Fantastyka · 10 min czytania
Przygody Królika Kiśla i Koguta Fagasa (3)
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 2
PRZYGODY KRÓLIKA KIŚLA I KOGUTA FAGASA
Sprawa piekielnego torreadora
Hawaje o tej porze roku prezentowały się nad wyraz smakowicie, i, jak zapewniał kogut Fagas, bezapelacyjnie nadawały się na spokojną przystań. Królik Kisiel, odkładając na miejsce folder reklamujący Atrakcyjne Alpy, rozsiadł się wygodnie na skórzanej sofie, zasłuchany w aksamitny głos pani Joli z biura podróży. - Doskonały wybór. O ile lubi Pan strome stoki. Zapewniamy kompleksowe ubezpieczenie, ma się rozumieć. Wliczone w cenę pobytu, oczywiście. Tylko u nas. - Nic z tego – Kisiel uśmiechnął się pod nosem – Zdecydowałem się na Hawaje. - Doskonały wybór. O ile lubi Pan lato w zimie. Zapewniamy kompleksowe ubezpieczenie... - Ma się rozumieć – Wtrącił królik. - Wliczone w cenę pobytu... - Tylko u nas – Dodał z rozbrajającym uśmiechem Kisiel, po czym zabrał się za wypełnianie odpowiednich formularzy. Na zewnątrz w poczekalni jakaś para głośno sprzeczała się, nie mogąc wybrać odpowiedniego miejsca na ich kolejną podróż poślubną. Pierwszą ofiarą kłótni padł stolik z czasopismami, który wylądował z głuchym trzaskiem na drzwiach do gabinetu. Pani z biura podróży nie poruszyła nawet powieką.
Zmęczeni podróżą Kisiel, Fagas oraz Kasia w końcu dotarli do hotelu i po półgodzinnej walce z recepcjonistą wreszcie zanurzyli się w swoich pokojach. Ten królika prezentował się nad wyraz wytwornie, czego dowodem były dwie przepiękne kabiny prysznicowe, zapychające prawie całą łazienkę, oraz świeżo wybudowany basen na tarasie, mogący spokojnie pomieścić pełną drużynę piłki wodnej. Do tego wszędzie były palmy i inne bliżej nie określone rośliny. W sypialni pod łóżkiem, w szafie, za kotarą w holu, obok perskiego dywanu na podłodze, nawet na suficie, w formie zielonych girland, błogo spływających tuż nad drzwiami. Kisiel zdążył się jedynie lekko odświeżyć, kiedy w wejściu do łazienki bezszelestnie pojawił się służący. Stary trzymał w ręku srebrną tacę i wyglądał na zbitego z tropu. - Czego, łachmyto – Mówiąc to Kisiel wychynął z kabiny prysznicowej – Nie stój tak, podaj mi ten mięciutki, żółty ręcznik z Dzięciołem Jonaszem. Służący bez słowa wykonał polecenie. Po kilku minutach królik Kisiel pospiesznie schodził już do recepcji.
Część 22 / 2
- Że co? A co ja niby mam na to poradzić? Kierownik hotelu zaciągnął się cygarem i spokojnie wskazał na ogromny obraz za jego plecami. Widniał na nim starszy jegomość o aparycji wściekłego torreadora. - Co to za jeden? – Królik pogubił się już w domysłach. - Założyciel tego pensjonatu, wielmożny Honduras. Wielki człowiek, wielki... - Ale co to ma wspólnego z... - Ale drogę wybrał nie tą... – Zadumał się Kierownik – Złą, łatwiejszą wybrał... Kisiel przestał słuchać i wlepił oczy w obraz. Ignorując ględzenie starał się upewnić w dręczących go wątpliwościach. Po kilku ładnych minutach wydało mu się, że wielmożny Honduras mrugnął do niego. Królik zacisnął mocniej ręce na oparciach fotela. - Co za kurestwo... - Proszę tak nie mówić – Dotarł do niego obruszony głos Kierownika – Fakt, moja matka świętą nie była, ale żeby ją tak od razu od kurew wyzywać? - Nie, przepraszam, zamyśliłem się – Mówiąc to Kisiel pocieszająco poklepał Kierownika po ramieniu – A tak nawiasem mówiąc, to pańska matka wcale mnie nie obchodzi. Mogła se być i kurwą, mnie tam nic do tego.
Następnego ranka na rozmowę z Kierownikiem pomaszerował już Fagas. Dowiedział się z niej tyle, iż Honduras, nie mogąc spokojnie usiedzieć w Piekle, bezpardonowo zakłóca spokój pensjonariuszom. Placówka już od ponad dwóch lat zalicza same straty, tak więc Kierownik chwyta się każdej szansy, aby problemu jak najdelikatniej się pozbyć. Nie pomagały błagalne listy do burmistrza, nikt nie zamierzał babrać się w tym gównie. Aż do teraz.
Na słonecznej plaży, pełnej wszelakiego gatunku turystów, Kasia poznała niejakiego Piotra, notabene zajmującego się usuwaniem wszelkich przejawów niewygodnego życia pozagrobowego. Oczarowany jej wdziękami dobrotliwie zgodził się wspomóc swą wiedzą pewnego zatroskanego Kierownika hotelu. Kiedy wybiła punkt dwunasta, tuż nad obrazem w gabinecie szefa pojawiła się eteryczna, biała postać. Niemiłosiernie zawodząc domagała się swych praw, strącając z trzaskiem co droższe pamiątki na podłogę. Fagas rozcapierzony przy oknie dał znak w momencie, gdy zjawa zaczęła dobierać się do barku z alkoholem. - Teraz, na Kanta! Otwórz tą zasraną pułapkę!! W jednej chwili w pokoju rozpętało się prawdziwe piekło. Jęki ducha przeszły w nowy, niespotykany w tym wymiarze, poziom decybeli. Popękały szyby, szklane dzbany, złoty żyrandol i wszystkie niezliczone lampy, rozświetlające do tej pory mrok nocy. Poprzez dziurawe okna wpadł do środka prawdziwy tajfun, czyniąc ogromne spustoszenie wśród unikatowej kolekcji karcianych domków Kierownika. W zaistniałym chaosie, nie zważając na kompletną ciemność, Kisiel nadludzkim wysiłkiem zdołał