Psychologia · 10 min czytania
Przypadki szczególne - Baśka cz.1
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Baśka nie była przeciętną dziewczyną. Odkąd pamiętała walczyła ze sobą, z przeciwnościami losu, z nadwagą. Miała wokół siebie niewielu ludzi, którym ufała. W domu zawsze czuła się niechciana, jak intruz, pasożyt. Wpajano jej nieustannie, że winna jest wdzięczność rodzicom. W końcu tyle dla niej zrobili. Do 3 roku życia Baśka mieszkała w Domu Małego Dziecka. Jej biologiczna matka nie dawała rady z piątką dzieci i mężem, który nigdy nie wracał do domu trzeźwy. Baśka była najmłodsza. Sądzono, że dzięki adopcji zyska lepsze życie. Z tego okresu pamiętała tylko jedno zdarzenie. Na trzecie urodziny dostała wielkiego misia i prawdziwy tort. Od tej pory nigdy nie rozstawała się z pluszakiem. Spała z nim, karmiła go, zabierała do piaskownicy. Był cały w jej zapachu i w resztkach jedzenia. Gdy jedna z cioć chciała go uprać, Baśka wpadła w histerię. Misiek należał do niej i obiecał jej we śnie, że nigdy jej nie opuści. Jedynym wyjściem było wykąpać ich wspólnie. Cały brud stopniowo rozpuszczał się w wannie. Brązowa plama oplotła ciałko Baśki. Misiek dał jej wszystko, co w nim drzemało. A ona czule gładziła namydlone futerko, jakby dziękując za akt zespolenia. Było to dla niej emocjonujące przeżycie. Gdy trafiła do nowych rodziców, misiek wciąż jej towarzyszył. Żadna inna zabawka nie była traktowana z taką troską i celebrą. Liczył się tylko on. Jeszcze w szkole średniej, do końca trzeciej klasy, misiek miał oddzielną torbę, z której wystawiał łeb przyglądając się Baśce na lekcjach. Biada temu, kto z tego drwił. Rodzice byli wielokrotnie wzywani w tej sprawie do szkoły. Baśka nie miała cierpliwości, żeby tłumaczyć kim jest dla niej misiek. Jeśli ktoś nie czuł łączącej ich więzi, to odczuwał co innego - ból nosa, brzucha lub każdej innej części ciała, która dostała się pod jej pięści i buty. W jego obronie była gotowa na wiele. Kwietniowy samotny spacer nad rzekę oprócz przeziębienia miał przynieść koniec ery miśka. Powiedzenie "na złość mamie odmrożę sobie uszy", w przypadku Baśki miało odniesienie rzeczywiste. Scenariusz się powtórzył. Zaczęło się niewinną próbą dialogu. Matka nigdy się nie poddała, cały czas usiłowała podtrzymać kontakt, więź z Baśką. Jednak z każdym rokiem szło im coraz gorzej. Zwykle matki chcą wszystkiego co najlepsze dla swoich dzieci. Teresa chciała, żeby Baśka czuła się szczęśliwa. Miała nawet gotową receptę, co córka musi zrobić, aby osiągnąć akceptację rówieśników, jednocześnie szczęście. Na tak zwany "dobry początek" Baśka koniecznie powinna zmienić styl ubierania. Wyciągnięte swetry, skórzana kurtka z ćwiekami i glany, według niej nie budziły zaufania, były wręcz odpychające. W klasie Baśki żadna dziewczyna przecież tak się nie ubierała. No i ten wyświechtany misiek... - Masz jakieś plany na dzisiaj Basiu? - zapytała córkę, która na chwilę wysadziła nos ze swojego pokoju. - A co? - odburknęła Baśka. - Może przejedziemy się na zakupy? Przydałby ci się jakiś nowy sweterek, może znajdziemy też jakąś fajną spódnicę? - Przecież ja nie chodzę w spódnicach. - A szkoda, masz bardzo zgrabne nogi. - O co ci chodzi? - dopytywała Baśka. - O nic. Chciałam tylko zabrać cię na zakupy. Wiesz taki babski wypad. Zobaczymy co teraz się nosi, może i ja sobie coś wypatrzę - zachęcała matka. - Nie dzięki, niczego nie potrzebuję. - Oj nie bądź taka, daj się namówić. Dziewczyny w twoim wieku przecież uwielbiają zakupy. - Ale ja nie. Daj już spokój dobrze. Nie chcę się kłócić. - Dlaczego ty jesteś taka uparta? - z żalem kontynuowała matka. - Mam to po tobie. - Jak to po mnie? - Teresa chciała wyjaśnień. - Powiedz ile razy mam ci jeszcze tłumaczyć, że ja nie jestem i nie będę taka, jak te puste pindy z mojej klasy. W dupie mam czy teraz się nosi różowy czy fioletowy sweterek - Baśka podnosiła głos coraz bardziej. Nie zamierzam też odstawiać szopki, żebyś jutro mogła pochwalić się w pracy: "Wiecie dziewczyny, wczoraj zrobiłyśmy z Basią taki babski wypad do galerii, biegałyśmy po sklepach, jak szalone" - jawnie drwiła z matki. - Jak możesz? - powiedziała zrezygnowana Teresa. - Ja? Zastanów się co ty robisz?! Wybraliście mnie ok., ale ja nie jestem laleczką ze sklepu, którą można ubierać, jak się chce i kazać jej robić to, na co wy macie ochotę! I nie mam zamiaru przez całe życie ciągle powtarzać, jaka jestem wdzięczna, że mnie stamtąd wyrwaliście. Baśka nie czekała co na to odpowie mama. Odwróciła się na pięcie, wpadła do swojego pokoju, zabrała plecak z miśkiem i pomimo prośby Teresy, nie wzięła czapki. Wrzuciła na siebie tylko kurtkę, trzasnęła drzwiami i ignorując pytanie: "Dokąd ty idziesz?", zbiegała na dół. Myślami była już nad…