Horror · 1 godz. 2 min czytania
PRZYJDŹ TAKI, JAKI JESTEŚ - cz. II
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 3
PRZYJDŹ TAKI, JAKI JESTEŚ - cz. II
Na drugi dzień pojawili się w szkole już pół godziny przed lekcjami. Z podkrążonymi oczami i opuchniętymi twarzami wyglądali tak, jakby nie zmrużyli w nocy oka. I tak rzeczywiście było. Nikt z nich nie potrafił zasnąć, przeżywając wydarzenia, które miały miejsce w opuszczonym domu. - Ale noc! – kwaśno skrzywił się Seba. – Spaliście coś? Bo ja nie! Ciągle miałem przed oczyma ten cholerny wskaźnik, poruszający się po literkach na tabliczce. - Ja też nie spałam ani minuty! Do teraz się boję! – Magda miała podpuchnięte oczy.. - Mówię wam, najadłam się strachu jak chyba jeszcze nigdy w życiu – wyznała Karolina. - Przynajmniej będziemy mieli o czym opowiadać na imprezach. Ale zajebista przygoda!- podniecał się Sebastian. - A gdzie jest Arek? – zaciekawił się Damian. - Jeszcze nie przyszedł. Pewnie zaspał – stwierdził Seba. - Na szczęście okazało się, że całe te pieprzenie o tym, jakie to jest niebezpieczne wywoływanie duchów i że może nam się stać coś naprawdę złego, to jedna wielka bujda! Najedliśmy się tylko strachu i nic więcej. Nie zauważyłem w nocy niczego niepokojącego i wy pewnie też nie? - Tak, ale wytłumacz mi, jakim cudem duch z nami rozmawiał i dawał sensowne odpowiedzi? – Agnieszka spojrzała na niego badawczym wzrokiem. - Nie wiem, ale na pewno jest jakieś logiczne wytłumaczenie. - Ciekawe jakie? - Nie wiem, może Arek jakoś sterował wskaźnikiem albo ktoś z nas ma zdolności telekinetyczne. - Co ty bredzisz?! - zaprotestował Damian. - Jak niby miałby ktoś sterować wskaźnikiem? - Może była w nim jakaś metalowa część i przesuwając magnesem pod stołem można było przesuwać też wskaźnik. - To ciekawe, kto miałby przesuwać ten magnes? - wtrąciła się Magda. - Na pewno nikt z nas, bo wszystko mieliśmy obie ręce na stole. Chyba, że ktoś siedział pod stołem. Puknij się w głowę, Seba! - No tak, jasne! - krzyknął Sebastian. - Że też wcześniej na to nie wpadłem! Aras miał pod stołem jakąś panienkę i to ona odpowiadała jako duch! - zaśmiał się w głos. - Tak, oczywiście – Magda ironicznie spojrzała na Seba.- Pewnie coś jeszcze mu robiła pod tym stołem, że był taki blady. - Znając Arasa to bardzo możliwe – Sebastian zrobił poważną minę, a potem znów wybuchnął głośnym śmiechem.
*****
Arek nie pojawił się tego dnia w szkole, a jego komórka była wyłączona, więc Sebastian postanowił zaraz po lekcjach odwiedzić przyjaciela. Wszedł na drugie piętro bloku i stanąwszy pod drzwiami mieszkania Arka kilka razy wcisnął dzwonek. Poczekał dłuższą chwilę i nie doczekawszy się żadnej reakcji miał już odejść, gdy drzwi otworzyły się i stanął w nich wysoki brunet. Wyglądał na bardzo zmęczonego, miał rozbiegane spojrzenie i włosy w nieładzie. - Co jest? - spytał niezbyt przyjemnym tonem. - Nic. Nie było cię w budzie, więc pomyślałem, że sprawdzę, czy żyjesz. - Żyję jak widać. Jeszcze. Właź. Poszli do pokoju, gdzie Seba zaraz usadowił się na krześle przy drzwiach, a Arek usiadł na tapczanie. Pomieszczenie było skromnie urządzone: oprócz starego tapczanu i odrapanej szafy znajdował się w nim tylko regał z książkami i biurko, na którym stał komputer. Nad łóżkiem wisiał duży plakat z Kurtem Cobainem, a nad biurkiem mniejszy, przedstawiający legendarną okładkę najsłynniejszej płyty Nirvany „Nevermind”, na której niemowlak płynie pod wodą w kierunku zawieszonego na haczyku dolara. - Coś niewyraźnie wyglądasz, przyjacielu – zauważył Seba. - I tak też się czuję - Arek głośno zakaszlał. - Przeziębiłeś się? - Tak jakby. - Fataj pytała się o ciebie. Powiedziała, że jak nie poprawisz sprawdzianu, to na półrocze będziesz miał laczka z chemii. - Pierdolona dziwka! - wybuchnął Arek.- Niech tylko spróbuję, to ją zgwałcę i zabiję! Albo odwrotnie! Bez różnicy! - powiedział dziwnie grubym, nie swoim głosem. - Nie omieszkam przekazać – zaśmiał się Seba. - Na pewno zmięknie, gdy się dowie, jakie planujesz dla niej atrakcje. - W dupie to mam! Jak tam po wywoływaniu duchów? Zauważyłeś potem coś dziwnego, coś zastanawiającego? - Nie, co ty? Nie wierzę w te brednie o duchach, nawiedzeniach i tym podobnych rzeczach. - Ja też nie, ale coś ci powiem – Arek ściszył głos. - Odkąd w nocy wróciłem do domu, czuję, jakby ktoś tu ze mną był w pokoju. Słyszę szmery, stłumione kroki, czasem jakieś sapnięcie czy głośniejszy oddech. Nie potrafię ci tego wytłumaczyć, ale po prostu fizycznie czuję czyjąś obecność. Jakby ktoś stał za mną i cały czas mnie obserwował. Oczywiście gdy się odwrócę okazuje się, że nikogo nie ma. - Stary, widać, że masz za sobą nieprzespaną noc. Prześpij się, to ci miną te twoje omamy. Chyba za mocno wczułeś się w mistrza ceremonii podczas wywoływania duchów. Arek głośno westchnął, wstał i podszedł do okna. Chwilę stał nieruchomo, a potem nagle drgnął, rozejrzał się nerwowo i wrócił na tapczan. Pochylił się i na moment schował twarz w dłoniach a potem twardo spojrzał na przyjaciela. - Może i tak. Ale słyszałeś, co mi powiedział duch? Że niedługo też zadyndam na sznurze! - głos Arka znów stał się nienaturalnie gruby. - No chyba się nie przejąłeś tymi bzdurami? - Seba obrzucił przyjaciela badawczym spojrzeniem. - Nie, ale cały czas jestem jakiś dziwnie podenerwowany. I te okropne myśli, które ciągle kotłują mi się w głowie. Nie mogę się ich pozbyć. Aż sam się siebie boję! - Jakie myśli? - Nie ważne – Arek spuścił głowę. - No dalej, gadaj, jak już zacząłeś. - No wiesz, ciągle zastanawiam się, jakby to było kogoś zgwałcić albo zabić. Albo zrobić jedno i drugie. Wyobrażam sobie na przykład, że gwałcę analnie Magdę, a chwilę później sam siebie karcę za takie myśli. No przecież wiesz, że nigdy bym tego nie zrobił, nie jestem przecież jakimś pieprzonym zboczkiem albo psycholem. - No wiem, wiem. Miałeś już przedtem takie myśli? - Nie. Seba zamyślił się nie wiedząc, co powiedzieć. Martwił się o przyjaciela i chciał mu pomóc, ale nie bardzo wiedział, jak to zrobić. Nigdy przedtem nie wiedział Arka w tak fatalnym stanie. - To na pewno przez te głupie gadki duchów czy z kim my tam rozmawialiśmy! - Sebastian wstał i zaczął krążyć po pokoju. - Każdy z nich miał chyba pierdolca na punkcie zabijania i gwałtów i po prostu to ci się udzieliło. Nie ma się czym przejmować! Widocznie jesteś za wrażliwy na emocje związane z wywoływaniem duchów. Za mocno poddajesz się sugestiom innych. - Może, może. Ale nigdy przedtem nie byłem jakoś szczególnie wrażliwy. A wiesz, co jest najgorsze? Że w jednej chwili czuję się bogiem, panem życia i śmierci, który bezkarnie może zabijać i uprawiać seks z każdą kobietą, a zaraz potem łapię straszliwego doła. Myślę, że jestem nic nie wartym śmieciem, na którym nikomu nie zależy. Po prostu zerem, bezwartościową rzeczą, bo nawet nie osobą. Wiem, że nigdy nie będę miał takiej dziewczyny jak na przykład Magda. - Stary, faktycznie źle z tobą. Nie wiem, chyba musiałeś podświadomie mocno przestraszyć się tych duchów i dlatego teraz masz takie schizy. Ale spoko, do jutra pewnie ci to przejdzie. Nie wiem, upij się albo weź jakiegoś kwasa czy co i będzie dobrze. - Masz rację. Chyba tak zrobię - odpowiedział Arek zrezygnowanym głosem.
*****
Następnego dnia Arek znów nie przyszedł do szkoły. Zdenerwowało to Magdę, która od dwóch dni chciała koniecznie z nim porozmawiać. Czuła się upokorzona przez Arka jego zachowaniem podczas seansu w opuszczonym domu i oczekiwała jego przeprosin, a po drugie zamierzała odzyskać swoje zdjęcie. - Nie będzie zboczek onanizował się przed moją fotką! - myślała idąc w stronę jego mieszkania. Gdy stanęła przed drzwiami usłyszała, dobiegającą ze środka głośną muzykę, dlatego nie specjalnie zdziwiła się, że nikt nie otworzył, gdy zadzwoniła. - Pewnie nie usłyszał w tym hałasie – powiedziała do siebie naciskając klamkę. Było otwarte. Dobiegały ją słowa piosenki „Come as you are”. Przeszła przez ciemny przedpokój i otworzyła drzwi prowadzące do pokoju kolegi. Stanęła na progu i krzyknęła. Bardzo długo i przeraźliwie. Potem padła na podłogę, tracąc przytomność. Arek był w środku. Miał mocno wybałuszone oczy. Jakby patrzył na nią ze zdumieniem. Obracał się dookoła własnej osi. Wisiał na skórzanym pasku, przywiązanym do haka od żyrandola. Był nagi. I miał olbrzymią erekcję.
*****
Sebastian o śmierci przyjaciela dowiedział się z radia. Bardzo przygnębiony i załamany, nie zmrużył w nocy oka, a rano był tak roztrzęsiony, że postanowił nie wychodzić z domu. Rozmyślał nad tym, co mogło popchnąć Arka do samobójstwa, aż w końcu przypomniały mu się słowa, które usłyszał od niego, gdy widzieli się ostatni raz: „Wiem, że nigdy nie będę miał takiej dziewczyny jak na przykład Magda.” Tak, to Magda jest winna jego śmierci – pomyślał sobie. - Że też przedtem na to nie wpadłem. Przecież Arek nie raz mi opowiadał, jak bardzo ona mu się podoba. Na pewno był w niej zakochany, chociaż nigdy się do tego nie przyznał. A po tym, jak go spoliczkowała i wyzwała od chama i zboczonej świni jak najbardziej miał powody do tego, żeby się załamać. Postanowił natychmiast pójść do dziewczyny i wygarnąć jej wszytko co o niej myśli. Niech wie, dlaczego ich kolega, a jego najlepszy przyjaciel targnął się na własne życie. Piętnaście minut później siedział już na fotelu w pokoju Magdy. Skwaszona mina dziewczyny świadczyła o tym, iż nie specjalnie jest zadowolona z jego wizyty, ale zrobiła mu kawę i zakładając nogę na nogę ze szklanką soku w ręku usiadła naprzeciwko Seby. - Pewnie przyszedłeś porozmawiać o Arku? - zaczęła rozmowę nie patrząc mu w oczy. - A żebyś wiedziała, że tak! Jak myślisz, dlaczego to zrobił? - chłopak wpatrywał się Magdę tak, jakby chciał ją wzrokiem przeszyć na wylot. - Nie wiem. Na ścianie pokoju napisał: „I hate myself and I wanna die”. To chyba o czymś świadczy, nie? Zawsze mówiłam, że muzyka Nirvany jest strasznie dołująca i że lepiej nie słuchać tego gówna. Może to właśnie pod wpływem piosenek tego całego Cobaina załapał takiego doła i że się ? - Chyba sama nie wierzysz w to, co mówisz! Arek od lat słuchał Nirwany i nigdy nie miał dołów! A moim zdaniem powód był zupełnie inny! - Ciekawe jaki? – nagle Magdalena i zaniosła się głośnym kaszlem jakby miała zaawansowaną gruźlicę. Tak samo kaszlał Arek, gdy odwiedziłem go dwa dni temu – pomyślał Seba. - Co to za dziwny wirus? Czyżby nowa mutacja grypy? - Taki, że Arek był w tobie zakochany – wypalił bez ogródek, patrząc jej prosto w oczy i obserwując reakcję dziewczyny. - A ty miałaś go po prostu gdzieś. I chłopak tego nie wytrzymał! - Chcesz mi powiedzieć, że to ja jestem winna jego śmierci?! - krzyknęła Magda tak grubym i męskim głosem, że Seba aż wzdrygnął się zaskoczony. - Nie wkurwiaj mnie! Jak śmiesz przychodzić tu i mówić mi takie rzeczy?! - O kto mu przy wszystkich dał w pysk i wyzwał od gnoja, co? - Seba wrzasnął równie głośno jak ona. - On cię kochał, a ty go potraktowałaś jak śmiecia! - Bo był śmieciem! - głos dziewczyny wrócił do swojej normalnej barwy. - I ty też jesteś śmieciem! Więcej tu nie przychodź, bo zrobię ci coś złego! - Tak?! Grozisz mi, ty suko?! - Sebastian wstał i podszedł do dziewczyny z zaciśniętymi pięściami. - Uważaj, żebym ja ci nie zrobił krzywdy! - Dotknij mnie tylko, kutasie, to wydrapię ci ślipia! - Magdalena patrzyła mu prosto w oczy niczym żmija szykująca się do ataku. - Zabiję cię jak psa! Jak wieprza! - Gdyby nie ty, Arek by żył! Nigdy ci tego nie wybaczę! - krzyknął jej prosto w twarz i wyszedł z pokoju trzaskając drzwiami.
Część 22 / 3
*****
Nazajutrz Magda znów miała gościa. Tym razem odwiedziła ją przyjaciółka od serca, Agnieszka. Zawsze były ze sobą bardzo związane i zwierzały się sobie z największych sekretów. Magdalena z szerokim uśmiechem na ustach zaprosiła dziewczynę do pokoju i usiadła obok niej na tapczanie, nad którym wisiały plakaty słynnych modelek. - Fajną sobie kupiłam bluzkę? - wypięła piersi w kierunku Agi, by lepiej zaprezentować zielony top z dużym, trójkątnym dekoltem, spod którego prześwitywały jej spore, nabrzmiałe sutki. - No, całkiem, całkiem! - pochwaliła ją koleżanka.- Tak ci ciepło, że nosisz ją na gołe ciało? - Jestem dzisiaj jakaś taka rozgrzana - zaśmiała się blondynka. - Już drugi dzień nie było cię w budzie. - No to co? Nie chce mi się chodzić na lekcje, to strata czasu! – nagle dziewczyna drgnęła i szybko odwróciła się, jakby ktoś niespodziewanie powiedział jej coś na ucho. - Ale na pogrzeb Arka przyjdziesz? – Agnieszka ze zdziwieniem obserwowała mocno rozszerzone źrenice koleżanki i jej dziwnie przyspieszony oddech.. – Jutro o dziesiątej na cmentarzu komunalnym. - Tak, chyba tak – blondynka na moment odwróciła się z powrotem w stronę koleżanki. Robiła wrażenie jakby myślami była gdzieś indziej i nerwowo rozglądała się po pokoju, nie zwracając uwagi na swojego gościa. - Jak to: „chyba tak”? Umarł nasz przyjaciel, a ty zastanawiasz się, czy przyjdziesz?! Co się z tobą dzieje? - No dobra, przyjdę. Magdalena nagle stanęła przed koleżanką i szybkim ruchem zdjęła przez głowę bluzkę, odrzucając ją w kąt. - Słuchaj, jak ci się podobają moje cycki? – wypaliła nagle zmienionym głosem. - O co ci chodzi? – zdziwiona Agnieszka spojrzała na obnażone, sterczące na boki piersi Magdy. - Mam ładne cycki? – dziewczyna zaczęła bawić się swoim dużym biustem, ugniatając go i masując. - Tak, ale nie rozumiem, po co mi je pokazujesz? - Po to! Magdalena rzuciła się na przyjaciółkę, wpijając się w jej usta. Agnieszka próbowała ją odepchnąć, ale blondynka była silniejsza. Mocnym szarpnięciem rozerwała koszulę. Jedną ręką zaczęła ugniatać jej piersi, a drugą trzymała Agę za włosy. - Zerżnę cię! Prosto w dupę! – głosem Magdy był gruby i basowy. - Oszalałaś?! Puść mnie natychmiast! – brunetka bezskutecznie próbowała się uwolnić. - Masz taki fajny tyłek! Musisz się nim dzielić! Taką fajną, ciasną dupkę! – głośny szept Magdy przeraził Agnieszkę tak bardzo, że głos zamarł jej w gardle. Blondynka przewróciła koleżankę na tapczan i usiadła na piersiach. Aga panicznie próbowała ją zepchnąć, wijąc się pod dziewczyną jak piskorz, szarpiąc rękami i piszcząc ze strachu, ale Magda tylko zaśmiała się w głos. - Ty mała dziwko! – blondynka cedziła słowa nienaturalnie niskim tonem, boleśnie ściskając palcami twarz dziewczyny. – Nie dorżnięta suko! Chwyciła ją za szyję i zaczęła dusić z morderczą siłą. Agnieszka spojrzała Magdzie w oczy. Były zimne, obce i złe. Ujrzała w nich zwierzęce pożądanie i niepohamowaną żądzę mordu. Włosy zjeżyły jej się na głowie ze strachu. Zimne ciarki przebiegły po plecach brunetki. Zrozumiała, że jej życie jest w poważnym niebezpieczeństwie. - Wyrucham cię! A potem zabiję! Albo może lepiej odwrotnie! Będę cię posuwać tak długo aż ostygniesz! Nagle blondynka zaniosła się mocnym, spazmatycznym kaszlem, na chwilę puszczając dziewczynę. Aga chwyciła nocną lampkę i wzięła duży zamach. Szklany klosz rozbił się na głowie Magdy, pękając na tysiące kawałków. Brunetka mocno uderzyła koleżankę w noc. Zepchnęła ją z siebie na podłogę. Skoczyła na równe nogi. Serce waliło jej jak oszalałe. Agnieszka była już za drzwiami, gdy usłyszała zimny, obcy, przepełniony nienawiścią głos Magdy: - I tak cię dorwę! Zaszlachtuję jak prosiaka! Wszystkich was dorwę i zabiję! Jednego po drugim!
*****
Sebastian wracał samotnie z pogrzebu Arka. Szedł ze spuszczoną głową, nie zwracając uwagi na coraz mocniej padający deszcz. Był bardzo smutny i nie mógł się pogodzić ze śmiercią przyjaciela. Na środku mostu wpadł na sporą grupkę ludzi stojących przy balustradzie i wpatrujących się w ciemną toń rzeki. - Co tu się stało? – zainteresował się Seba. - Jakaś młoda dziewczyna skoczyła z mostu – odpowiedział brodaty mężczyzna. – Strażacy i płetwonurek szukają ciała. Sebastian zauważył leżący na chodniku czarny płaszcz i serce podniosło mu się do gardła. Wyglądał bardzo znajomo. Ze łzami w oczach stał na moście tak długo, aż wyciągnięto dziewczynę. Roztrzęsiony podszedł przekonać się, czy jego podejrzenia były słuszne. Zidentyfikował zwłoki. Tak, to była Magda. Sebastian usiadł na chodniku i schował twarz w dłoniach. Winił się za śmierć koleżanki. To był największy błąd w jego życiu, że poszedł do Magdy, by rzucić dziewczynie w twarz, że to z jej powodu Arek targnął się na swoje życie. Jak mogłem być tak okrutny i bezmyślny! – powtarzał sobie w duchu. – Przecież tak naprawdę nie miałem pewności, czy Arek był zakochany w Magdzie. Na pewno mu się podobała, ale czy to była miłość? Nie wiem! To co powiedziałem, musiało ją dotknąć do żywego, aż poprzestawiało się w głowie biedaczce. Przecież Agnieszka opowiadała mi na cmentarzu, że gdy była ją odwiedzić, Magda zachowywała się tak, jakby w nią diabeł wstąpił. To wszystko moja wina. Tylko i wyłącznie moja!
*****
W poniedziałkowe popołudnie Damian wracał z Karoliną ze szkoły, gdy niespodziewanie natknęli się na Sebastiana. - Co jest, przyjacielu? – zagadał Damian. – Dzisiaj znowu wagary? - Gówno cię to obchodzi! – odpowiedział wściekły Seba. – I nie przyjacielu, dobra?! Ja już nie mam przyjaciół! - Co ty bredzisz? Chory jesteś czy co? - Nienawidzę was! - Uspokój się! - Powinienem was zabić! A przedtem porządnie postraszyć! A najlepiej wydymać! - O czym ty mówisz? – zdenerwował się Damian. – Uspokój się. - Tak! Ktoś powinien wam zrobić pranie mózgu! Wtedy byście wiedzieli, dlaczego zginął Arek! – glos Sebastiana był niespotykanie gruby i nieprzyjemny. - Sam mówiłeś, że powiesił się, bo był nieszczęśliwie zakochany! - Nie! – chłopak zaniósł się kaszlem. – Zrobił to przez ciebie, pierdolony kutasie! - Jak to przeze mnie?! - Bo nie chciałeś wykonać rozkazu ducha! - Oszalałeś?! Miałem zabić Karolinę?! - Tak! Trzeba było zabić te małą dziwkę, a później wszyscy byśmy ją zerżnęli! - Nie jestem dziwką! – krzyknęła Karolina. - Ale ty tego nie zrobiłeś! – Sebastian wlepił oczy w Damiana, nie zwracając absolutnie żadnej uwagi na dziewczynę.- Bo ubzdurałeś sobie, że kochasz tę cholerną sukę! A teraz przez ciebie wszyscy zginiemy! - Natychmiast przeproś Karolinę! - Damian chwycił Sebę za kołnierz kurtki. - Odpierdol się ode mnie - chłopak wyrwał się i odskoczył do tyłu. Przekażę ci tylko wiadomość. Killer on the road! Przemyśl to sobie, fagasie! To mówiąc Sebastian pobiegł w stronę rzeki, zostawiając osłupiałego Damiana i zdenerwowaną, kompletnie zaskoczoną Karolinę.
*****
Obudził się z silnym bólem głowy. Czuł się tak, jakby tysiące igieł wbijało się powoli w jego mózg. Całą noc śniły mu się koszmary o wisielcach i topielcach, kilkakrotnie budził się zlany zimnym potem. Był tak zmęczony, że niemal niezdolny do wykonywania najprostszych czynności. Trząsł się z zimna. Z trudem zwlekł się z tapczanu i ciężko usiadł na krześle. Znów poczuł na sobie nienawistny wzrok. Ktoś stał z jego plecami. Zimny dreszcz wstrząsnął ciałem Sebastiana. Uczucie ciągłej obecności niewidocznej, okrutnej istoty napawało go przerażeniem. Od dnia pogrzebu Arka nie opuszczało go uczucie, że coś w nim siedzi, coś nieprawdopodobnie złego i żadnego mordu. Odruchowo odwrócił się, ale tak jak się spodziewał, nikogo nie zauważył. Ciągle słyszał dziwne, coraz głośniejsze szmery, dobiegające niewiadomo skąd i mdły, słodki zapach krwi. Czasem kątem oka zauważał ruchy ciemnej, rozmytej postaci, ale wystarczyło, że obrócił głowę, a cień znikał tak nagle jak się pojawił. Początkowo Sebastian myślał, że ma jakieś przewidzenia, ale gdy usłyszał w głowie męski, basowy głos, rozkazujący mu, by zabił Karolinę, domyślił się, co mu się przydarzyło. Takim samym głosem mówiła do niego Magdalena, gdy groziła, że zabije ich wszystkich. Myśli obcej istoty co chwilę pojawiały się w jego głowie. Ktoś kazał mu przeklinać, gwałcić, zabijać. Próbował zmusić do tego, by znienawidził swoją rodzinę, przyjaciół, a nawet siebie. Za każdym razem gdy Sebastian próbował walczyć z głosem w swojej głowie i odrzucać jego żądania, nieprawdopodobny ból głowy zmuszał go do uległości. Ciągłe napięcie i tortury zadawane przez niewidzialnego intruza doprowadzały chłopaka na skraj szaleństwa. Nieustannie mieszany z błotem i podburzany do morderstwa, postanowił zamknąć się w czterech ścianach. Dla dobra swojego i innych. Przede wszystkim dla dobra innych. Sebastian poszedł do łazienki i zmoczył zimną wodą rozgrzaną, bolącą głowę. Doskonale wiedział, że długo już nie wytrzyma. Przeciwnik był zdecydowanie zbyt silny i bezwzględny. Chłopak nie miał zamiaru podporządkować mu się i zacząć zabijać, a to oznaczało, że pozostało mu tylko jedno wyjście. Wyprostował się i spojrzał w lustro. Był śmiertelnie blady, a oczy miał puste i zapadnięte. Na ich dnie czaiły się pierwsze iskierki obłędu.
Część 33 / 3
*****
Damian szykował się już do spania, gdy postanowił jeszcze sprawdzić, czy dostał jakieś nowe wiadomości. Włączył komputer i odebrał pocztę mailową. Oprócz reklamy viagry i spamu z bezpłatnej poczty dostał tylko jedną wiadomość – od Sebastiana. Przeczytał ją z rosnącym przerażeniem: „Przepraszam cię za to co Ci dzisiaj powiedziałem. Nie chciałem tego zrobić. To ktoś inny mówił moimi ustami. Pomóż mi, proszę! Przyjdź do mnie jak najszybciej! On każe mi robić straszne rzeczy! Chce mnie zmusić, żebym zabił Agę, a potem ciebie i Karolinę! Jest tu ze mną cały czas. Nie mogę się go pozbyć! Wchodzi w moją głowę i słyszę jego zboczone, chore myśli! To jest nie do wytrzymania! Wiem, że jestem zerem i że przeze mnie Magda skoczyła z mostu, ale pomóż mi! Póki nie będzie za późno! Proszę! POMÓŻ MI!!!„ Wiadomość została utworzona o 15:32, a dochodziła już dwudziesta trzecia. Mimo późnej pory Damian natychmiast ubrał kurtkę i pobiegł do Sebastiana, który mieszkał w bloku oddalonym o niecałe dwieście metrów. Zadzwonił do drzwi i nie czkając, aż mu ktoś otworzy, wszedł do środka. Stanął jak wryty. Na przedpokoju stali dwaj policjanci i rozmawiali z zapłakanymi, roztrzęsionymi rodzicami Sebastiana. - Kim jesteś? – spytał wyższy z nich, chudy blondyn w okularach. - Ja do Seby. Jesteśmy kolegami z klasy. - W takim razie ciebie też będziemy musieli zaraz przesłuchać! - Jak to? – Damian zrobił wielkie oczy. Poczuł, że serce podchodzi mu do gardła. - Co się stało? - Twój kolega nie żyje. Przejechał go pociąg. Maszynista twierdzi, że Sebastian szedł torami prosto na elektrowóz i nie reagował na sygnały ostrzegawcze – odpowiedział drugi z mundurowych, niski tłuścioch. - Typowe samobójstwo – dodał beznamiętnym tonem okularnik.
*****
Umówili się, że spotkają się w trójkę u Karoliny. Pierwszy przyszedł Damian, a chwilę później dołączyła do nich Agnieszka. Smutni, zdenerwowani i załamani usiedli przy stole, by porozmawiać o tajemniczych i tragicznych wydarzeniach ostatnich dni. - Normalnie nie mogę w to uwierzyć! - pierwszy odezwał się Damian. - Trzy pogrzeby w ciągu dwóch tygodni! To się po prostu w głowie nie mieści! - I za każdym razem samobójstwo!- dodała Karolina. - Jak myślicie, dlaczego oni to zrobili? - Z tego, co słyszałam od Seby, Arek był nieszczęśliwie zakochany w Magdzie i nie mógł już dłużej znieść, że ona go nie chce – westchnęła Aga wlepiając wzrok w blat stołu. - A po jego śmierci Magda stała sobie sprawę, że to przez nią chłopak się powiesił i dlatego skoczyła z mostu. Wtedy pewnie w Sebie odezwały się wyrzuty sumienia, bo to właśnie on uświadomił Magdę, że to z jej powodu Arek targnął się na własne życie. No i rzucił się pod pociąg. - W życiu bym nie pomyślała, że Arek może się zabić! - krzyknęła Karolina – I nie wydaje mi się też, żeby kochał Magdę. Może mu się podobała, ale nic więcej. - Magda też nie była typem samobójcy – stwierdził Damian. - Nie zaliczała się do specjalnie wrażliwych, interesowała się głównie sobą. Wątpię, żeby jakoś szczególnie przejęła się śmiercią Arka. Na pewno nie na tyle, żeby z tego powodu skoczyć z mostu, nawet jeśli faktycznie obwiniała się za jego śmierć. Prędzej bym uwierzył, że to Sebę wyrzuty sumienia zmusiły do rzucenia się pod pociąg. Zamilkli na chwilę, gryząc się z własnymi myślami. Karolina nerwowo obgryzała paznokcie. Agnieszka spojrzała na zegarek i już otworzyła usta, by cos powiedzieć, ale zmieniła zdanie. - Pamiętacie, jak Arek mówił, że dla niego nie ma takiej opcji jak samobójstwo, bo to największa głupota, jaką można zrobić? – odezwała się cicho Karolina. - Tak, ale jednak duch to przewidział, że Arek się powiesi – zauważył Damian. - I teraz już na pewno mu nie powiesz, że go kochasz – dodała Aga. - Prosiłam cię, żebyś nikomu o tym nie mówiła! – Karolina spojrzała na koleżankę z wyrzutem, a Damian zrobił wielkie oczy i poczerwieniał na twarzy. - Przepraszam cię – brunetka zakryła usta dłonią. - Zapomniałam się z tych nerwów. - No proszę, nie wiedziałem, że byłaś zabujana w Arku – z przekąsem powiedział Damian. - Daj spokój. Teraz to już jest nie ważne. Damian siedział z zaciętym wyrazem twarzy i zaciśniętymi ustami, a Karolina spuściła głowę. Agnieszka obserwowała ich uważnie, spodziewając się dalszej dyskusji na ten temat, jednak oboje milczeli. - Czuję się jak w pułapce. Jakby ktoś wybijał nas jednego pod drugim – powiedziała po chwili Karolina. - Pamiętacie, jak duch mówił, że zabije nas wszystkich po kolei?! - No i co z tego, że tak mówił?! – Damian był wyraźnie zły.- Gadał różne dziwne rzeczy, na przykład, że najpierw zgwałci Magdę, a potem Agę. - W ogóle mi o tam nie przypominaj! - krzyknęła brunetka. - Czego się boisz? Przecież nikt nie zgwałcił Magdy, więc ciebie też żaden duch nie przeleci! Sama widzisz, że to jego przepowiednie są gówno warte! - I całe szczęście – Agnieszka odetchnęła z ulgą. - Ale musielibyście widzieć Magdę, gdy ją odwiedziłam w czwartek! Jakby naprawdę ją coś opętało! Zachowywała się jak napalony, zboczony facet! Rzuciła się na mnie, groziła, że mnie zerżnie i zabije, a potem zaczęła dusić. Na szczęście udało mi się jej wyrwać, bo już myślałam, że będzie po mnie! - Może naprawdę była nawiedzona?! – Karolina podniosła głos i zaczęła wymachiwać rękoma. - Przecież wywoływaliśmy duchy i sami widzieliście, co się wtedy działo! A Arek sam mówił, że czasami coś nie wychodzi i wtedy może stać się coś strasznego. - Arek mówił, Arek mówił - przedrzeźniał ją Damian.- Jeśli już, to stałoby się to zaraz po seansie i to on zostałby nawiedzony, a nie Magda. A nawet gdyby go opętał szatan, to przecież nawiedzenie nie przeszłoby po jego śmierci na Magdę, bo jakim cudem? - No to dlaczego rzuciła się na Agę, panie Mądraliński? - Pewnie była po jakiś psychotropach. Znajomy mówił mi, że Magda trochę eksperymentowała z narkotykami. Ostatnio nawet sprzedał jej dwie dawki LSD. - Co ty powiesz?! Nie wiedziałam o tym, że Magda coś brała! – zdziwiła się Agnieszka. - To teraz wiesz. Zresztą kto z nas nie próbował psychotropów? - Ja nie próbowałam – powiedziała Karolinę. Zapadło kłopotliwe milczenie. Podłamani tragiczną śmiercią przyjaciół stracili ochotę do rozmowy. Agnieszka zwróciła uwagę na beznadziejnie smutną minę Damiana i pomyślała sobie, że ten chłopak chyba naprawdę mocno zakochał się w Karolinie, która najwyraźniej nic sobie z tego nie robiła. Żeby tylko nie zrobił sobie czegoś złego – powiedziała do siebie w duchu. - Wiecie co? - brunetka znów spojrzała na zegarek. - Idę na cmentarz. W kapliczce jest czuwanie przy grobie Seby. Pomodlę się za niego. Idziecie ze mną? - O nie, ja nie idę! - Karolina przecząco pokręciła głową. - Po tym, jak ostatnio mnie przestraszył, boję się go nawet teraz, jak już nie żyje. - Już nie przysadzaj, dziewczyno! - Aga spojrzała na nią z niedowierzaniem. - Przecież to nasz przyjaciel. Nic ci nie zrobił za życia i tym bardziej teraz ci nic nie zrobi. Chodźcie, będzie mi raźniej. - Naprawdę mam stracha! Mówiłam ci przecież, że jak go ostatnio spotkałam, wyzywał mnie do dziwki i suki, a potem powiedział, że trzeba mnie było wtedy zabić, a potem zerżnąć! - Daj spokój! Ten biedak był w takim stanie, że nie wiedział co mówi! Ale jak nie chcesz, to trudno, A ty, Damian? - Nie, jak Karolina nie idzie, to ja też nie. Mam jakieś złe przeczucia. - Jakie przeczucia? – Agnieszka była wyraźnie zdziwiona. - Nie wiem, po prostu coś mi mówi, że lepiej tam dzisiaj nie iść. - Rozumiem, pewnie chcecie zostać sami. No to cześć, muszę lecieć!
*****
Gdy Agnieszka wchodziła na cmentarz, zaczęło się ściemniać. Szybkim krokiem dotarła do kapliczki, weszła do środka i uklękła na zimnej posadzce, dołączając do ludzi odmawiających litanię przy trumnie ze zwłokami Sebastiana. Po kilku minutach poczuła, że drętwieją jej kolana, a modlitwa zaczyna ją drażnić i męczyć. Nagle silne ukłucie w mózgu sprawiło, że odruchowo zamknęła oczy. Zrobiła jej się bardzo zimno, a chwilę później strasznie gorąco. Dziewczyna otarła pot z czoła i rozejrzała się po kapliczce. Żadna z kilkunastu klęczących osób nie wyglądała na cierpiącą z powodu wysokiej temperatury. Nagle odniosła wrażenie, że coś wypełnia ją od środka, napierając na klatkę piersiową, brzuch i policzki i sprawiając ból. Spojrzała na swoje mocno wypchnięte do przodu piersi i wtedy usłyszała gruby, nieprzyjemny głos w swojej głowie: - Teraz już jestem w tobie! Już się ode mnie nie uwolnisz, ty zdziro! Co się dzieje? – pomyślała zdenerwowana. – O co chodzi? Co to za głos? - To ja! Nie poznajesz?! Kurt, Jim, Adolf czy jak tam chcesz mnie nazywać! – znów dobiegł ją głos pochodzący ze środka głowy. – Sama przecież wołałaś – duchu, przyjdź! Więc jestem! - Wracaj skąd przyszedłeś! – Aga w panice zrobiła znak krzyża. – Nie potrzebuję cię! Wynocha! - Już za późno, dziecino! Tak jak chcieliście - przyszedłem taki jaki jestem. Ale czy taki, jaki chciałaś, żebym był? – przerażający, złośliwy chichot zabrzmiał w mózgu dziewczyny. Dziewczyna znów się przeżegnała i zaczęła w myślach odmawiać „Pod Twoją obronę” - Te śmieszne gesty i słowa nic ci nie pomogą, szmato! – usłyszała glos ducha. Agnieszka znów spojrzała na żałobników, ale wszyscy byli nadal pogrążeni w modlitwie. A więc to działo się naprawdę! Głos dobiegał z jej wnętrza i nikt poza nią nie mógł go usłyszeć! Zimne macki strachu chwyciły ją za gardło. Zerwała się z klęczek i wybiegła na zewnątrz. W zapadających ciemnościach, rozświetlonych tylko nielicznymi zniczami, uciekała między grobami w stronę cmentarnej bramy. - Nie uciekniesz mi! Stój, suko! Jestem w tobie, pieprzona dziwko! Śmiertelnie blada ze strachu obejrzała się za siebie. Poza nią nie było nikogo w tej części cmentarza. Pędziła ile sił w nogach, jakby gonił ją morderca z nożem. - Gdzie tak pędzisz, ty głupia dupo?! I tak cię zerżnę! – wrzasnął duch. Odruchowo spojrzała za siebie. Wtedy potknęła się o grób i zaryła nosem w błocie wąskiej alejki. Zapłakana, rozczochrana i wystraszona do granic możliwości wypadła na ulicę, zatrzaskując za sobą cmentarną furtkę. Ale przed demonem nie udało jej się uciec.
*****
Niewielki, pomalowany na biało, zadbany domek stał w małym ogrodzie. Prowadziła do niego wąska, piaszczysta ścieżka, wijąca się wśród rozłożystych jabłoni. Damian dojechał nią do altanki, rzucił górski rower na trawę i bez pukania wszedł do środka. Przy stole siedział starszy, brodaty mężczyzna z siwizną na skroniach.. Wstał na widok gościa i…