Religia · 3 min czytania
Przypowieść ... wigilijna ?
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Zszedł z krzyża. Tak po prostu, nie wiedzieć czemu. I poszedł do pubu, na piwo. Spojrzał w oczy bliźniemu i uśmiechną się. - Spierdalaj pedale- odpowiedział bliźni, chłopak tak około szesnastki.
Zaczepił przechodnia - Nie, nie dziękuje, nic nie dam – odpowiedział przechodzień i umknął poprawiając krawat na wietrze. Wszedł do baru i zagadnął dziewczynę, ta otaksowała go wzrokiem i zmroziła oczami. Usiadł przy stoliku. Zamknął oczy. Z odnowionych ran spływała krew. Zaczął się modlić, jedynie istota stworzona na jego podobieństwo wysłuchała go. - Co podać ? – kelner uśmiechnął się profesjonalnie – Ojej pan krwawi, może wezwać pogotowie - to nic takiego - odpowiedział nieznajomy a krew zakrzepła – proszę piwo i ...chwilę rozmowy.
Kelner, przystojny blondyn o niebieskich oczach przyniósł piwo i usiadł. Inna była ich rozmowa. O złotym cielcu zwanym konsumpcjonizmem, o wolnej woli ograniczonej interesem publicznym, o miłości bliźniego co niejedno ma imię, o demokracji dyktaturze większości, mniejszemu złu. O człowieku... że może obecny system nie jest taki…