Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Przygoda · 10 min czytania

Przypadkiem

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Słyszał swoje kroki, każde postawienie stopy na śliskim chodniku dudniło i rozbrzmiewało jak bęben na rzymskiej galerze. Echo w jego uszach z poetyckim patosem. Nie wiedział czym było to spowodowane, być może instynktownie szczękając zębami tak ustawiał głowę, skręcał szyję tak sprytnie, że kanały i jamy, których położenie i wzajemną orientację pamiętał jeszcze z lekcji biologii, zamykały się z jednej i otwierały z drugiej strony tworząc barierę dla dźwięku przenoszonego przez kości, czy może... Czy może powietrze tak już zgęstniałe i wibrujące jak rzadki kisiel odbijało wszystkie fale, a każdy jego oddech był jak dym, jakby ciągle palił, jedyny dym bez ognia i ciepła. Czuł te wibracje na całym ciele, wchodziły mu w nos głęboko, trafiały wprost lodową igłą. Myśli, to była jedyna rzecz, jedyna iskra niosąca jeszcze to coś, co można nazwać ciepłem, czym można próbować zapalić wewnętrzne ognisko wyobraźni, od którego nie ogrzeje się ciała, tworu z zupełnie innej przestrzeni jak gąbka wchłaniającego wszystko to, co dla wymyślonego ognia było zabójcze. Ale dopóki myślał, czuł życie, to było jak szósty zmysł. - Dość! - pomyślał i w tym samym momencie trafił na drzwi. Nie wiedział dlaczego tak się stało akurat tutaj, bo rozmaitych drzwi, arkad i bram mijał po drodze wiele. Może zachwiał się, a jego odrętwiałe ciało tego nie zarejestrowało? Może ze zbytnią przyjemnością grzał się przy wyśnionym ogniu? To nie było dla niego tak istotne, bo zrozumiał, że z całym impetem oparł się o klamkę, a lodowatość wlewała się świszcząc przy tym okrutnie do jamy, którą nieostrożny rozwarł i przeznaczył na pastwę lodowatego wiatru. Błysk i decyzja w sekundę lub dwie. Jedno było pewne, drzwi trzeba zamknąć. Dźwięk dzwonka, który zabrzmiał jakoś nienaturalnie oznajmił koniec męczarni i rozpoczęcie nowego etapu. Nie wiedział gdzie się znalazł ani co go czeka, ale nagłe uderzenie ciepła, niespodziewany jego nadmiar uspokoił jego trzęsące się zęby. Myśli, jakby trącane ich korzeniami kotłowały się dotąd niespokojnie pod czaszką, skupiając ostatnie promienie nadziei wielką soczewką, jak młokos. Byle coś podpalić, nie liczący się z karą. W tym momencie ważniejsza była nagroda, nawet nadzieja na nią. Nagłe uderzenie ciepła. Ciągle jeszcze był zdrętwiały, ale tym razem gorący szpikulec w nos i czuł już, jak broczy. To się zdarza dość często zimą, sięgnął po chusteczkę pociągając przy tym nieznacznie, wręcz gustownie. Zatrzymał potop na sekundę i rozpiął guziki płaszcza poszukując. Długopis, bilet, papierosy. Może z lewej. Tak jest. Tutaj. Podniósł wzrok w górę. Prawą ręką trzmyał chustkę i smarkał w nią delikatnie, rozglądał się po pomieszczeniu. Było dość przyjemne, sprawiało wrażenie antykwariatu, dużo wyczucia i dobry gust miała osoba urządzająca to miejsce, chociaż sam nie przepadał za starociami, jakby bał się drążących korników czy śladów noża, który... Dostrzegł kominek. Ogień przepływał między szczapami drewna, niszczył i pochłaniał, byle tylko wyrwać się z potrzasku i zgasnąć za moment, ta sekunda wolności... - Jest sztuczny. - usłyszał głos i zdawało mu się, że to ogień do niego przemawia. - Słucham? - rzucił mechanicznie. - Pewna firma, wykonuje. Na zamówienie. To gaz tylko, drewno jest z tworzywa. Taka sztuczka. - zrozumiał, jak dziecko oderwane od cukrowej waty, o czym mówi kobieta. - Tanie i realistyczne. - w głosie dało się wyczuć udawany zachwyt doprawiony nutą usprawiedliwienia. Uśmiechnął się szeroko i schował chusteczkę do kieszeni. Przywitał się, a gdy poczuł zapach cynamonu, imbiru, kardamonu i nieznanych mu korzeni, zapach piernikowy. Zrozumiał, że trafił do sklepu z piernikami. - Jak taki sklep się nazywa? Piernikarnia? - pomyślał i roześmiał się jakby sobie samemu opowiedział dowcip (dość nędzny, musimy to przyznać). Podszedł bliżej do kobiety, która nie poruszyła się od czasu gdy ją spostrzegł. - Skoro jestem w sklepie, to chyba mogę się rozglądać do woli. To byłoby kretyństwo, gdyby nagle, o tak bez powodu, ktoś mi tego zabronił. - pomyślał i zadał sobie jeszcze jedno pytanie. Dlaczego się boi? Dlaczego? Przecież może wyjść na zupełnego durnia, to owszem, tu i ówdzie byłoby zabawne, ale nie dla niego. Wyobraził sobie swoje zdjęcie w gazecie, jak przerażony kuli się w rogu ciastkarni, atakowany przez wielką napoleonkę na pierwszym planie. - Czy szuka Pan czegoś konkretnego? Chętnie pomogę. - zaproponowała sprzedawczyni. - Właściwie, to trafiłem tu przypadkiem, ale skoro tu jestem, to... - - Nikt tu nie trafia przypadkiem. - przerwała mu stanowczo w połowie zdania. Była bardzo pewna tego co przed chwilą powiedziała, a on był pewien tego, że to wiatr, że stopa źle postawiona, że lód przyczynił się

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%
Przypadkiem — czytnik · opowiadania