne właśnie za tą okazją rozglądała się Nina, z wdziękiem nawijając spaghetti na widelec. Jak na danie serwowane w pociągu makaron był nader smaczny. Rozkoszna chwila zapomnienia o tym bufonie Ziemowicie. Tylko dlaczego tak krótka?
Po skonsumowaniu spaghetti Ninie nie pozostało nic innego, jak powrócić do przedziału, do tego idioty Ziemowita. Dziewczyna lekko chwiejnym krokiem ruszyła korytarzem. Narzekając na wysokie obcasy, brnęła wedle zasady "byle do przodu!" na tyle skutecznie, że dotarła w końcu do przedziału. Ziemowit nadal siedział rozparty jak król. - Gdzie byłaś? - zapytał. - A co, ze wszystkiego ci się muszę spowiadać? - odpowiedziała dość opryskliwie Nina. - Przekąsić byłam. I wiedz, że mówię ci o tym tylko dlatego, że mam dobry humor. - Puścisz mnie z torbami, Nina - mruknął. - Od tego jestem - syknęła dziewczyna. - Zresztą, ty też nie jesteś szczególnie oszczędny. Aż dziw, że jedziemy do twoich rodziców pociągiem, a nie wynajętą limuzyną. I ani mi się waż mruczeć czegokolwiek o "dziecku z rynksztoka" ani o "prowincjonalnej dziewczynie", bo ci przywalę. A wiesz, że potrafię. Dzięki Bogu, nie dałam z siebie zrobić zasmarkanej damulki. Ziemowit wolał nie wdawać się w słowną utarczkę z Niną - wiedział, że nie ma szans ze swoją narzeczoną. Bez słowa odwrócił się w stronę okna.
Atmosfera w przedziale od samego początku była nader gęsta. Nina z trudem wytrzymywała podróż z napuszonym Ziemowitem. W końcu po południu znów wyszła z przedziału. Nie powiedziała Ziemowitowi, gdzie idzie, bo nigdy nikomu nie tłumaczyła się z niczego, a tym bardziej jemu. Podreptała w stronę toalety. Gdy po kwadransie opuściła ją, pomyślała, że z pewnością nie chce wracać do tego bufona Ziemowita. Stanęła przy oknie. Przedział, w którym podróżował jej narzeczony, był stosunkowo oddalony. I całe szczęście. Nina oparła się o wystającą część ramy okiennej. Widok zza okna zapewne był o wiele bardziej fascynujący niż Ziemowit.
Zamyślona Nina nie zauważyła, kiedy dwa przedziały obok wyszedł na korytarz inny pasażer. Przez dłuższą chwilę stał przy oknie. Gdy dostrzegł Ninę, przypatrywał jej się przez moment, po czym podszedł do niej i zagaił: - Przepraszam, daleko pani jedzie? Nina odwróciła się w jego stronę. - Raczej nie. Do Warszawy - odpowiedziała z nieudawaną uprzejmością. Zresztą nieznajomy, krótko przystrzyżony okularnik o lekko pucułowatej twarzy i okrągłym nosie, był tak sympatyczny, że nie miała serca nieelegancko mu odburknąć. - To tak, jak ja - uśmiechnął się lekko nieznajomy. Nagle wyciągnął rękę w stronę Niny i powiedział: - Nazywam się Remigiusz, ale można zdrabniać... no, nie wiem, na przykład Remek, w ostateczności Remik. - Ja jestem Nina - odpowiedziała, podając rękę Remigiuszowi. Po chwili milczenia Remigiusz zapytał: - Sama jedziesz? - Niestety nie - mruknęła Nina. - Dlaczego "niestety"? - Aaa... Nieważne. Jadę z moim, pożal się Boże, narzeczonym. A ty? - Ja jadę z bratem i trzema kolegami. Wracamy z Krakowa, z Paki. - Z tego przeglądu kabaretów? To wy macie kabaret, tak? - Yhm. - Zdobyliście jakąś nagrodę? - Hm... Żadnej. Ale mówi się trudno. Sam fakt występowania przed tak wielką widownią sprawił nam niezłą frajdę. - To fajnie macie, Jedziemy z Ziemowitem, znaczy się moim, khem, narzeczonym, do Warszawy, bo tam mieszkają jego rodzice. Chce koniecznie mnie im przedstawić, bufon jeden. - Słuchaj, może wpadniesz do nas do przedziału?…