Religia · 12 min czytania
Przypowieść o liściu
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Najpierw była pestka otoczona miąższem, potem za sprawą cudownego ciepła, upajającej wody i uzdrawiającej ziemi, zaczęła wyrastać roślinka. Rosła ona w siłę - wypuszczała nowe pędy, a na nich co roku rodziły się liście. Aż w końcu roślinka ta dojrzała i zaczęła wyglądać jak drzewo. I tak jak każde drzewo, stała się ona tworem pożytecznym. Co roku obficie owocowała i cieszyła zwierzęce oczy. Tak właśnie powstał nowy świat... Na wiosnę, na jednej z gałęzi zaczął tworzyć się pączek, który zwiastował rychłe nadejście na świat listka. Ta cząstka gałęzi na której ten zalążek był, czuła się odpowiedzialna za istnienie tego nowego syna drzewa. Opiekowała się nim bardzo czule: dawała mu pożywne soki z wnętrza drzewa i wystawiała go na przyjemne działanie słońca. Gałąź cieszyła się i ze zniecierpliwieniem czekała na rozwinięcie się jej podopiecznego. Pewnego pięknego, słonecznego dnia, listek w końcu zaczął się rozwijać. Pierwsze jego spojrzenie na świat było bardzo przyjemnym doświadczeniem. Wokół siebie miał zieleń, na niebie coś świeciło i czuł niesamowitą więź ze swoją matką. „Witaj synku na słonecznym świecie!” rzekła do niego matka - gałąź. „Bądź mi ozdobą i osłoną synu!” rzekł ojciec - drzewo. Listek nic na to nie odpowiedział ponieważ jeszcze nie był do końca rozwinięty i nie mógł mówić. Listek bardzo szanował swoich rodziców. Kochał ich całym swoim zielonym sercem i czuł się z nimi doskonale. A do tego wokół siebie miał mnóstwo braci których uważnie obserwował. Gdy listek był już cały rozwinięty, zaczął zadawać różne pytania dotyczące życia. Był ciekawy skąd się wziął, matka mu odpowiadała, że wszystko zostało stworzone przez Wielkie Słońce, a największym jego sprzymierzeńcem był deszcz. Listek pytał się więc: „Po co w takim razie są chmury?”. Wtedy do rozmowy włączał się ojciec, „Bo z chmur deszcz”. „Ale przecież, chmury zasłaniają wielkie Słońce?” dziwił się listek. „Kochanie, nawet słońce musi mieć czasem chwilę odpoczynku” tłumaczyła cierpliwie matka. Listek nadal nic nie rozumiał ale stwierdził, że to mu pewnie przyjdzie wraz z wiekiem. Pewnego dnia usłyszał, jak jego mama rozmawia z sąsiadką, która nie miała syna. Dowiedział się że ona również spodziewa się dziecka, lecz nie będzie to listek. Bardzo go to zaintrygowało, bo nie wiedział co na drzewie może jeszcze istnieć oprócz liści. Ale głupio było mu się o to pytać mamy, wiec cierpliwie czekał na narodziny dziecka sąsiadki. Aż pewnego dnia obudziwszy się zobaczył obok siebie biały pączek. Każdego dnia uważnie obserwował jak rozwijają się w nim powabne płatki i pręciki. Kwiat rozwijał się, a listek w tym czasie zaczął odczuwać wrażliwość na piękno. Gdy kwiatki zaczęły rozsiewać wokół siebie słodkawe, ponętne zapachy, to listki zaczęły czuć się bardziej męsko. Zaczęły one plotkować o urodzie drzewnych kobiet. Każdy listek bronił najbliżej obok niego położonego kwiatka. Było też kilka wyjątków: niektóre listki wolały wdzięki dalej położonych od nich panienek. Najczęściej dyskutowali oni o wielkości płatków ich wybranek, białości ich listków i ilości pyłku na pręcikach. No i oczywiście o intensywności zapachu i ogólnym pięknie. Listek bardzo długo zastanawiał się po co istnieją kwiatki. Aż pewnego dnia zaobserwował jak siadają na nich pszczoły, a potem odlatują. Zastanawiał się, czemu pszczoły nie siadają na nim. Po kilku dniach zaczął obserwować jak z jego pięknego kwiatka zaczęły odpadać płatki. Zaczął wtedy płakać. Spytał mamy: „Mamo! Czemu ktoś zabiera mi to co najpiękniejsze w moim życiu? Chyba przestanę wierzyć w to, że słońce się mną opiekuje! Gdyby tak było to nie pozwoliłoby ono zabrać mojego kwiatka!” krzyczał przez łzy listek. Wtedy to właśnie pierwszy raz w jego życiu pojawiło się zwątpienie. Gałązka niestety nie potrafiła mu wytłumaczyć czemu jest jak jest. Sama nie rozumiała do końca mądrości i miłości słonecznej ale była przekonana o jej istnieniu. Po tym jak listek przekonał się, że słońce nie jest wszechmocne, a rodzice nie potrafili mu wytłumaczyć czemu tak właśnie jest, stał on się buntownikiem. Ze złością patrzył na otaczających go braci i nie mógł znieść tego, że ciągle jest pod opieką rodziców. Żył we własnym świecie i nawet nie dostrzegał piękna świata. Po pewnym czasie listek spostrzegł, że jego bracia są również zbuntowani - zupełnie tak jak on. Postanowili się oni zjednoczyć w swoim buncie. Wcale nie słuchali głosów rodziców, robili co tylko im się podobało. Co prawda jedyne co mogli robić, to szumieć głośno będąc pod wpływem wiatru. Gdy nadeszło lato i wszyscy synowie poczuli na sobie bardziej intensywne działanie słońca, to skończyli ze swoim buntem. Oczywiście nadal szumieli, ale to nie miało już w sobie tej agresywnej nuty. Wtedy nawrócili się znowu na słoneczną drogę i spostrzegli że tuż obok nich, powstały jakieś zielone kuleczki na zielonych, cienkich łodyżkach. Znajdowały się one dokładnie w tych samych miejscach co wcześniej kwiatki. Bardzo to zaintrygowało wszystkie listki ponieważ te kuleczki znowu miały w sobie coś pięknego. Przede wszystkim były one figurą doskonała - kulą. Identyczną jak Wielkie Słońce. Niektóre ze starszych listków podejrzewały, że są to pączki ogromnych liści na cienkich gałązkach. Po kilku tygodniach cierpliwego oczekiwania, nasz główny bohater listek spostrzegł, że ta kuleczka zaczyna zabarwiać się na czerwono. Bardzo mu się to spodobało. Każdego dnia i każdej nocy zapatrywał się zafascynowany w to dziwne cudo które utworzyło się tuż obok niego. Pewnego dnia zapytał się mamy: „Mamo? Czy ta czerwona kula będzie potrafiła…