akcja · 16 min czytania
Punkt zwrotny cz.II
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
II. Zniknięcia, mail i nowi przyjaciele
Tydzień później zaczęły znikać kobiety. Nagle, jedna po drugiej nie wracały z lasu, z innych wiosek czy, co najbardziej przerażające, z nizin. W pół roku zniknęło pięć kobiet w wieku Idy. Jedne miały partnerów, inne pełne rodziny. Wszystkie Ida znała i lubiła. Po pierwszym zniknięciu nikt nie panikował, gdyż ostatnia taka sytuacja miała miejsce pięć lat temu i liczono, że nie powtórzy się w najbliższym czasie. Po miesiącu, kiedy zaginęła kolejna matka, osierocając dziecko, w wiosce zasiał się niepokój. W końcu Henryk zwołał naradę na głównym placu. Wszyscy mieszkańcy porzucili swoje zajęcia i stawili się przed południem na zebraniu. - Mieszkańcy Zielonego Punktu – zaczął. – Czuję wasz niepokój i ból. Starszyzna postanowiła wzmocnić obronę naszej wioski. Każdej nocy będziemy wystawiać straże przy wejściu, a każda kobieta zmuszona do wyjścia poza terytorium, będzie eskortowana przez co najmniej dwóch mężczyzn. Nie wiemy, kto porwał kobiety, ale nie dopuścimy, żeby zniknęły następne. Dalszymi zdaniami dodawał otuchy swojemu ludowi. Ida z dumą słuchała, jak ojciec pięknie przemawia. Zawsze fascynowało ją, jak wielki ma wpływ na ludzi, którzy mu ufali. W ciągu kolejnego miesiąca zniknęła jeszcze jedna kobieta, ale nie byle jaka. Zniknęła przyjaciółka Idy. - To Lea – Henryk ciężko usiadł na krześle w swoim gabinecie. – Lea zniknęła. Ida zasłoniła twarz rękami. - Nie wierzę – nie mogła złapać tchu. – Nie Lea. Dlaczego? Henryk ciężko westchnął. - A dlaczego w ogóle musi ktoś ginąć? – Wstając szarpnął stołkiem, który kopnął pod stół. – Ja pierdolę! Nie pamiętała, żeby się tak denerwował. - Lea wyszła z wioski. Ostatni raz widziano ją wchodzącą do lasu. Ida wiedziała, gdzie chodziła jej przyjaciółka. W lesie jej rodzina znajdowała wszystko, co mogło im się przydać do życia. Robili, jak wszystkie inne rodziny, korzystali z dobrodziejstw natury. Tylko Lei nie miał kto pomóc, ponieważ ojciec jakiś czas temu miał wypadek, a matka była schorowana. Dziewczyna sama utrzymywała rodziców, pracując dorywczo. Była również zbieraczką wszystkich przedmiotów, które mogły przedstawiać jakąkolwiek wartość i wymieniała je na potrzebne przedmioty czy jedzenie. Ida ją podziwiała, gdyż życie Lei stanowiło jej przeciwieństwo. Kiedy tylko mogła, pod nieobecność przyjaciółki, zachodziła do jej rodziców i podrzucała im różne rzeczy. Lea twierdziła, że tego nie potrzebują, ale kiedy matka zachorowała i musiała brać lekarstwa, nie mogła odmówić przyjęcia pomocy. Zbliżyły się do siebie i później często razem biegały do lasu i na wymiany do innych wiosek. Tak im mijały miesiące. - Obiecuję ci córko, że to było ostatnie porwanie w tej wiosce – zazgrzytał zębami. - Skąd wiesz, że porwanie? – Spytała. Spojrzał na nią nieprzytomnie. - Zniknięcie – machnął ręką. – Zniknięcie. Muszę iść naprawić panele słoneczne. Wstał powoli i wyszedł z ciężkim westchnieniem, jak człowiek obarczony zbyt dużą ilością niewyobrażalnych problemów. Gabinet ojca zawsze ją fascynował. Nie był typowym miejscem pracy, ponieważ jako Starszy wioski wciąż bywał poza domem. Jego praca polegała na przemieszczeniu się pomiędzy domostwami, rozmowami z mieszkańcami i utrzymywaniem kontaktów z pobliskimi wioskami. Rozsądzał spory, godził sąsiadów i służył dobrymi pomysłami. O jego sile świadczyło też, że nie bał się konfrontacji. Stawiał czoła pomówieniom i rozsierdzonym pieniaczom. W domu zamykał się tylko i wyłącznie w chwilach niepogody i niezmiernie rzadkich momentach, kiedy potrzebował odpocząć. Ten jeden pokój był jednocześnie jego sypialnią i biurem. Trzymał tu tablety rachunkowe, mapy wiosek, księgi papierowe będące spuścizną z dawnych czasów oraz ubrania, łóżko do spania i czasem jakieś ranne zwierzę. Ostatnim wymagającym pomocy przypadkiem był wilk, który zaplątał się w sidła i zranił nogę. Na stole ojciec zostawił swój osobisty tablet, z którym raczej się nie rozstawał. Teraz w urządzeniu mrugała dioda sygnalizując wyczerpanie baterii. Ida chwyciła tablet i wstawiła do stacjonarnej ładowarki. Bywało, że urządzenia starszego typu nie chciały się ładować bezprzewodowo. Kiedy dotknął podstawy, jego ekran rozbłysnął i wyświetlił ostatnią przychodzącą wiadomość. Był to obrazek z tatuażem, który nosiła Lea. Wiadomość od niezidentyfikowanego nadawcy była datowana na trzy dni przed jej zniknięciem. Stała chwilę, jak wmurowana, czując podświadomie, że ojciec wie, co się dzieje. Alarm w jej głowie był zbyt głośny, żeby go zignorować. Próbowała przejrzeć pozostałe wiadomości, ale tablet złośliwie się zawiesił i mimo, że znała pin, nie była w stanie go użyć. Zrozumiała, że miała nie widzieć tego maila, a jakimś dziwnym zrządzeniem losu, czy chwilową usterką urządzenia dojrzała obraz, który momentalnie zasiał w niej mnóstwo wątpliwości i rządzę pytań. W barze, który był nazywany miejscową spelunką, Ida była częstym gościem. Po skończonej pracy, głównie w sobotę, wpadała na piwo lub wino w towarzystwie znajomych. Był to punkt rozrywkowy wioski, skupiający wszystkich mieszkańców, którzy mogli sobie pozwolić na chwilę rozluźnienia po ciężkim dniu. Oferował napoje wyskokowe oraz takie bez procentów, gdyż nie każdy miał potrzebę zalewania robaka. Mężczyźni i kobiety siadywali tam wieczorami rozprawiając o bieżących problemach, słuchając wieści przywiezionych z innych terenów, często też tańczyli lub grali w karty. Jan, opiekun tego miejsca, zdziwił się widokiem córki Starszego z rozmachem przemierzającej drogę do baru. - Potrzebuję czegoś mocnego – zasiadła do stołu. Postawił przed nią małą szklankę z ciemnozłotym płynem, który wypiła jednym haustem. - Co się dzieje? – Jan usiadł na sąsiadującym krześle. Ida skupiła się na przyniesionej przez niego butelce, nie zwracając uwagi na pozostałych gości. - Nie wiem – wzruszyła ramionami. – Totalnie nie wiem, co się dzieje. - Ida! – Usłyszała za plecami. – Pijesz beze mnie? Uśmiechnęła się pod nosem. - Co tu robisz? – Spytała Kiljana. Uścisnął ją i zajął wolne miejsce. Jan dał mu szklankę i nalał alkohol. - Kiljan jest tu od paru dni – powiedział. – I już zdecydowanie zubożył moje zapasy whisky. Mężczyzna klepnął go w ramię. - Twoim zapasom nie da się zaszkodzić. Wystarczyłyby na pięcioletnią wojnę. - A twoi kumple mają studnie bez dna zamiast gardeł – Jan roześmiał się głośno. – Dobrze, że jest was tylko trzech. Wracam do pracy. Zostawił ich z butelką whisky. - Co tu robisz? – Ida przez dłuższą chwilę zawiesiła na nim spojrzenie. – Ojciec nie mówił, że przyjedziesz. Oparł się wygodniej i upił łyk alkoholu. - Jestem tu nieoficjalnie. Ojciec, za zgodą Henryka oczywiście, wysłał mnie do Zielonego Punktu jako obserwatora. W razie konieczności mam służyć pomocą i spróbować rozwiązać zagadkę zaginięcia tych kobiet. - Nie jesteś sam, dlaczego? - Damian i Michał zawsze są ze mną. Potrafią świetnie obserwować i wyciągać wnioski. Zresztą o wilkach mowa. Odwrócił się w stronę drzwi i zaprosił przyjaciół do stolika. Po krótkim przedstawieniu mężczyźni ugasili pragnienie kuflem piwa i wyłożyli swoje wnioski. - Co łączy zaginione osoby? – Michał skierował pytanie do Idy. Nie namyślała się długo. - Są kobietami w podobnym wieku. - W twoim wieku – Kiljan wyraźnie podkreślił każde słowo. - No tak – skinęła głową. – Właściwie, to dlaczego nie giną młodsze? Damian spojrzał na pozostałą trójkę w zamyśleniu. - Ginęły młodsze. Na przestrzeni ostatniego ćwierćwiecza możemy udokumentować zaginięcie średnio jednej przedstawicielki płci pięknej na pięć lat. - Serio? – Ida uniosła brwi. - Jak miałaś trzy lata, zniknęła trzyletnia córka bibliotekarzy. Bardzo usilnie próbowała przypomnieć sobie tą informację. - Jak miałaś dziewięć lat, córka mechaników poszła do lasu i nie wróciła. - O tak! Pamiętam to! – Krzyknęła. – Uczyłyśmy się razem. Pokiwał głową. - Jak miałaś piętnaście lat, dziewczyna szklarzy nie wróciła na noc do domu. - Śmiano się wtedy, że nieźle zabawiła, ale kiedy nie pojawiła się przez kolejny tydzień, to…