Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Przyjaźń · 18 min czytania

Przyjaźń i miłość

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

O co chodzi w miłości? Jaki trzeba spełnić warunek, aby być kochanym a jaki żeby móc naprawdę pokochać? Czy to możliwe żeby miłości nie można było odnaleźć?

Gdy w pierwszy jesienny wieczór zamiast czerwieniącego się od zachodzącego słońca nieba widzi się strugi deszczu, spływające cicho po szybie i słyszy się jedynie stukot milionów kropel uderzających o dachówkę raczej nikt nie ma ochoty na spacer. A jednak patrząc przez okno widzę młodego człowieka, który spokojnie, powoli, nie zważając na pogodę idzie ciemną i mokrą ulicą, zapatrzony w czubek własnych stóp. Gdybyś Ty (kimkolwiek jesteś) mógł zobaczyć to co ja, pewnie zapytałbyś samego siebie: Kim on jest i co robi? Ja tego pytania nie zadaje, bo znam na nie odpowiedź. Otóż pośród ciemnych ulic snuje się samotna postać nastolatka. Ma na imię Paweł. Pewnie myśli o całym swoim życiu i o wydarzeniach, które miały miejsce w ciągu ostatnich kilku tygodni. Żeby to zrozumieć cofnijmy czas o 2 miesiące. Albo może i jeszcze bardziej: do czasu mojego dzieciństwa.

Z Pawłem i Martą znam się od dzieciństwa. Razem zaczynaliśmy odkrywać świat, razem bawiliśmy się w przedszkolu i razem dorastaliśmy. Wszędzie razem. Od żłobka po liceum, przez przedszkole, podstawówkę i gimnazjum. Nasza trójka zawsze świetnie się rozumiała. Każdy z nas mógł liczyć na pozostałych. Oczywiście Paweł i ja mieliśmy inne tematy rozmów niż z Martą, ale nic w tym dziwnego. W końcu z nią mogliśmy pogadać o uczuciach, nowych znajomych i o szkole. Lecz z Pawłem można było gadać o takich męskich sprawach: fajne dziewczyny, samochody i piłka nożna. Pomimo tego byliśmy zgraną paczką. Aż w końcu wszystko się popsuło. No, ale po kolei: Końcówka roku szkolnego to cudowny czas. Odwiedzaliśmy nasze stare szkoły, wypoczywaliśmy na plaży, chodziliśmy do kina a wieczorem na imprezy. Taaak. To było wspaniałe. W końcu nadszedł ostatni dzień i wystrojeni jak na ślub pojechaliśmy po świadectwa. Zaczęło się normalnie: apel, nagrody, podziękowania i nudna jak zwykle część artystyczna. Kto wpadł na pomysł żeby w polskiej szkole śpiewać na zakończeniu roku niemieckie piosenki? Chore. Ale już po wejściu do sali czekała na nas miła (przynajmniej tak wtedy myśleliśmy) niespodzianka. W klasie siedziała jakaś nowa dziewczyna. Dziwne, prawda? Nauczycielka wytłumaczyła, że Natalia przeniosła się z innego miasta i że od przyszłego roku będzie chodzić z nami do klasy. Ponieważ Marta z reguły siedziała sama za nami, więc nowa koleżanka dosiadła się do niej. Chwile pogadaliśmy i okazało się, że to nie koniec niespodzianek. Nowa mieszkała na naszym osiedlu! Mało tego: w naszym bloku! Wtedy żadne z nas nie zdawało sobie sprawy, że większego przekleństwa nie ma. Ale nie będę wyprzedzał zdarzeń. Zaraz po odbiorze świadectw poszliśmy na przystanek. Mimo, iż z naszej szkoły idzie się tam około pięciu minut, była to najdłuższa droga w moim życiu. W ciągu tych pięciu minut ta dziewczyna zdążyła chyba streścić nam chyba całe swoje życie! Bolesne doświadczenie. Najbardziej zdziwił mnie jednak fakt, że Paweł nie mógł oderwać od niej oczu. Spojrzałem na nią jeszcze raz.

- Hmmm.... Teraz rozumiem - pomyślałem sobie. Obok mnie szła piękna dziewczyna o zgrabnych nogach, lekkiej opaleniźnie, długich kruczoczarnych włosach i gładkiej, przesadnio pomalowanej twarzy. Ta nowa nie wyglądała źle. Powiedziałbym, że gdyby nie makijaż wyglądałaby pięknie. No i gdyby straciła głos. Po powrocie do domu nasza trójka pożegnała się przytulając się każdy z każdym, jej powiedzieliśmy na razie i weszliśmy do mieszkań. Gdy tylko się rozebrałem zadzwoniły dwa telefony. Na komórkę dzwonił Paweł a na domowy (jak się po chwili okazało) Marta. Więc najpierw odebrałem komórkę i powiedziałem Pawłowi żeby oddzwonił później. W ostatniej chwili odebrałem drugi telefon. Po głosie poznałem, że coś ją niepokoi, ale nie martwiłem się tym. Mieliśmy przecież umowę, że w razie problemów mówimy sobie o wszystkim. Więc zaczęliśmy rozmawiać:

- Co sądzisz o tej nowej? - zapytała - Jak dla mnie za dużo gada - odpowiedziałem lekko drwiącym głosem - Widziałeś jak Paweł na nią patrzył? Jakby chciał ją wzrokiem rozebrać - i te dwa zdania prawie zwaliły mnie z nóg. Bo mimo, że nie jestem specjalistą byłem pewien, że ona mówi to z zazdrością! A zazdrość nigdy nie zwiastuje niczego dobrego. - E tam...... Patrzył się na nią jak na każdą długo nogą dziewczynę w mini - skłamałem - Przejdzie mu zobaczysz - ale tego nie byłem już taki pewien - No pewnie masz rację. Faceci......... Tylko się nie obraź! - Dobra rozumiem. - Nie zabieram Ci więcej czasu. Papa! - Pa!

No i odłożyła słuchawkę. Jednak ta rozmowa dała mi do myślenia. "To się może źle skończyć." - pomyślałem. Pół godziny później oddzwonił Paweł:

- I co? Kto to dzwonił? - zapytał - Jakaś Krystyna z gazowni - zażartowałem, bo normalna odpowiedź jakoś nie chciała mi przejść przez gardło - Taa, jasne. Ale chciałem Cię zapytać, co myślisz o tej nowej? Tak. Chyba gdzieś już to pytanie słyszałem :) - Jak dla mnie za dużo gada - odpowiedziałem lekko drwiącym głosem powtarzając to co powiedziałem Marcie - Daj spokój! Ona po prostu chciała żebyśmy się o niej czegoś dowiedzieli. - Oki. Ale czy to powód żeby przez pół godziny gadać non-stop? - No, ale... - Żadnych "ale". Nie broń jej! Poza tym jest w porządku. - Dobra już, dobra. Masz ochotę na wypad za miasto? - Całą trójką nad jeziorko? - Hmmm.... Myślałem raczej o czwórce. - Nowa? - powiedziałem to lekko podirytowany bo znaliśmy ją od kilku godzin a on już chce traktować ją jakbyśmy się znali od lat - Zrozum. Ona jest pewnie bardzo samotna. Zna tu tylko nas. - Niech będzie. Zaraz napisze sms-a do Marty a Ty skontaktuj się z tą... Jak jej tam? - Natalią. - No właśnie. Spotykamy się na dole za godzinę. - Oki. Do zobaczonka!

I tak to się zaczęło. Tego dnia pojechaliśmy nad jezioro. W nasze ulubione miejsce. Marta, jak zwykle ubrana skromnie, ale z elegancją w jedno częściowy strój kąpielowy, była jakaś niespokojna. Zachowywała się dziwnie. A Natalia? Już, kiedy jechaliśmy było wiadomo, co ma na sobie. Bikini. A skąd było wiadomo? Bluzki z takim dekoltem i takiej mini nie widziałem w życiu. Po co w ogóle to zakładać skoro i tak widać, co jest pod spodem? Na szczęście nie tylko mi to przeszkadzało. Kiedy moje spojrzenie spotkało się ze spojrzeniem Marty zrozumiałem, że ona też patrzy na Natalię z obrzydzeniem. Natomiast Paweł nie mógł oderwać od niej oczu. Idiota. Zawsze myślałem, że woli skromne dziewczyny takie jak Marta. Niestety się pomyliłem. To był ciężki wieczór i byłem naprawdę szczęśliwy, gdy zobaczyłem grymas smutku na twarzy Natalii. Skąd ten smutek? W tym samym czasie Marta i Paweł żegnali się w wyjątkowo długim uścisku. Wyglądali na naprawdę szczęśliwych. I to znów kazało mi się zastanawiać nad tą całą sytuacją, która rozpoczęła te wakacje. Powoli mijały kolejne dni. Z upływem czasu czułem coraz mniejszą niechęć do Natalii. Wyglądało na to, że dała spokój Pawłowi. Tylko wyglądało. W piątek, jak co tydzień, poszedłem z Martą do hospicjum. Leżała tam jej babcia a my pomagaliśmy jako wolontariusze. Paweł w tym czasie był na treningu. Ćwiczył piłkę nożną w miejscowej drużynie. To były jak zwykle dwie bardzo miłe godziny. Przeczytałem kilku paniom listy od wnucząt, wysłuchałem opowiadania o wojnie pewnego emerytowanego generała i ogólnie spędziłem miło czas. Lecz gdy wracaliśmy i byliśmy już kilka metrów od domu spostrzegłem Pawła obejmującego Natalie. Marta chyba ich nie zobaczyła. Szybko zaproponowałem abyśmy jeszcze poszli na lody. Ona się zgodziła. Do dziś nie jestem pewien, dlaczego to zrobiłem. Przecież to, że nasz przyjaciel znalazł sobie dziewczynę to nic złego. Co ja pisze? Ta dziewczyna to samo zło. Jedno wielkie przekleństwo! "Z tego nie będzie nic dobrego" - pomyślałem. I nie myliłem się. On miał ciągle za mało czasu dla nas. Ciągle Natalia, Natalia i Natalia. Miałem taką ochotę zepchnąć ją z mostu, że ciężko to sobie wyobrazić. A najgorsze jest to, że co wydarzyło się tydzień po tym jak zobaczyłem ich po raz pierwszy. Dwa dni wcześniej rodzice Marty pojechali do sanatorium na tydzień żeby sobie odpocząć. Więc poszedłem po Martę żeby pojeździć trochę na rowerze. Kiedy nie otwierała odruchowo nacisnąłem klamkę. Drzwi były otwarte. Wszedłem zamykając je za sobą. Kiedy wszedłem do pokoju Marty prawie padłem. Siedziała sobie na podłodze w otoczeniu pustych butelek po whisky, winie i wódce.

- Matko kochana! Marta! Co Ty robisz? - wydusiłem z siebie. A ona z szerokim uśmiechem odpowiedziała: - Uzupełniam niedobór płynów w organizmie.

Tego było za wiele. Zabrałem pełne butelki i wylałem ich zawartość do zlewu. Potem wyrzuciłem te, które opróżniła. Gdy skończyłem z butelkami zaniosłem ją do sypialni jej rodziców, zdjąłem z niej bluzkę i spodnie i…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%
Przyjaźń i miłość — czytnik · opowiadania