Filozofia · 5 min czytania
PSYCHOSOMATYCZNA HUŚTAWKA
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Upić się tym zdeprawowaniem, żeby się nie obudzić, zaspokoić kanibalizm i odpowiedzialności się wyzbyć, poprzez przewód pokarmowy. Wiem, że chcesz. Bardzo jednakowa jesteś, symilarność nas określa. Lecz bardziej w tą chorobliwą codzienność wdeptujesz, i nie czujesz nie wiesz, że raczej ku wykorzystaniu się skłaniasz przeciwnie do mnie, wzbraniającej się i niedostępnej. Więc… czym dziś dzień spoimy? Twarze sobie zaaplikujemy adekwatne do sytuacji, uśmiechem kpiącym wypchane. Dobra bierzmy się w sobie i tam idźmy. Krok, krok, krok, wystukujemy wszystkim marsza komicznie żałobnego. Rozpraszamy ludzkość tym ostro schizofrenicznym śmiechem, rechotaniem zwierzęcym, anegdotami odnośnie tego, że nas z defektami na rynek wpuszczono i zamęt siejemy i propagandę antyplastikową. Wiesz co, masz niezwykłe usta, wrota zamykające w sobie całe istnienie, wszechświat języka. Chodźmy póki ludzie na żer jeszcze tak definitywnie nie wyszli. Boje się, że mogą nas zabić z zazdrości o naszą beztroskę wpakowaną do fifki. Nad stawy idźmy będziemy puszczały listy w butelce. Nikt ci nigdy nie powiedział, że usta masz cudowne, że niejeden mięsożerca chciałby się w nie wgryźć i się tobą przez nie zbrukać. I ten język, śliskie narzędzie erotyzmu z metalem inicjującym największe pożądania. Kiedy po szyi ścieka mi ta moja krótkotrwała, na nadziei pasożytująca myśl, krew ze mnie odpływa, jestem we władaniu niemocy. Zew, krwawi, przytula mi wzrok do twojego ciała. Dwie butelki, dwie kulki, wiesz dobrze jak się przez zieloność świat obserwuje. Więc patrz ze mną. Szklana nasza powłoka integruje się z pobliskim drzewem. Jesteśmy wewnątrz zamku drewnianego, który oddycha i swym oddechem wilgotnym na nas osiada dreszczem wstrząsając coraz to skuteczniej. Wzmaga się w żyłach mocniej, szybciej, częściej. Tarcie to nasze i powietrza coraz to bardziej intensywne, kiedy tak patrzymy i dostrzegamy, myślami pętamy się wzajemnie bezpretensjonalnie i brutalnie. Księżyc jest koloru barwników asymilacyjnych wpakowanych do worków szczelnych, w butelce pływa jak statek, pewnie jak się go do buzi weźmie, smakuje jak drops miętowy. Szybko się w nas rozpuszcza, zaczyna działać, powraca falami, rytmicznie. I w całym tym królestwie drzew słucham jak oddychasz, jak ciałem się stąd ulatniasz. Wiesz, nigdy nie…