Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Przygoda · 6 min czytania

Przypadek

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

W wielkiej sali w samym centrum znajduje się podest, a na nim tron. Piedestał otoczony chmarą doradców, minstrów, lordów. W samym środku tego zgiełku siedze ja, odziany w królewskie szaty. Jeszcze tydzień temu bez nadziei tułałem się po świecie, a dziś? To się nazywa kariera, a wszystko zaczęło się zwyczajnie: Z rodzinnego miasta wyjeżdżałem bez żalu, szczególnie mobilizowali mnie moi wierzyciele, zorganizowali za mną pościg. Całkiem duża grupa, oddział głodnych krwi popaprańców goniący mnie, innego popaprańca. Tak więc jak widać, byłem zmotywowany. Droga się dłużyła, podróżowałem dniem i nocą, śpiąc w norach i na drzewach. Do dzisiaj rypie mnie biodro, jedne drzewo miało za wąskie konary, ocknąłem się w locie, to była moja najboleśniejsza pobudka. Żywiąc się owocami natury, czyli padałem z głodu, oddaliłem się wystarczająco od domu. Postanowiłem, że zacznę wszystko od nowa. Łatwo powiedzieć, nie wiedziałem co to oznacza, przez całe życie raz opuściłem moje miasteczko, już nie pamiętam po co, pijany byłem na pewno. Podążałem więc dalej, nogi zaczęły odmawiać posłuszeństwa, miałem jakieś zwidy i ogólnie byłem cały zmachany jak mysz po porodzie. Gościniec, jedyna myśl obijająca sie po czaszce znależć kogoś, przecież ludzie powinni sobie pomagać. Zdziwienie mnie ogarneło, jeszcze większe niż ból, gdy dostałem batem w twarz od przejeżdżającego rycerza. Po co mu bat, chyba tylko na takie przypadki. syknął tylko: - Na kolana chamie. No to ja mu coś odpowiedziałem piekną wiązanką w której koński zwis było najsłabszą obelgą. Nie dał mi dokończyć, padłem rażony czymś tępym. Ocknąłem się w powozie jakiejś baronowej, córkę miała pierwszej wody. Opatrzyły mi rany, nakarmiły, dały trochę złota na drogę. Trochę się mnie brzydziły, ale nauki religii robią swoje, miłosierdzie ponad wszystkim. Powiedziały mi, że znalazły mnie wieczorem na drodze i spałem dwa dni majacząc. Jestem im bardzo wdzięczny, zostawiły mnie przed gospodą i życzyły powodzenia. Nie wiedziałem o co im biega, co ja do walki staje? Wszedłem do środka i...nic nie zobaczylem w gęstwinie dymu. Smród uderzył mnie w nozdrza prawie zwalając do parteru. Po omacku dotarłem do szynku. - Jeden kufel. - Sie robi. - Co to za miejscowość?- Odpowiedział coś omal nie łamiąc sobie języka, tak zawsze jest fantastyka ma tą wadę, że wiekszość nazw wymaga nie lada talentu oratorskiego, byłem więc w państwie o nazwie pełnej od spółgłosek. Gospoda okazała się jednym z takich miejsc w którym można robić dwie rzeczy, dostać w mordę, albo dać po mordzie. Wzrok przyzwyczaij mi się do półmroku, ujrzałem grupki wieśnaików stłoczone przy stolikach, w lewej ręce dzierżyli kufel, a w prawej widły. Zwarci i gotowi. Ślicznie. Na…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%
Przypadek — czytnik · opowiadania