Religia · 6 min czytania
Przypowieść o ateiście.
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 2
Moje drugie opowiadanie. Tym razem będzie to coś w rodzaju przypowieści. Pewna kompilacja kilku przypowieści biblijnych.
* * *
Na początek – opis miejsca akcji (na szczęście – dość krótki, więc nie powinienem tu zbytnio zanudzić czytelnika):
Płynęła sobie górska rzeka. Niezbyt duża – raczej potok niż rzeka. Jak to w takich przypadkach bywa – gdzieniegdzie na tej rzece zdarzały się głębsze miejsca o powolnym nurcie, gdzieniegdzie były miejsca płytkie, kamieniste, o szybkim nurcie, a gdzieniegdzie były i niewielkie wodospadziki.
Była sobie polna droga. Niczym specjalnym się nie wyróżniająca. Ot – dróżka, jakich wiele. Od czasu do czasu ktoś nią przechodził, ale że okolica nie była gęsto zaludniona – nie zdarzało się to często. Droga biegła wzdłuż rzeki w pewnym oddaleniu – w tym miejscu nie było mostu, więc nie było sensu zbaczać w kierunku wody. Kiedyś – owszem, był tutaj bród. Od drogi biegnącej wzdłuż rzeki przed laty odbijała węższa droga do brodu. Ale teraz nikt z niego nie korzystał. Bo i po co? Kilka kilometrów w górę i kilka w dół od tego miejsca wybudowano mosty, więc któż by teraz pieszo przechodził przez wodę... Tym bardziej, że pracowity nurt nieustannie rzeźbił koryto rzeki i dawny bród stał się niebezpiecznym miejscem. Nie, żeby było jakoś specjalnie głęboko, miejscami nawet z wody wystawały co większe kamienie, ale wskutek wartkiego nurtu i nierównego dna łatwo było stracić równowagę i dać się porwać rzece. A jakby już jakiegoś nieszczęśnika woda porwała to marny byłby jego los. Najtęższy pływak cudem tylko mógłby śmierci uniknąć. Bo na cóż zda się umiejętność pływania, skoro prąd wody człowieka porwawszy o kamienie nim rzuci i ogłuszywszy człowieka ku pewnej poniesie go śmierci?
Część 22 / 2
Bród był od lat nieużywany, ścieżka do niego – zarośnięta i niewidoczna, ale był znak przypominający, że kiedyś była tu droga. Był to rozstajny krzyż. Stał tu od dawien dawna. Kiedy go tu postawiono, kto go wyrzeźbił, – nie wiadomo. Był nieodłącznym elementem tej drogi od zawsze – jak pamięć ludzka sięgała.
Mamy nakreślone miejsce, teraz przechodzimy do sedna:
Zdarzyło się, że do rzeki wpadło dziecko. Kim było to dziecko, w jaki sposób wpadło do wody i gdzie byli jego rodzice – nie wiadomo. Ale w końcu ten tekst ma być przypowieścią, a w przypowieści fabuła ma prawo być uproszczona.
Wracajmy do tematu: Dramatu nikt nie widział. Jednak dziecko nie zginęło. Szczęśliwie udało mu się zatrzymać na jednym z dużych głazów sterczących z wody w miejscu, w którym ongiś był bród. Biedactwo wspięło się na kamień, skąd z przerażeniem wzywało pomocy. Jednak droga była zanadto oddalona a szum rzeki zbyt głośny, by jakiś człowiek mógł usłyszeć rozpaczliwe wołanie.
Wołania żaden…