filozofia · 4 min czytania
PRZYJDŹ
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Prosiłem Ją tyle razy, żeby przyszła. Żeby przyszła i w końcu to zrobiła. Tak bardzo tego pragnąłem, tak bardzo... Przychodziła często. Za każdym razem celem Jej wizyty nie była, niestety, moja prośba. Pamiętam, raz przyszła. Była taka zwyczajna, normalna. Jak zwykle punktualna. Ubranie, ot, zwykłe dżinsy i bluza. Nic, co mogłoby mnie ucieszyć. Wszystko było takie zwyczajne, że aż dziwne. Nie wiedziałem, co o tym myśleć. Usiadła naprzeciwko. Długo się nie odzywała, patrzyła tylko wciąż na jedno miejsce na ścianie w ogóle nie mrugając powiekami. Zawsze Jej tego zazdrościłem... Ja tak nie potrafiłem. Nigdy nie posiadłem tej zdolności. I to była zasadnicza różnica między nami. Taka granica, której żadne z nas nie umiało przekroczyć. Siedziała... Wyglądała normalnie, ale jednak było w niej coś zadziwiającego. W powietrzu unosiła się jakaś niesamowitość... Czuło się, że tego dnia coś ważnego, coś oczekiwanego, coś przełomowego musi się wydarzyć. Coś, o czym tak długo marzyłem. Nie miałem nawet odwagi dłużej na Nią spojrzeć. Myślałem, że to może psuć to, co do tej pory działo się wokół… Kiedy tylko moje rozbiegane oczy choć na moment natrafiły na Jej blado-siną twarz, na Jej nieludzko błyszczące oczy, na Jej niemal przezroczystą szyję; ze strachu szybko je zamykałem, aby po chwili otworzyć i widzieć już coś innego: kolorowy obrazek, wazon z kwiatami, które przyniosła mi ostatnim razem, czarną ścianę, nierówno poukładane książki... Cokolwiek, byleby nie widzieć tej, którą tak bardzo kochałem, taj, której równocześnie tak bardzo nienawidziłem, tej za którą tak bardzo tęskniłem, kiedy odchodziła choć na chwilę... Byłem ogromnym egoistą. Chciałem Ją mieć tylko dla siebie, na własność. Nie chciałem wypuścić z objęć, kiedy zostawała wzywana, bo właśnie ktoś był bardziej potrzebujący. Wtedy strasznie się wściekałem. Byłem zazdrosny do tego stopnia, że potrafiłem iść za Nią choć kategorycznie mi tego zabraniała. Zresztą,…