Fantastyka · 14 min czytania
Przypowieść o życiu i śmierci
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Wojciech Jerzy Grygorowicz
Przypowieść o życiu i śmierci
- Czymże jest życie? Większość religii przypisuje mu fundamentalne znaczenie i wpływ na to, co będzie z nami później. Może jednak ... - Patryk zamyślił się na chwilę, po czym zaczął jakby z innej beczki. - Człowiek rodzi się. Po pewnym czasie idzie do przedszkola, a w zależności od osiągniętych tam sukcesów idzie do szkoły lub do szkoły specjalnej. I znów się zaczyna, ci gorsi idą do gorszych, mniej wymagających uczelni, a ci lepsi do lepszych. A po ich skończeniu wszystko się powtarza. Być może nasze ziemskie życie też jest tylko „przedszkolem” jakiegoś dłuższego procesu. -W takim razie po co wkładać w nasze życie tyle wysiłku skoro tak niewiele od niego zależy?- wtrącił się do wywodu Patryka drugi, młodszy mężczyzna. - Jak to niewiele. To, jak wypadniesz w przedszkolu rzutuje przecież na całe twoje późniejsze życie. Jeśli po przedszkolu pójdziesz do szkoły specjalnej, najprawdopodobniej nigdy nie dostaniesz się na studia. - Przepraszam, że się wtrącam - powiedziała śmierć wchodząc do pokoju przez zamknięte drzwi. - Rozmowa panów dotyczyła w pewnym stopniu mnie, a ponadto zawierała sporo błędnych osądów, więc jako istota więcej wiedząca poczułam się w obowiązku sprostować niektóre fakty. Porównanie z przedszkolem bardzo mi się podoba, aczkolwiek nie mogę dyskutować o jego prawdziwości. Zawieszona jestem tylko między światami, a w tamtej rzeczywistości weszłam jedynie do przedsionka i nie wiem, co jest za nim. Przykład ten jest jednak o tyle trafny, że jak każda uczelnia tak i życie posiada pewien program. Zasady są następujące. Każda istota musi doświadczyć w życiu tyle samo rozkoszy i cierpienia i mieć szansę na zdobycie wiedzy i czynienie dobra. Jeśli w jednym życiu nie zostanie wypełniony któryś z tych warunków, dostaje się nowe życie, które dopełnia programu. Oczywiście może się zdarzyć, że program zostanie wykonany już za pierwszym razem. Może też się okazać, ze potrzebne będzie trzecie życie. Obaj mężczyźni początkowo przerażeni pojawieniem się niespodziewanego gościa, wraz z wywodem śmierci zaczęli zwolna się uspokajać. A gdy śmierć skończyła, starszy z nich powiedział: - Rozumiem, że skoro pokazałaś się nam i mówisz nam o takich rzeczach, to nadszedł nasz czas. - W zasadzie tylko tędy przechodziłam, ale skoro już weszłam, a co gorsze, zdradziłam tajemnicę życia, muszę przedsięwziąć pewne kroki. Pozostawię jednak panom możliwość wyboru. Albo wyrazicie chęć zapomnienia wszystkiego, co przed chwilą usłyszeliście, albo... - tu śmierć uśmiechnęła się - pójdziecie ze mną. Obaj mężczyźni decyzje podjęli od razu, lecz były one różne. - Chcę iść z tobą - odpowiedział starszy. W życiu spotkały go tylko rozczarowania, zdrady i upokorzenia. Był już zmęczony. Jeśli więc w perspektywie było jakieś lepsze życie, które mogło odmienić jego dolę... - Dobrze - rzekła śmierć. - A ty? - zwróciła się do młodszego. - Zostaję - odpowiedział. - Zatem dobrze - powiedziała śmierć i podniosła rękę, w której trzymała kosę. W tej chwili starszy człowiek poczuł bolesne ukłucie w piersiach, po czym zrobiło mu się ciemno przed oczami. Po chwili jednak ból ustąpił i ponownie zobaczył wnętrze pokoju, w którym na podłodze leżał on sam. A jego młodszy towarzysz najpierw próbował cucenia, potem reanimacji. Śmierć stała niezmiennie w tym samym miejscu. - Co teraz? - zapytał stary człowiek. - Otwieram przed tobą wrota do następnego świata. - odpowiedziała śmierć. W tej samej chwili Patryk ujrzał, jak przed nim otwiera się coś na kształt tunelu. Wyglądało to jakby na celuloidowym przeźroczu ze zdjęciem pokoju ktoś wypalił czymś gorącym otwór. Lecz ów otwór ział nieprzebytą czernią i przyciągał go jakąś niewidzialną siłą. Po chwili wahania Patryk uległ tej mocy i wolno a potem coraz szybciej ruszył w stronę czarnej dziury.
* -Człowieku, wypełniłeś już program swego życia. Doznałeś wszystkich rozkoszy i wszystkich zmartwień. Dostałeś szansę poznania i wykorzystałeś ją. W czasie swych dwu żyć, czy to w szczęściu, czy cierpieniu nie splamiłeś się zbrodnią. Mimo przeciwności byłeś wierny swym ideałom. I mógłbyś rozpocząć nową egzystencje, gdyby nie jedna rzecz. Czy pamiętasz, jak pod koniec twego pierwszego życia dobrowolnie przystałeś na jego zakończenie? Takie rozstanie się z egzystencją to ciężki występek. Wprawdzie sąd nie uznał tego za samobójstwo, jednak będziesz musiał ponieść za to karę. Otrzymasz zadanie na świecie, który opuściłeś. Jeśli chcesz, możesz być śmiercią i dane ci będzie prawo przerywania ludzkiego życia. Możesz też zostać życiem i zostanie ci dane prawo jego nadawania. Pamiętaj jednak, że będąc życiem lub śmiercią w swym działaniu nie możesz kierować się uczuciem, sprawiedliwością lub rozsądkiem. Zarówno życie jak i śmierć są tylko przypadkiem. - Chcę być życiem - powiedział ten, który kiedyś zwał się Patrykiem. - Dobrze - mówiąca do niego postać bez twarzy skinęła głową. – Idź zatem na ziemię i weź to - istota podała mu coś, co wyglądało jak worek wypełniony szklanymi kulkami. - To ludzkie dusze – wyjaśniła. - Ale tylko takie, które nie zaznały jeszcze żadnego ciała. Są nieświadome i bezbronne, ale przecież żywe i nieśmiertelne. Być ich siewcą to naprawdę piękna pokuta.
Przez wiele lat niczym maniakalny podglądacz spieszył, gdy wyczuwał wibracje mówiące o fizycznej miłości, a gdy stawał nad kochającą się parą , spuszczał w dół jedną ze swych kulek. Czasami przeźroczysta bańka nikła w ciele kobiety i nie pokazywała się już więcej. Znacznie częściej niczym bumerang wracała do worka. Początkowo wstrzymywał się przed rzucaniem kulek, gdy miał podstawy przypuszczać, że z jakimi rodzicami dziecko nie będzie szczęśliwe. Szybko jednak dał temu spokój. Wiedział przecież, że dusza zaznać musi tyle samo radości co i smutku. Wiedział też, że im prędzej wykona swą pokutę tym prędzej ruszy ku nowej rzeczywistości, której był ciekaw coraz bardziej. Kulek więc zaczęło ubywać szybciej, aż w końcu została tylko jedna. Patryk wiele razy rzucał ją w rozgrzane miłosnym uściskiem ciała, a ta za każdym razem wracała. Dziesiątki razy, setki razy, tysiące. Ciskał ją stale z tą samą nadzieją i odbierał z coraz większym rozczarowaniem i gniewem. Dlaczego jedna uparta dusza blokuje mu drogę do nowego życia? Miał coraz większą ochotę, by zostawić gdzieś upartą piłeczkę. Powstrzymywał się jednak, porzucenie duszy oznaczałoby tułaczkę bez sensu, a tak zawsze zostawała nadzieja. Tymczasem świat zmieniał się coraz bardziej. Patryk coraz częściej rzucał pozostałą kulką nie w kochające się ciała lecz w inkubatory, w których następowało sztuczne zapłodnienie. Z początku miał nadzieję, że ów zmieniony sposób rozmnażania zachęci upartą kuleczkę do życia, ta jednak wracała tak samo. A świat zmieniał się jeszcze bardziej, z Ziemi jedna za drugą wylatywały wyprawy kosmiczne, wioząc kolonistów ku nowym światom. Planetę zaś coraz bardziej…