Horror · 29 min czytania
Psie Pola: Sierociniec cz. II
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Łazienka miała mniej więcej sześć metrów kwadratowych. Lustra zostały wybite na długo przed tym, jak dzieciaki się tu osiedliły. Ojciec Suchego już pierwszego dnia przekonał wszystkich, że najbezpieczniej będzie w izolatkach. Od razu też wybrał tą łazienkę na salę narad. Za pomocą głosowania wyselekcjonowali radę grupy, która tu zasiadała. Toaleta była największym pomieszczeniem na tym piętrze. Szczególnie, kiedy wymontowano z niej sedesy, zlewy i prysznice. Bieżącej wody i tak nie było, więc potrzeby starali się załatwiać na zewnątrz. Na pewno było to lepsze niż ciasna mokra cela z dziurą w podłodze zastępującą toaletę, jak w jednym z obozów pracy w Otwocku. Piraci kontrolowali miasto w stu procentach. Wyłapywali każdego, kto nie należał do ich grupy i umieszczali w obozach pracy. Tam ludzie harowali jak woły próbując doprowadzić glebę do stanu użyteczności, albo wydobywając kamienie w kamieniołomie. Wielu z więźniów umierało z wycieńczenia w pobliskich tartakach, ale był to chyba los, o jaki każdy z pirackich więźniów modlił się wieczorami.
Suchy i jego rodzina cudem uniknęli łapanki. Matka suchego opiekowała się jednym pirackim oficerem, kiedy ten dochodził do zdrowia. Można powiedzieć, że wraz z doktorem Marczewskim, ordynatorem szpitala, uratowali mu życie. Ten odwdzięczył się i ostrzegł kobietę na kilka dni przed atakiem. Dzięki temu uciekli z miasta. Jak ze zdumieniem odkryli, nie tylko im udało się zbiedz. W ruinach starej fabryki za murami miasta odnaleźli jeszcze kilka rodzin uciekinierów. Ojciec Suchego był nauczycielem fizyki i miał głowę na karku. Od razu domyślił się, że jak tylko piraci zadomowią się trochę w Otwocku, zaczną rozsyłać patrole po okolicy i prędzej, czy później znajdą ich. Zdecydował, że należy uciekać na południe. Było to czyste szaleństwo. Samotna podróż po pustkowiach niewiadomo, dokąd. Mimo to wielu ludzi poszło za nimi. Wędrowali trzy dni bez snu i wytchnienia nim odnaleźli szpital. Były to trzy najgorsze dni w życiu Suchego. Wtedy po raz pierwszy poznał prawdziwe okrucieństwo pustkowi. Mordercze wycieńczenie, odwodnienie, głód i choroby zabiły starszych ludzi. Chłopak do tej pory pamiętał łzy w oczach ojca, kiedy musiał zdecydować, że trzeba pozostawić tych, co nie mają sił iść sami. Wielu zamordowały mutanty, kiedy grupa próbowała przeprawić się przez ruiny jednej z wiosek. Chłopak czasami jeszcze budzi się w nocy zlany potem, dziękując Bogu że pająkowate istoty chcące wyrwać mu wątrobę to tylko koszmar. Jednak udało mu się przetrwać zmęczenie, choroby i ataki mutantów. Przeżył. Razem z dzieciakami byli cali i zdrowi. Dzięki tacie. Uratował im życie. Odnalazł szpital i zabezpieczył tak, by zminimalizować ryzyko zagrożenia. Miał jednak świadomość, że jeśli nie trafią pod skrzydła żołnierzy, nie są w stanie długo się tu utrzymać. Oprócz parania się fizyką, ojciec Suchego pisywał też artykuły dla Serca Podziemia, jednej z rebelianckich gazet. Tak dowiedział się, że polska armia szuka czegoś w tych okolicach. Kontakt z nimi wydawał się być jedynym wyjściem z sytuacji. Był pewien, że tata zdałoby tego dokonać. Uratowałby ich, gdyby tylko tu był. Dziś jednak go nie było, a życie dzieciaków spoczywa w rękach Suchego. To on musi skontaktować sie z żołnierzami i przekonać ich, żeby zabrali dzieciaki do Warszawy. Być może to małe, odrapane pomieszczenie, ze starym, spróchniałym biurkiem na środku i kilkoma krzesłami dokoła będzie miejscem w którym narodzi się plan? Plan otwierający drogę do ich wyzwolenia. -Jesteśmy tu już trzeci rok. Jaką masz pewność, że rebelianci nadal są w okolicy? –Siwa wyrwała suchego z zamyślenia, zanim chłopak zdążył rozkleić się na tyle, żeby reszta zdołała coś zauważyć. -Przed burzą znalazłem za lasem ślady opon ciężarówki. Nawet jeśli to nie nasi, to ktoś na pewno tędy jeździ.-Odezwał sie chudy chłopak w koszulce zespołu piłkarskiego. -Messi poszedłeś sam za las?! Mogłeś tam zginąć debilu! -Skarciła go Justyna. -Spoko luz. -Uśmiechną się szeroko. -Tam i tak nie ma nic gorszego ode mnie. -Naprężył wątły biceps. -Na pewno nie ma tam nic brzydszego od ciebie. -Zakpiła Miśka. -Uspokójcie się do cholery! Messi poszedł tam na moje wyraźne polecenie. Gdybym nie był pewien, że sobie poradzi nie wysyłałbym go. Musimy koniecznie sprawdzić kto to. Jeśli to piraci obiecuje wam, że się stąd wyniesiemy, ale jeżeli to faktycznie nasi to mamy szansę się uratować. Nie można zmarnować takiej okazji. -Tłumaczył przechodząc od wzburzenia do wręcz błagalnego tonu. -Jak chcesz się z nimi skontaktować. -Zapytał Szuler. Jego ton był stanowczy i pewny. Rozbrzmiewało w nim zaufanie. Pewność, że ich przywódca jest odpowiednią osobą na odpowiednim miejscu. -Po prostu poczekamy, aż będą wracać. -Wyjaśnił Suchy. -Pojebało cię? -Żachnął się Mrówa. -Chcesz czekać w lesie, aż niezidentyfikowana ciężarówka pokaże się na horyzoncie? I kiedy chcesz iść? W środku burzy piaskowej? Skąd w ogóle wiesz, że będzie wracać dziś? -Z kalendarza. Dziś kończy się ciepła pora. Niebieska łuna na niebie już prawie zgasła. Jeśli dziś nie wrócą do Warszawy, zamarzną na pustkowiach. -Tłumaczył cierpliwie Suchy. -A jeżeli już dawno wrócili? -Siwa nie podzielała entuzjazmu najstarszego z chłopaków. -Nie możliwe. W burze piaskową zawrze wypełzają Digery musieli znaleźć schron, żeby ją przeczekać. Każdy ruch na powierzchni jest przez nie rejestrowany, a ofiara nie ma szans. -Opuścił głowę. -Widzieliście, co sie stało z panem Tkaczem. Dzieciaki milczały przez chwile oddając się smutnym wspomnieniom. Melancholie przerwał milczący do tej pory Zygmunt. -A jeśli w ogóle nie wrócą? A jeśli tak, jak my przed laty, oni też po prostu uciekali z Otwocka, albo z Warszawy? Nie wierze, żebyśmy kiedykolwiek wyszli stąd żywi. -Pierdolnę ci! -Mrówa aż poderwał się z krzesła. Mimo bojowej postawy był zmęczony i wystraszony tak samo jak reszta. Suchy dawał mu nadzieję na lepsze jutro. Jego umysł reagował agresją na każdą próbę rozbicia tej cieniutkiej bańki nadziei. -Siadaj. -Uspokoił go Suchy. -Jest taka możliwość. -Przyznał. -Tylko pamiętajcie o tym, że trzeba mieć niezłe wpływy, żeby dostać samochód i benzynę, a ciężarówki zwykły śmiertelnik na pewno nie zdobędzie. -Ślady na bank zostawiła ciężarówka. Jelcz, albo Kamaz. Trudno powiedzieć, w każdym razie ciężkie dziadostwo. -Wtrącił się Messi. Wiedział co mówił. Jego ojciec był mechanikiem. Najlepszym w całym Otwocku. Kto wie, może nawet i w Warszawie? Zanim przyszli piraci rodzina Messiego była bardzo wpływowa. Mieli złomowisko, na którym gromadzili różne sprzęty i wraki wielu samochodów. Messi zawsze z pasją słuchał, kiedy tata opowiadał, jakie musiały być wspaniałe, zanim trafiły na ich podwórze. Chłopak znał się na budowie silnika i wiedział wiele o motoryzacji. Może nie był by w stanie odrestaurować forda sprzed wojny, ale na pewno potrafił odróżniać ślady opon. -Dokładnie. Jaka jest szansa, że ktoś buchnął wojskowym furgon? -Zapytał Suchy -Żadna. -Messi odpowiedział bez namysłu. -Niewielka. -Poprawił przywódca. -Jeśli nie spróbujemy to i tak prędzej, czy później tu zginiemy. Zapadła cisza. Wszyscy kontemplowali w milczenia słowa kapitana. Nikt nie wniósł sprzeciwu. Każde z dzieciaków wiedziało, że długo tu nie wytrzymają. Do tej pory mieli szczęście. Piraci nie wysyłali tu regularnych patroli. Mutanty też jakimś dziwnym trafem omijały ich schronienie, ale szczęście nie mogło trwać wiecznie. W końcu dostanie się tu jakiś zabłąkany patrol, albo stado odmieńców postanowi skolonizować budynek. A wtedy wszyscy zginą. Jeżeli ruszą na pustkowia, nie przeżyją kilku dni. Co więc im zostało? Drzwi łazienki skrzypnęły cicho. Do środka wszedł wysoki, gruby chłopak. Nie odrywał bystrych oczu od Suchego. Był jedynym człowiekiem, poza dowódcą, który nosił przy sobie strzelbę. Brązowy pasek do którego została przypięta niemal zlewał się z wytartym kubrakiem, osłaniającym wielki brzuch chłopaka. Nie miał więcej jak piętnaście lat, ale ważył chyba z osiemdziesiąt kilo. -Chudzina. Dobrze, że jesteś. -Co to za gość w czerwonej kurtce, o którym mówił Dawid? -Zapytał grubas wyraźnie zaniepokojony. -No właśnie w tej sprawie po ciebie posłałem. -Wyjaśniał Suchy. -Mamy tu więźnia... -Chyba zwariowałeś. -Przerwał mu Chudzina. -Od trzech lat nie było tu, nikogo prócz nas. Dlatego jeszcze żyjemy. A ty zgadzasz się na to, żeby zamknąć razem z nami jakiegoś gościa, o którym nic nie wiesz? -Uspokój się. -Spokojny głos Suchego działał jak relanium na zszarpane nerwy reszty grupy. Chudzina złapał się pod boki czekając na wyjaśnienia. Suchy opowiedział mu co się stało u góry. O osobniku, którego zauważył Messi, o tym jak oglądał budynek. Że chciał się zatrzymać na dłużej. Może sprowadzić jeszcze kogoś. Tłumaczył, że nie mógł mu pozwolić przeczekać burzy u góry. Gotów był jeszcze sie tu zadomowić. Mrówa i Messi ubarwili dodatkowo opowieść własnymi komentarzami, co trochę uspokoiło Chudzinę. -Mimo wszystko się go obawiasz. -Stwierdził wreszcie grubas. -Tak. Nie ma broni, ani nie sili się nawet na kamuflaż. Wolę mieć pewność, że zabezpieczyliśmy sytuacje z każdej strony. Chciałbym, żebyś go przypilnował. Wieczorem cię zmienię. Chudzina bez gadania wziął wolne krzesło i wyszedł z sali obrad. Jego wcześniejsza wypowiedź mocno zachwiała kamienną pewność siebie, jaka cechowała Suchego. A może nigdy nie był pewny siebie? Może zawsze myślał o sobie, jak o małym, głupim smarkaczu, który sili się na to, żeby być dorosłym? Może nie umiał się do tego przyznać przed samym sobą i maskował to udawaną pewnością siebie? Natychmiast odepchnął te myśli. Były teraz ważniejsze rzeczy do przemyślenia niż jego chwiejna osobowość. Chudzina miał rację. Suchy bał się przybysza i postąpił bardzo nierozważnie zabierając go tu. Może faktycznie trzeba było go zabić w progu, a nie roztrząsać dylematy moralne typu: wolno, czy nie wolno? Stanowił dla nich śmiertelne zagrożenie. Byli grupą dzieciaków, bez wyszkolenia i sprzętu. Bez niezbędnej wiedzy o świecie i stworach go zamieszkujących. Ktoś taki jak człowiek w czerwieni, ktoś kto jest w stanie wędrować po Psich Polach w samej kurtce, zapewne miał wiedzę, jak zabić ich wszystkich bez większego wysiłku. Suchy właśnie ryzykował życie całej grupy. Dobitnie dotarło do niego jakim jest głupcem. -A co z moją siostrą? -Justyna przerwała ciszę panującą od kilku minut. -Ona strasznie cierpi. Czasami jest lepiej, a czasami wrzeszczy z bólu jak opętana. Musimy coś z tym zrobić. Posłała Suchemu błagalne spojrzenie. Nie bardzo wiedział co ma odpowiedzieć. Żadne z nich nie znało się na medycynie. O ile przeziębienie można było wyleczyć wykradzionymi lekami, tak brzuch Celiny był czymś o wiele poważniejszym. Gdyby mama tu była. Westchnął smutno. Ona zawsze wiedziała co robić, jak człowiek był chory. -Justynka... -Głos mu się lekko załamał. Milczał chwilę szukając odpowiednich słów. Musiał wyjaśnić to dziewczynie możliwie jak najłagodniej -Nie wiemy co jest twojej siostrze. Na początku myśleliśmy, że bóle brzucha miną. że wywołał je głód albo coś, ale teraz kiedy się nasilają wygląda to poważnie. Nie wiem, czy cokolwiek możemy zrobić. -Chcesz mi powiedzieć, że ona umrze? -W oczach brunetki pojawiły się łzy. Siwa podeszła do niej i zaczęła delikatnie rozcierać ramiona dziewczyny. Chudziutka osiemnastolatka o popielatych włosach wyniosła to z domu. Mimo tego, że wychowywała się tylko z ojcem –a może właśnie dlatego –nauczyła się, że kiedy człowiek czuje się bezradny, samotny, opuszczony, każde wsparcie jest ważne, choćby osoba wspierająca była tak samo bezradna. Nie myślała, że tak trzeba, że tak się powinno. To był odruch. Dzieciaki poruszały wcześniej temat choroby Celiny bez wiedzy jej siostry. Nie chciały martwić jej na zapas, ale wszyscy wiedzieli, że kiedyś będzie musiała zmierzyć się z prawdą. -Nie wiem. Nie mamy pojęcia, co to za choroba i czy jest śmiertelna, nie mamy czym jej leczyć. Jedyne, co możemy zrobić, to podawać jej środki przeciwbólowe. –Odpowiedział Suchy unikając wzroku dziewczyny. Czuł się bezsilny, słaby i głupi. Przez te trzy lata udało mu się unikać mutantów, radził sobie ze zdobywaniem jedzenia, wody i środków opatrunkowych, nauczył pozostałych, jak być niewykrywalnymi i utrzymał ich przy życiu. Teraz jednak nie miał pojęcia co robić. Brakowało mu wiedzy i pomysłowości. Sytuacja go przerosła. Nie mógł jednak dać tego po sobie poznać. Dobrze zdawał sobie sprawę, że tylko jego postawa i wiara dawała reszcie nadzieje na lepsze jutro. Nie mógł tego pogrzebać. -Musi być jakiś sposób. Może w tym pirackim magazynie uda nam się coś znaleźć? -Zaproponował Szuler. -Na pewno będziemy szukać, tylko że nie mamy pojęcia, czego dokładnie szukamy. Nie wiemy, co to za choroba i nie wiemy, czym się ją leczy, a nie możemy podawać Celinie leków w ciemno. To ją zabije szybciej niż brzuch. -Twarz Szulera posmutniała. Pokiwał głową ze zrozumieniem. Suchy jak zwykle miał rację. Justyna szlochała cicho. Siwa nie odstępowała jej na krok. Szeptała do ucha, żeby się nie martwiła, że wszystko się ułoży.. Nagle Zygmunt podniósł głowę i wbił wzrok w sufit. Pogładził się dłonią po brodzie i wziął głęboki wdech. Od kilku sekund wszystkie spojrzenia patrzyły tylko na niego. Dzieciaki wiedziały, że tak właśnie się zachowywał, kiedy przyszło mu coś do głowy. -Zapytajmy przybysza. -Przemówił wreszcie. -Na początku zebrania powiedziałeś, że nie jest ani wampirem, ani wilkołakiem. Nie wygląda też na mutanta. Powiedziałeś, że nadszedł od południa bez żadnego sprzętu. Jeśli faktycznie tak jest, to musi mieć niesamowitą wiedzę w wielu dziedzinach. Medyczną na pewno. Pierwsza pomoc i leczenie to wiedza bez której umiera sie na Psich Polach po paru dniach. Suchy wiedział, że Zygmunt ma rację. Gdyby nie jego mama, pielęgniarka, nigdy nie doszliby tak daleko. Uratowała wielu ludzi od zapaleń płuc i powikłań grypy. A kiedy odkryli magazyn piratów i zyskali dostęp do leków, już w ogóle nie musieli się martwić chorobami. Ale teraz jej nie ma. -Ma rację! -Justyna aż podskoczyła. -Musimy z nim porozmawiać. Na pewno będzie coś wiedział! -Omiotła zebranych spojrzeniem pełnym nadziei. -To nie takie proste. -Zaoponował Suchy. Twarz Justyny natychmiast oblała fala zimnego gniewu. Wlepiła zawistne spojrzenie w dowódcę i zaczęła krzyczeć. -Dlaczego dla ciebie nic nigdy nie jest proste?! Dlaczego do cholery ty zawsze jesteś