biografia · 10 min czytania
Przyjechali Ruscy!
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
– Przyjechali Ruscy! – rozeszło się wśród załogi, gdy w hali pojawiło się pięciu obcych. Przyjrzałem się im dyskretnie i faktycznie, wyglądali trochę inaczej niż Niemcy i Turcy dookoła. Dowiedziałem się, że nasza firma podpisała z jakąś moskiewską fabryką umowę licencyjną i że ci Ruscy przyjechali do nas na szkolenie. Dowiedziałem się, czego chciałem i przestałem się tym interesować. „To” jednak zainteresowało się mną, bo po kilku dniach szef mnie zapytał: – Czy uczyłeś się w szkole rosyjskiego? – Uczyłem się, ale już wszystko zapomniałem – odpowiedziałem. – To sobie przypomnisz – powiedział. – Musisz pomóc tym Ruskim. Chcieliśmy im zrobić szkolenie, ale oni powiedzieli, że go nie potrzebują. Dałem im wiec do uruchomienia maszynę, ale widzę, że mają kłopoty. Pomóż im. Tylko zrób to delikatnie, żeby się nie obrazili. Spakowałem narzędzia i ociągając się, poszedłem do radzieckich gości. Po drodze zastanawiałem się, co mam im powiedzieć. Przecież nie powiem, że szef mnie przysłał, bo sobie nie radzą. – Zdravstvujtie – powiedziałem i w głowie poczułem kompletną pustkę. – Priviet! – odpowiedział najbliższy z nich i uśmiechnął się od ucha do ucha. – Skąd znasz rosyjski? – Uczyłem się w szkole. Jestem Polakiem – odpowiedziałem. – Polak? Uciekłeś z Polski? Podobno dużo Polaków ucieka na Zachód – wyterkotał. – Ja nie uciekłem. Pracuję tu legalnie i wrócę do Polski – wyjaśniłem. Wszystko to, ku mojemu zdziwieniu, powiedziałem mniej więcej po rosyjsku. W każdym razie on mnie zrozumiał. Podeszli pozostali i zaczęli się przedstawiać. – Wowa. – Pietia. – Lonia. – Dima. – Siemion Piotrowicz – tłumacz. „Siemion Piotrowicz – tłumacz” – zabrzmiało wyniośle i sam Siemion Piotrowicz wydał mi się niesympatyczny. Wyglądał jak żołnierz z radzieckich filmów i nawet nosił oficerską bluzę. – Po co Niemcy pana przysłali? – zapytał z agresją w głosie. – Bo pan źle tłumaczy i przez pana koledzy mają problemy – odpaliłem bez namysłu. Tłumacz zamilkł, a ja już widziałem siebie na dywaniku u szefa. Przecież miało być delikatnie i żeby się nie obrazili. Spojrzałem na Wowę, Pietię, Lonię i Dimę. Stali ze spuszczonymi głowami, ale czułem, że trafiłem w sedno. – No, chłopaki. Z czym macie problemy? – zapytałem. Okazało się, że to byli dobrzy fachowcy. Nie znali tylko języka niemieckiego i nie rozumieli instrukcji ani opisów stosowanych procedur, a Siemion Piotrowicz nie potrafił im pomóc. Wzięliśmy się wspólnie do pracy, a moja pomoc ograniczała się tylko do tłumaczenia niemieckich terminów technicznych. Tłumacz stał zawsze blisko i wyciągał uszy, ale widać było, że nic z tego nie rozumiał. Jednak nie zawsze rozmawialiśmy o technice, a moi nowi znajomi szybko nauczyli się omijać tłumacza, żeby pogadać o innych sprawach. Jak podejrzewałem, Siemion Piotrowicz był ich aniołem stróżem z KGB. Dlatego w jego obecności zachowywali się oficjalnie, ale gdy go nie było, mówili śmiało o wszystkim. Od Wowy dowiedziałem się, że zaraz po studiach został wzięty do wojska i spędził pół roku w Afganistanie. Opowiadał, że bał się wychodzić z baraku, bo jego kolegę zastrzelił w drzwiach afgański snajper. Wowa był łącznościowcem i na akcje bojowe nie chodził, ale inni chodzili i drugi jego kolega zginął rozszarpany przez minę. Takich opowieści nie mógł słuchać Siemion Piotrowicz, choć na pewno znał wojenną przeszłość Wowy. Pietia był inny. O sobie mówił niewiele, ale wiele pytał. Przysiadał się często w czasie przerwy śniadaniowej i pytał o Wałęsę, o Solidarność i o stan wojenny. Niczego nie komentował, tylko uważnie słuchał jak pilny student na wykładzie. Lonia był lekkoduchem. Pochodził z bogatej rodziny i bardziej interesowały go modne spodnie, aparaty fotograficzne i piwo, niż Wałęsa. Dima był małomówny i nie pasował do reszty. – Dima to Tatar – wyjaśnił mi Wowa. – Oni inaczej żyją i myślą. Nawet milczący Tatar Dima był sympatyczniejszy od Siemiona Piotrowicza, który nie potrafił lub nie chciał rozmawiać ze mną o niczym poza pracą lub polityką. – Wy Polacy nas nie lubicie – zaczepił mnie kiedyś. – E tam! Przesada – odpowiedziałem na odczepkę. – To dlaczego chcecie, żeby nasze wojska wyszły z Polski? – ciągnął – A po co mają u nas być? – odpowiedziałem. – Przecież was wyzwoliliśmy – zdziwił się. – Bardzo jesteśmy wam za to wdzięczni, ale nie zapraszaliśmy was na stałe. Austrię też wyzwoliliście, a nie zostaliście tam – wyjaśniłem. – A kto by was bronił przed niemieckimi odwetowcami? – kontynuował. – Ci odwetowcy podpisali z waszą fabryką umowę i goszczą was tutaj – odpowiedziałem. – Ale wy i tak nas nie lubicie – zakończył. Nie wiem, ile Siemion Piotrowicz miał takich samych wojskowych bluz, ale nigdy nie