Fantastyka · 7 min czytania
Przygody Królika Kiśla i Koguta Fagasa (7)
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 2
PRZYGODY KRÓLIKA KIŚLA I KOGUTA FAGASA
Atak Ściekowego
Królik Kisiel nie zdążył nawet kichnąć, a już olbrzymia, obrośnięta mchem łapa z całej siły walnęła go w plecy. Cios sprawił, że królikiem obróciło, wyrzuciło w górę i na chwilę zawiesiło w powietrzu. W następnej sekundzie jednak prawa fizyki przestały sobie robić jaja, dzięki czemu niedoszły szybowiec z przeraźliwym wyciem zaczął podchodzić do awaryjnego lądowania na nie przystosowanym do tego skalistym terenie. Skutek: parę złamanych żeber, obtłuczone skoki, jeden zwichnięty ząb oraz nawrót samobójczych myśli - Ha. Ha. Kisiel durny. Przecie latać nie umi. – Zagrzmiał dumny z siebie Ściekowy. - Kurwa mać, czemu ja zawsze muszę dostawać takie zadania... A mówiąc to Kisiel miał na myśli nieprzyzwoitego pecha, który łaził za nim od rana.
RANO, 5:15
Budzik jak zwykle zaczął raban za wcześnie, dlatego też królik niemiłosiernie pociął się przy goleniu. Był tak zaspany, że ledwo zdołał się ubrać, zjeść co nieco i przeczytać poranną gazetę, której nie miał, bo jeszcze nie wyszła. Drogę na posterunek także pamiętał cokolwiek mgliście, co nie oznacza bynajmniej, że w ogóle. Pamiętał zatłoczony autobus, jakiegoś kolesia, który rozsiadł się mu na kolanach i pięcioro bachorów, drących ryja tak niemiłosiernie, że po raz kolejny zwymiotował komuś na sukienkę. Na posterunku było tak samo.Kapitan zrobił tuż po szóstej zebranie, z którego jasno wynikało, że królik ma kłopoty. - Co za kretyn podrzucił mi to wczoraj wieczorem?! – Chodziło o skisłe lody. - Ja nie. – Odpowiedział Jones, jeden z nowych. – Ale na Boga wiem, kto to był. W biurze zawrzało. Połowa już wstawionych poczuła się tymi słowami urażona. - To na pewno nie byłem ja... – Zaciągnął się Murphy. – To na pewno nie byłem... - Czego, kurwa, się mnie czepiasz?! Zrobiłem co?! – Obruszył się Norton, stójkowy. - Jebane koty... Zawsze się wpierdolą w nie swoje... Dziady. – I tak dalej. Kapitan momentalnie uspokoił co pobudliwszych po czym zabrał się do rzeczy. - No więc kto to był?! - Kisiel, mój Kapitanie.
Część 22 / 2
RANO, POSTERUNEK, 7:35
Na dywaniku u Kapitana tak śmierdziało szlugami, że wchodzący do środka królik własnoręcznie zatkał sobie uszy. Po trzech minutach kompromitującej ciszy nie stało się nic, co mogło by ją przerwać. Zaczął więc Kisiel, nie mogąc uspokoić rozstrojonych nerwów. - To o co w końcu jakby tak chodzi? Jego rozmówca zerknął spode łba na wiszący na ścianie plakat miss września. - Pomórz mi, bo nie zdzierżę... Miss września udała, że nie słyszy. Dalej leniwie przeciągała się na masce Jaguara. - Słuchaj, królik. Wiesz, że nie jestem zbyt zabawnym człowiekiem... Dobrze o tym wiesz. Jednak jakimś cudem wpadłeś na genialny pomysł, aby uczynić moją osobę przedmiotem twoich drwin. Nie chcę wnikać w szczegóły tego planu. Zawsze wiedziałem, że jesteś inny. Ale po jaką cholerę obsmarowałeś moją gosposię przeterminowanymi lodami?! Klamka zapadła. Kisiel nawet nie chciał się bronić, choć to nie była jego sprawka.Za karę Kapitan przydzielił mu w trybie natychmiastowym niańczenie Ściekowego.
RANO, STRZELNICA, 9:11
Major Ściekowy pudłował jak z nut. Raz za razem wysypywał z siebie grad kul, które wiedzione…