Fantastyka · 7 min czytania
Przygody Królika Kiśla i Koguta Fagasa (2)
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
PRZYGODY KRÓLIKA KIŚLA I KOGUTA FAGASA
Tajemnica Kolejarza Romana (część 2)
Kiedy królik Kisiel wraz z kogutem Fagasem wysiadał na maleńkiej stacyjce kolejowej w samym środku Brudnej Puszczy, właśnie zaczął padać deszcz. Olbrzymie brudne kałuże potworzyły się na całym peronie, przez co nieliczni pasażerowie oczekujący na pociąg skakali z jednej suchej wysepki na drugą, starając się jakoś przetrwać ulewę. Zawiadowca stacji, starszy pan z brodą, dybiąc na podróżnych z miasta burczał pod nosem to samo, wyuczone na pamięć powitanie. - Głośniej, kurwa. Nic nie rozumiem – Poskarżył się Kisiel. - Witamy w Brudnej Puszczy oby podróż się opłaciła dziękuję – Wycedził jeszcze raz przez zęby zawiadowca – Wy z policji? Na dworcu ktoś na was czeka. Kogut Fagas przez całą drogę nie odezwał się ani słowem.
Kasia przez całą drogę do rezydencji paplała jak nakręcona. Kisiel zastanawiał się, jak można jedną ręką prowadzić samochód, a druga kreślić w powietrzu przybliżoną mapę okolic. Ukradkowo zerkając na koguta uznał, iż lepiej będzie dać spokój gryzącym go podejrzeniom. Tuż przed samym podjazdem jednak nie wytrzymał. - Powiedz mi, jak to możliwe, że sam napisałeś ten list? Czytałem go – wyglądał jak dzieło niemowlaka albo gościa z wtórnym analfabetyzmem, a nie oczytanego magistra filozofii. - Nie skończyłem studiów – Odezwał się zrezygnowanym głosem Fagas – Przez chorobę ojca musiałem odejść z uczelni i zaopiekować się kurnikiem. - Nie zmieniaj tematu, do cholery. Cała ta sprawa śmierdzi na kilometr. Parkując tuż przed samymi schodami Kasia nerwowo poprawiła włosy i sięgnęła po papierosa. Zapalając go zerknęła krzywo na królika - Lepiej się zachowuj. Wujcio nie znosi grubiaństwa. - Nie martw się tak – Rzucił Kisiel, po czym zaczął wypychać koguta z mercedesa – A właściwie to mogłabyś kopsnąć mi parę fajek. Zapowiada się na niezłą jazdę.
Uskakując przed granatem królik Kisiel przy okazji przewrócił na ziemię drogocenny z wyglądu wazon, który momentalnie rozprysł się na milion kawałków. Huk wystrzałów z kuchni podpowiedział mu, że jego partner ma poważne kłopoty. Granat okazał się niewypałem. Gdzieś na zewnątrz jednak coś wybuchło. - Wychyl się, skurwielu – dobiegło go ze schodów – Nawet królicza łapka ci nie pomoże. Nie tym razem. Kisiel zadziałał instynktownie. W jednej chwili wytoczył się zza kredensu i z 45-tki podziurawił kolesia zanoszącego się śmiechem. Wszystko odbyło się jakby w zwolnionym tempie. Spadające w dół bezwładne ciało zatrzymało się tuż pod jego skokami. Pośmiertny skurcz wykrzywił twarz denata – Morrisa, byłego gliny po przejściach. - A jednak pomogła, śmieciu – burknął Kisiel i pochylony, ruszył w stronę kuchni. Pokój gościnny wyglądał jakby właśnie przeszedł przez niego huragan. Wszystkie obrazy, modne lampy i świeczniki, przepiękna kolekcja dzieł H. P. Lovecrafta w pozłacanych oprawach, nie mówiąc już o robionych z pewnością na zamówienie drewnianych komodach, cały ten dobytek leżał na podłodze. Przestępując przez kolejne trupy królik Kisiel dotarł w końcu do sypialni, skąd dochodziły go niepokojące odgłosy. Na wycieraczce przed wejściem dostrzegł dymiącą łuskę po pocisku do bazooki. Postanowił jednak mimo wszystko bez pukania wprosić się do środka. To co tam zastał sprawiło, iż zaczął wierzyć w duchy. - Szary Lis? Ty...