Romans · 21 min czytania
przyjaciółki
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 2
Stała w ich kuchni i patrzyła na mężczyznę swojego życia. Zmywał naczynia, a jego żona kręciła się przygotowując obiad. - Słuchaj, mam do ciebie prośbę – rzuciła Aneta znad miski z ziemniakami - Nie przychodź do Krzyśka jak mnie nie ma. Ja wiem, że wszystko jest ok, ale to przecież wioska, zaraz zaczną się plotki. Kaśce zaschło w ustach. Patrzyła na Anetę nie mogąc wykrztusić słowa. Chyba niczego się nie domyśla? Tak bardzo się pilnują, aby nie spostrzegła ich ukradkowych spojrzeń, czy nieprzypadkowego zetknięcia się rąk. Nie, to niemożliwe! Dzieci też są za małe, aby coś zauważyć i zrozumieć. Wprawdzie pewnego dnia jego córka natknęła się na nich, gdy siedzieli objęci, ale powiedział małej, że cioci jest smutno i dziewczynka przyjęła to jako coś normalnego. Dzieci są takie ufne... A może powtórzyła to matce? Nie, chyba nie, Aneta nie mówiłaby tego tak spokojnie. Zerknęła na Krzyśka, ale nie odezwał się. Był spięty, widziała sztywno trzymaną głowę i nerwowe ruchy rąk. O mało nie potłukł szklanki, jednak Aneta nawet tego nie zauważyła. - Zrobić ci herbaty? Kiwnęła głową szczęśliwa, że przyjaciółka nie drąży więcej tego tematu. Widocznie naprawdę niczego się nie domyśla. Wypiła kilka łyków gorącego napoju i poczuła jak wszystko cofa się i rośnie jej w gardle. Pobiegła szybko do toalety. Gdy wróciła, Aneta patrzyła na nią z niepokojem. - Kaśka, tak nie może być dalej. Czy ty w ogóle coś jesz? Spuściła wzrok i pokręciła przecząco głową. - Już nic nie potrafię przełknąć. Na wszystko reaguję w ten sposób – wiedziała, że nie mówi prawdy, ale przecież nie mogła przyznać się, że to stres. Padłoby wtedy pytanie dlaczego denerwuje się w tej chwili. - Jutro idę z tobą do lekarza. Coś z tym trzeba zrobić! – Aneta zawsze reagowała trzeźwo i zdecydowanie. Pokiwała głową i uśmiechnęła się słabo.
***** Zauważyła przed ich domem pogotowie. Co się stało? Czy coś z Krzyśkiem? Weszła do jego domu. W pokoju na materacu, na TYM materacu, leżała Aneta. Twarz miała szarą i zmęczoną, a na policzkach widać było ślady łez. Lekarz z pogotowia pakował sprzęt. - To prawdopodobnie kolka nerkowa. Proszę zgłosić się do swojej przychodni na badania, ja pani mogę dać tylko zastrzyk przeciwbólowy. Czuła się okropnie. Patrzyła na leżącą Anetę, na Krzyśka gładzącego ją po ręce i chciało jej się wyć. Tak, wiedziała, że to przecież jego żona, ale to tak boli. Taka czułość... Myślała... miała nadzieję, że po wczorajszej nocy... Chciałaby, aby to ją gładził tak z miłością po ręce... Wczoraj kochali się w tym miejscu, ten materac nosi piętno ich splecionych ciał... A teraz jest tu Aneta i Krzysiek już nie ją dotyka, tylko tamtą. Nie mogła znieść tego widoku. - To ja powinnam tutaj leżeć, nie ty! – wyrwały jej się słowa, które nie powinny paść, jednak Aneta przyjęła je za dobrą monetę. - No co ty, Kaśka, już mi lepiej, dlaczego ty, nie wygłupiaj się! „To mnie powinien głaskać, a nie ciebie!”- coś w niej krzyczało – „mnie, bo to mnie kocha! Ty wiecznie masz o wszystko do niego pretensje, nie doceniasz go!” Na szczęście udało jej się stłumić ten krzyk w zarodku. Ale by narobiła! To byłby koniec, Aneta nie pozwoliłaby jej się więcej z nim zobaczyć... Wyszła od nich tłumacząc się, że dzieci, obiad, Sławek wraca z pracy... Uciekła, aby nie widzieli żalu na twarzy i łez w oczach.
***** Spotkała go nazajutrz. Unikał jej wzroku, ale tłumaczyła to troską o żonę. Rozmawiali krótko, spieszył się do szpitala, do Anety. Wczoraj miała tak silne bóle, że byli jeszcze dwa razy w ośrodku zdrowia, aż wreszcie wieczorem znalazła się w szpitalu. Nie zatrzymywała go, widują się przecież codziennie, a gdyby nie zjawił się u żony musiałby się z tego tłumaczyć. Chciała powiedzieć, że skoro tamtej nie ma w domu, to może ona przyjdzie wieczorem, choć na chwileczkę, ale coś w wyrazie jego twarzy powstrzymało ją.
***** Nie mogła w to uwierzyć. Dlaczego to zrobił? Dlaczego napisał ten list? Wyznawał w nim wszystko! A przecież było im dobrze, a ich romans dopiero się zaczął! Wreszcie spełniły się jej marzenia! Chciała tańczyć i śpiewać z radości. A on z tym listem... Zamierzał dać go Sławkowi. Dlaczego? Mogli spotykać się w tajemnicy, tak jak do tej pory, jego żona pracowała, podobnie jak jej mąż, zresztą nikt się niczego nie domyślał. Dlaczego? Przecież ją kochał. Na pewno ją kochał, inaczej nie całowałby jej tak namiętnie, ukradkiem, aby nie widziała żona czy dzieci. Zresztą, gdyby nic do niej nie czuł, nie ryzykowałby tyle, aby się z nią przespać! Takich rzeczy nie robi się ot, tak. Nie zdradza się żony dla kaprysu! To pewnie przez tą chorobę Anety! Poczuł się nie w porządku, ona w szpitalu, a on... Ale przecież już jej lepiej, już zlokalizowali ten kamień, był, siedział w prawej nerce, niewielki, 6 mm, ale dokuczał. Lada chwila wyjdzie ze szpitala i wszystko może być jak dawniej! A teraz dowie się o wszystkim Sławek... To wariat, gotów jej coś jeszcze zrobić. Zresztą to może i lepiej. Wcale nie chce jej się już żyć. Bez niego? Po co... Nie obchodzi jej już nic na świecie, tylko Krzysztof. Sięgnęła po tabletki uspokajające. Skończy to raz na zawsze.
***** Aneta podniosła oczy znad czasopisma. W progu stał Sławek. - Hej, tu jestem! - pomachała mu ręką, poprawiając się na szpitalnym łóżku. Przystawił sobie krzesło. - Jak się czujesz? - Już lepiej. Wreszcie przestało mnie boleć. No prawie, ale można wytrzymać – uśmiechnęła się – a co z Kaśką? Słyszałam, że też jest w szpitalu? Chciałam ją odwiedzić, ale to sąsiedni budynek i nie mam jak tam iść. W końcu to już październik! - Tak, rzeczywiście. Ale dzisiaj już wychodzi. - A co właściwie jej się stało? Jakoś nikt mi nie był w stanie powiedzieć! – popatrzyła mu w oczy, ale odwrócił wzrok – zasłabła czy co? Ostatnio chyba nic nie jadła, prawda? - No... właściwie... – zamilkł. - No powiedz mi co się dzieje? Na coś choruje? - Nie, nic takiego. Jak wyjdziesz to się wszystkiego dowiesz. Popatrzyła na niego zaniepokojona. - Co? Mów mi tu zaraz! – wymijające odpowiedzi mężczyzny spowodowały, że przed oczami przewinął się jej czarny scenariusz ... guz? - Obiecałem, że nie powiem. Krzysiek chce ci to powiedzieć. Boże, co on plecie? Co ma jej mąż do choroby Kaśki? - Sławek, ja cię bardzo proszę, mów mi zaraz! Co się dzieje? – teraz już była poważnie zdenerwowana. - Anetko – zamilkł na chwilę – bo oni… bo Krzysiek z Kaśką … - patrzył na nią jakoś tak dziwnie, ale nie widziała tego. - Co??!!! - Boże, ty nic nie rozumiesz… Oni … - o mój Boże! Nagle do niej dotarło. Nie to niemożliwe! Nie jej Krzysiek!! - Krzysiek... miał ogromne wyrzuty sumienia... dostałem od niego list w którym wszystko wyznaje. A Kaśka próbowała się zabić. Aneta nie potrafiła wykrztusić słowa. Siedziała na łóżku, łzy same płynęły, a po jej głowie tłukły się myśli – „Nie, to niemożliwe… nie mój Krzysiek… on nie jest taki… to prędzej ja bym coś takiego zrobiła, nie on…”. Sławek coś do niej mówił: „O Boże myszko, nie płacz, proszę nie płacz ….” – te słowa docierały do Anety jakby przez mgłę. „Myszko, proszę, nie płacz...”
Część 22 / 2
Później przyjechał Krzysiek. Cichy, niepewny. Wiedział od Sławka, że Aneta już zna prawdę. Bał się reakcji żony na jego widok. Przywiózł różę, która zwiędła następnego dnia. Nie tłumaczył się, powiedział tylko „Przepraszam”. Aneta była otępiała, nie rozumiała co się dzieje dookoła, łzy płynęły nieproszone. Wieczorem przyszła Kaśka. Płakały obydwie. Świat spowijała mgła... dzień mieszał się z nocą. W niewiadomy sposób mijały tygodnie, dla Anety zniknęła gdzieś cała zima. Nie pamiętała z niej nic, tylko tępy, ciężki ból. Chodziła do pracy, szykowała obiady, tuliła dzieci...? Chyba...
***** Poszła do niej pewnego dnia. Chciała porozmawiać, poradzić się. Nikt jej tak nie znał jak Aneta, nikt inny nie mógł jej pomóc. Rozmawiały trzy godziny. Krzysztofa nie było, Sławek nie wiedział gdzie wyszła. Opowiadała o problemach z mężem, że podnosi na nią rękę, wydziela pieniądze. Aneta słuchała nie przerywając. Zapytała ją: - Co ja mam zrobić? Odejść od niego? - Kaśka, to twoje życie, cokolwiek postanowisz, ty poniesiesz tego konsekwencje. Zanim podejmiesz jakąkolwiek decyzję pamiętaj - nie masz pracy, nie skończyłaś żadnej szkoły, a mieszkanie jest jego ojca. Zresztą - Aneta zdenerwowała się nagle - dlaczego mam ci cokolwiek radzić? Ja teraz muszę ratować swoje małżeństwo, którego o mało nie zniszczyłaś. Co mnie obchodzi twoje życie? Stojąc w progu odważyła się zadać jej najważniejsze pytanie, nurtujące ją długo, a którego nie powinna nigdy zadawać: - Proszę powiedz mi jedno. Czy on... czy Krzysztof mnie kocha... czy mnie kiedykolwiek kochał? - Nie sądzę. Gdyby cię kochał nie odpuścił by sobie ciebie tak łatwo. Byłaś chętna, więc pod wpływem impulsu przespał się z tobą. Wiesz, okazja czyni złodzieja. Zresztą, co to za miłość budowana na cierpieniu i bólu innych? Wyszła pokonana.
***** Co on wyprawia? Zwariował? Patrzyła na niego przestraszona. - Ostrzegałem cię. Jeśli dowiem się, że znowu się z nim kontaktujesz, to skończy się to dla niego gorzej! Co może zrobić? Jak go powstrzymać? Przecież nic się nie stało, rozmawiali tylko przez chwilę gdy odprowadziła jego dzieci po spacerze. To jedyna okazja aby mogła na niego popatrzeć, poczuć kojący wpływ jego śmiechu. Nawet tego jej nie wolno. Otworzyła jej Aneta. - Przyszłam was ostrzec – nie wiedziała jak to powiedzieć – Sławek... to Sławek poprzebijał wam wszystkie opony w samochodzie! - Dlaczego? - Dowiedział się, że nasze dzieci bawiły się razem... - Tylko o to chodziło? Milczała przez moment. Nie wiedziała co Aneta wie o tej sprawie, może lepiej przyznać się? - Nie, nie tylko. Rozmawialiśmy przez chwilę jak przyszłam z dziećmi. Aneta pokiwała głową. No właśnie. Nic do tej kobiety nie dociera, prośby, groźby. Nic. - Sama widzisz. Może jednak będziesz trzymać się z daleka od naszej rodziny zanim twój mąż zacznie wybijać nam szyby w oknach, albo nasyłać zbirów na Krzysztofa. Daj nam żyć w spokoju, dobrze? Aneta zamknęła za nią drzwi i oparła o nie czoło: „Czy to się nigdy nie skończy...?”
***** - Nie to niemożliwe! – krzyknęła i zaraz opanowała się. Nie może dać po sobie nic poznać. - Możliwe. Aneta jest w ciąży. Ze swoim mężem, wyobraź sobie! – czy jej się wydaje czy słyszy szyderstwo w głosie Sławka? – A co, myślałaś może, że już ze…