Inne · 12 min czytania
Przyjaciółka z ostrym językiem.
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Nazywam się Kacper. Kacper Olszewski. Mam dopiero 14 lat, chociaż uważam, że przewyższam inteligencją tą bandę pryszczatych osłów z mojej klasy. Ale nie o tym ta historia. Mieszkam w Gdyni. Wszystko byłoby w porządku, gdyby nie fakt, że nie jestem za bardzo lubiany w szkole. No dobra.. wcale nie jestem. Każdą przerwę spędzam pod ścianą, trzymając w ręku telefon komórkowy i udając, że z kimś smsuję. Niech myślą, że mam dziewczynę.. w końcu to takie cool. O pogadankach z kumplami na temat wypasionych gier czy dziewczyn po prostu mogę zapomnieć, a do siedzenia na prawie każdej lekcji samemu już przywykłem. I ta rutyna ciągnęłaby się do końca gimnazjum, gdyby nie Ona. Moją uwagę przykuła pewna śliczna blondynka i niebieskich oczach, nowa w naszej szkole. No tak. Zapomniałbym o najważniejszej kwestii. Pewnie zastanawiacie się co jest przyczyną tego, że nikt mnie nie akceptuje. Tutaj pojawia się pewien stereotyp, wygląd liczy się bardziej, niż to co ma się w środku. Ale w gimnazjum to normalne. Nie wywodzę się z zamożnej rodziny, tata rok temu zostawił mamę dla innej, teraz wychowuje mnie sama, lecz jej pensja wystarcza głównie na opłaty, zwyczajne jedzenie i ciuchy z drugiej ręki. Jestem charyzmatyczny i zabawny, ale w tym wieku dla rówieśników liczy się wygląd, markowe ciuchy i drogi sprzęt. Komputer jako taki mam, Ojciec kupił mi go zanim od nas odszedł, chociaż korzystam z niego bardzo rzadko z wiadomych przyczyn, o internecie nawet nie wspomnę. No trudno, taki mój los. Wracając do pięknookiej dziewczyny z równoległej klasy. Wiedziałem, że mogę sobie na nią jedynie popatrzyć od czasu do czasu, lecz w środku coś przekonywało mnie, że może to być pierwsza osobaw, w dodatku płci pięknej, z którą mogę nawiązać jakiś kontakt. Całą drogę do domu słuchałem mojego ulubionego rockowego zespołu na tanich słuchawkach z marketu i wyobrażałem sobie jak siedzę z nową koleżanką na ławce rozmawiając o pierdołach. W domu moim ulubionym zajęciem i chyba jedynym sensownym jest czytanie książek fantasy. Mamy praktycznie w ogóle nie ma w domu, pracowała na dwa etaty, by wystarczyło na najpotrzebniejsze rzeczy. Na osiedlu miałem dobrego kolegę Rafała. Pech chciał, że wyprowadził się daleko sta. Zostałem sam, tylko ja i moje książki. I tak mijał dzień za dniem. W szkole dość długo nie widziałem nowej koleżanki, dopiero ostatnio pojawiłą się, lecz nie sama a z rodzicami. Przechodząc z klasą pod inną salę w dość szybkim tempie zdążyłem dostrzec na jej nadgarstku brunatne kreski. Wyglądały na zwykłe rany, lecz bardzo mnie to zaciekawiło. Szukałem okazji by podejść, zagadać. Niestety, brakowało mi odwagi.. śmiałości. Pewnego dnia wracając jak zawsze ze słuchawkami na uszach ze szkoły zauważyłem, że w m stronę zbliża się Ona, tajemnicza dziewczyna. - Cześć! - rzuciłem bez namysłu. - Cześć, znamy się? Dziewczyna była rozstrzęsiona, mój wzrok przeniósł się nieświadomie na jej nadgarstki, utknął na nich do czasu, gdy nie schowała ich w rękaw. - Zgubiłeś się? - zapytała uśmiechając się niewinnie. - Nie, nie.. ja tylko.. tylko z kimś Cię pomyliłem.. - rzuciłem na odchodne i pewnym krokiem ruszyłem naprzód. W domu plułem sobie w brodę, że zmarnowałem tak świetną okazję do nawiązania bliższego kontaktu. I nie spytałem o rany, przecież tak bardzo mnie one ciekawiły. Następnego dnia w szkole zauważyłem ją już na pierwszej przerwie. Siedziała pod ścianą, przeglądając zeszyt z jakiegoś przedmiotu. Kątem oka chyba dostrzegła, że na nią spoglądam, bo jej delikatne policzki lekko się zarumieniły. Po chwili wstała z miejsca i jak gdyby nigdy nic podeszła do mnie z pytaniem, czy po zajęciach nie wybrałbym się z nią do parku. Zamurowało mnie, nie mogłem wydobyć z siebie słowa, lecz wiedziałem, że taka okazja może już nigdy się nie powtórzyć. I coś we mnie drgnęło, jakby w jednej chwili cała moja nieśmiałość zniknęła.. - Więc? Jak będzie? - pytała ponaglając mnie. - Jasne, nie ma sprawy - rzuciłem bez zastanowienia. To był ten moment, kiedy nie widziałem nikogo innego oprócz niej, na korytarzu zdawało się być zupełnie pusto i cicho.. i tylko Ona przede mną. Patrzeliśmy sobie głęboko w oczy tylko chwilkę, dla mnie jednak trwało to wieczność. No i nie byłbym sobą, gdybym nie zrobił się w tym momencie czerwony jak burak, co tylko w pewnym stopniu sprowokowało tych 'pryszczatych osłów' do różnych wyzwisk w moim kierunku. Ku mojemu zdziwieniu nie wystraszyło to jednak mojej nowej koleżanki. Wraz z końcem ostatniej lekcji wybiegłem ze szkoły w poszukiwaniu długich, jasnych włosów i zielonego plecaka w żółte paski. Ale to ona dostrzegła mnie pierwsza i stukając w ramię spytała z tym swoim zwalającym mnie z nóg uśmiechem.. - To co, idziemy? - Jasne! - wykrzyknąłem z entuzjazmem jeszcze większym niż w chwili, kiedy pierwszy raz ją ujrzałem. Wraz z kolejnym przemierzonym metrem jej uśmiech i optymizm malał. Usiedliśmy na pierwszej lepszej ławce i spojrzeliśmy sobie w oczy. - Muszę powiedzieć ci coś bardzo, bardzo ważnego. Coś, o czym wiem tylko ja i nikt poza mną - wyszeptała, a po jej policzku powoli płynęła łza. I zapewne kontynuowałaby swój wywód, gdyby nie dostrzegła kogoś, albo czegoś, co skutecznie odwróciło jej uwagę w tak dużym stopniu, że w mgnieniu oka zerwała się z ławki zostawiając swoją kurtkę i plecak. Wołanie na nic się zdało, zabrałem więc jej rzeczy i udałem się w stronę domu. Jak zwykle czytałem kolejny rozdział Władcy Pierścieni, lecz kątem oka spoglądając prze tym na kurtkę Sylwii. Coś podkusiło mnie do sprawdzenia kieszeni, wiem, że nie powinienem ale być może znalazłbym coś, co pozwoliłoby mi bliżej poznać dziewczynę. Sumienie jednak zwyciężyło z ciekawością i wróciłem do czytania książki. Następnego dnia znalazłem ją na korytarzu dopiero na czwartej przerwie. - Twoje rzeczy.. zostawiłaś wczoraj na ławce. - Dziękuję.. I to było pierwsze i ostatnie słowo jakie usłyszałem od niej tego dnia. Być może nie miała