Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Przygoda · 5 min czytania

Pstrąg na fali

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Chciałem wam opowiedzieć pewną historię. Niestety palec tak mi się złożył do spustu, że naciskając go popchnął kulę, która utkwiła mi we łbie. Wiem co powiecie: wielka szkoda. I macie rację. Strasznie szkoda, gdyż naprawdę chciałem wam opowiedzieć ciekawą historię a mianowicie MOJĄ HISTORIĘ. Jednakże wszystko szlag trafił. Już się nie dowiecie jak to było; że zaczęło się od dzieciństwa, ale jakoś nic ciekawego się wtedy nie działo; The Beatles się rozpadli, Presley umarł. Potem Bóg za sprawą niejakiego Chapmana zaprosił do siebie również Lennona, ten na to przystał i przez następne kilka lat nie było czego słuchać. Nie o tym jednak mówiłaby ta opowieść. Gdybym już mógł wam coś przekazać to byłoby to coś naprawdę niesamowitego. Chciałbym przedstawić pokrótce ostatnie wydarzenia.

Pewnego zimowego dnia, na skraju wiosny, siedziałem sobie łowiąc ryby i nikomu nie wadząc. Nagle poczułem jak coś bierze. Po kilku minutach siłowania się ze zdobyczą wyciągnąłem ją z wody. Szarpała się nieziemsko. Wyciągnąłem ją prosto na talerz (głodny byłem niesłychanie). Wtem ryba przemówiła:

- Nie zabijaj mnie dobry człowieku – rzekła mocno roztrzęsiona. Łuski miała ciemno szare, lekko posrebrzane. Oczy głębokie. Jakby latynoskie. – Niedawno znalazłam sens życia i jestem właśnie w drodze. - Tak? – spytałem. Bądź co bądź gadająca ryba od razu wzbudza pewne podejrzenia. Nie żebym odbierał komukolwiek prawo do wypowiedzi, ale jednak. Coś było nie tak. Ryba wyglądała na bardzo zmęczoną. Po dłuższej pauzie poszedłem tym tropem – A dokąd się wybierasz? - Mów mi Henryk – zwróciła się do mnie ryba. – Wybieram się do Nowego Jorku. - Dlaczego akurat tam? – byłem bardzo dociekliwy. - Gdyż Dublin opatrzył mi się jakiś czas temu. - Mhm – odparłem poprawiając sobie kapelusz. – Słuchaj jeśli chcesz mogę cię podrzucić do Nowego Jorku. Mam w miarę po drodze. - Byłoby wspaniale - odparł Henryk. – Tylko wezmę plecak – przełożył go przez płetwę.

I tak oto, zarzuciwszy Henryka na ramię, ruszyliśmy do miasta, które nigdy nie śpi. Był rok 1989, ale gdy ten zrozumiał, że nie załapie się na lata 90-te po prostu odszedł. Po kilku dniach marszu przez naszą Amerykę, w czasie burzy dyń dotarliśmy do moteliku na obrzeżach Nowego Jorku.

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%