Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Sport · 7 min czytania

Przypadek Albina Huzaka

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Od momentu, gdy w osiemdziesiątej siódmej minucie meczu pomiędzy Promilem Ryki i Naprzód Plątki czołowy napastnik Promilu Albin Huzak otrzymał celne podanie, wiedział już, iż coś jest nie tak, jak powinno. Obie drużyny toczyły zawziętą rywalizację o awans do ligi okręgowej, toteż bezpośrednie spotkanie poprzedziła masa zakulisowych zabiegów organizacyjnych, medialnych i finansowych. W ich to ramach Albin zainkasował od tajemniczych jegomościów znaczna sumę pieniędzy, w zamian za gwarancję, iż dołoży wszelkich starań, aby nie strzelić w meczu ani jednej bramki. Nie miał żadnych wątpliwości. W klubie trwała zawzięta walka pomiędzy nowym właścicielem i głównym sponsorem a zakładem spirytusowym, do którego jeszcze rok temu należała drużyna. Albinowi ostatnio mocno dokuczała wątroba, toteż obietnicę, że nowe władze klubu będą płacić zawodnikom uczciwymi pieniędzmi, a nie wódką, przyjął z dużym entuzjazmem. Niestety, w wyniku przedłużających się sporów i niejasności, od czterech miesięcy nie zobaczył ani pieniędzy, ani wódki, toteż ofertę przyjął z bez namysłu.

Tymczasem pierwszy obrońca, jaki stanął Albinowi na drodze, artystycznie zawiązał się w supeł nawet nie dotknąwszy piłki, drugi zaś na jego widok chwycił się za twarz jak przy nagłym ataku bólu zęba i padł, niczym rażony gromem.

- Niedobrze! - przebiegło przez głowę Albinowi – zdaje się, że nie tylko ja dostałem pieniądze.

Jego podejrzenia potwierdziły się chwilę później, gdy na wszelki wypadek potknął się i dostrzegł kątem oka, że postrach ligi, bramkarz Siwek, uczynił w tym momencie to samo. Sytuacja była krytyczna. Albin miał swój honor i zamierzał wywiązać się z obietnicy, zwłaszcza, że przezorni emisariusze wypłacili mu jedynie niewielką kwotę, resztę obiecując po meczu. Mógł oczywiście posłać piłkę w trybuny, jednak stał samotnie sześć metrów przed bramką, mając przed sobą bramkarza, najwyraźniej gotowego uczynić wszystko, aby padła bramka, obok siebie dwóch obrońców, z których jeden nerwowymi ruchami wzywał sanitariusza, a drugi nie dawał znaku życia, w tle zaś rozwydrzoną miejscową publikę, dzierżącą dumnie transparent z wiele mówiącym napisem „Mecz sprzedacie – wpierdol macie” oraz co najmniej kilka flaszek po winie. Stadion zamarł. Huzak i Siwek stali naprzeciw siebie, prowadząc skomplikowaną grę, w której stawką były duże pieniądze i usiłowali się nawzajem przechytrzyć. Na próbę Albin machnął nogą, co wywołało dynamiczną reakcję bramkarza Siwka, zakończoną zgrabnym padnięciem na twarz. Publika zawyła. Zdesperowany Albin rąbnął z całej siły w leżącego bramkarza, mając nadzieję, że jakoś to będzie, ten jednak zręcznym ruchem łokcia skierował piłkę do pustej bramki. Nie mając wyjścia, Albin ruszył na ratunek. Już miał skierować piłkę w słupek, kiedy poczuł, że bramkarz chwycił go za kostkę. Padając, Huzak niefortunnie uderzył piłkę czołem, ostatecznie wpychając ją do bramki. Gromkie goool, rozlegające się z trybun, zagłuszyło ohydne przekleństwo, jakie wydobyło się z gardzieli Albina Huzaka. Konający obrońcy nagle nabrali wigoru. Nie mając wyjścia Albin chwycił się ostatniej deski ratunku.

- Panie sędzio! Faulował gnojek!!!

- Nic nie było! Jak Boga…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%
Przypadek Albina Huzaka — czytnik · opowiadania