Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

akcja · 17 min czytania

Punkt zwrotny cz.III

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

III. Ucieczka, dom nad morzem

Bezimienni zajmowali się głównie szmuglerstwem. Potrafili niezauważalnie przewozić pomiędzy wioskami towary, które wykraczały poza standardową wymianę. Chodziły słuchy, że wywozili z wiosek ludzi do innych, nieznanych krain. Dlatego też byli pierwszymi, o których Ida pomyślała, kiedy w jej głowie zrodziła się myśl o ucieczce. Chwilę później, była w drodze do domu Jana. - Jestem następna – sapnęła, kiedy Kiljan otworzył drzwi. Jan napalił w kominku, gdyż noce wciąż były chłodne. Cała piątka usiadła przy stole w największym pokoju w domu. - Przyszedł mail – zaczęła. – Poprzedni przysłano na trzy dni przed zniknięciem Lei. Ten był z obrazkiem mojego tatuażu. - To cię uspokoi – Jan postawił przed nią zaparzoną melisę z miodem. Podziękowała mu spojrzeniem. - Chodzi o to, że obrazki z tatuażem konkretnych kobiet wskazują, która zginie. Znalazłam te z ostatniego roku. Jakieś dwie godziny temu przysłano wiadomość z moją dziarą. - Powinnaś zniknąć – odezwał się Damian. – Myślę, że jesteśmy w stanie cię ukryć. - Mamy jeszcze jakiś dzień czy dwa – Michał przechadzał się wokół stołu. – Poczekajmy na Henryka. W końcu on coś wie o tych zniknięciach. Będzie w stanie ci pomóc. Kiljan nachylił się ponad stołem. - Nie ma mowy – zaoponował. – Ida jest w niebezpieczeństwie, a Henryk pojechał do Czerwonego Punktu szukać pomocy, ponieważ sam nie jest w stanie jej obronić. Była mu wdzięczna, że nie stawia ojca w roli sprawcy. - Muszę wyjechać jak najszybciej – zdecydowała. – Janie, wiem, że masz kontakty z Bezimiennymi, którzy przewożą ludzi w stronę morza. Chciałabym pojechać z nimi. Jan jakby zmalał na swoim krześle. - Nie mogę cię na to narazić. Co powiedziałby twój ojciec? - Żebym poszła spać, a jutro problemy same się rozwiążą? – Bardziej zapytała niż stwierdziła. Przed parę minut milczeli intensywnie, ale nikt nie wymyślił innego rozwiązania. - Pojadę z tobą – słowa Kiljana zabrzmiały niczym wystrzał w ciszy. - Ja też – Michał oparł dłoń na oparciu jej krzesła. - I ja – Damian spojrzał po kolei na swoich towarzyszy. - No to macie ekspedycję – Jan pokręcił głową. – Tylko gdzie moglibyście pojechać? Wstał od stołu i z pobliskiej komody wyjął swój tablet. Ida myślała, że mają go tylko Starsi, ale dzisiejszego wieczoru już niczemu się nie dziwiła. Szybko coś na nim napisał i chwilę czekał na odpowiedź. - Trzecia rano przy lesie. Zawiozą was w bezpieczne miejsce. Spotkali się w umówionym punkcie na wyznaczoną godzinę. Ida spakowała najpotrzebniejsze rzeczy i zapas pieniędzy na wymianę. Zabrała też jeden z tabletów rachunkowych ojca, który przełączyła w tryb informacyjny. Teraz mogła bez problemów kontaktować się z pozostałą trójką w zasięgu sieci. Czekał na nich anonimowy człowiek, którego widziała po raz pierwszy. Skinął im głową i poprosił, żeby za nim poszli. Ponownie odezwał się, kiedy niebo zaczęło przybierać lekko szary kolor, a Zielony Punkt został daleko za nimi. - Tam są drzewa – wskazał ręką niewiele ciemniejszą od tła kępę. – Wśród nich schowałem jednoślady, którymi dotrzemy do statku na rzece. Jutro będziecie nad morzem. Ida uśmiechnęła się w ciemnościach. Obawiała się wielu rzeczy. Jej życie właśnie zdążało w zupełnie nieznanym i nieprzewidzianym kierunku, lecz czuła napięcie, któremu niewiele brakowało do podniecenia. Kiljan z kolei czuł wewnętrzny niepokój i wyrzuty sumienia, że nie powiedzieli Idzie o wszystkim. Kiedy przez moment była ku temu okazja, stchórzył na myśl, że mogłaby się wycofać. Miał świadomość, że ją wmanewrował we własne rozgrywki, mające na celu poznanie realnego wroga. Był zbyt bystry, aby sztampowe wyjaśnienia ojca, po kilkunastu latach uznawać za prawdziwe. Zaczął szperać i zrozumiał, że nie znalezienie jakiejkolwiek informacji odnośnie tematów jego zainteresowań też jest odpowiedzią. Musiał poszukać głębiej, a głębiej oznaczało w innym miejscu. Zawitał więc do Zielonego Punktu, jak się okazało, w dogodnym momencie, gdyż mógł się posłużyć argumentem niesienia pomocy w rozwiązaniu zniknięć. Odkrył, że są one związane z celem jego wizyty. Włamał się do tabletu Henryka i na swoje urządzenie dostawał kopie wiadomości wysyłane do Starszego. Na bieżąco monitorował sytuację. Nie był w stanie zapobiec zaginięciu Lei, ale to zdarzenie utwierdziło go w przekonaniu, co oznaczają obrazki z tatuażami. Po ostatnim mailu chciał usilnie namawiać Idę do ucieczki, ale sama przyszła do domu Jana. Miał okazję być świadkiem, jak w pełnej zaufania istocie rodzą się wątpliwości. Jak podejmuje decyzje o działaniu i bez wahania robi, co trzeba. Podziwiał jej odwagę. Ida zarzuciła nogę przez siodełko jednośladu i próbowała odpalić silnik. Przed momentem odłączyła pojazd od stacji dokującej, która naładowała go energią słoneczną. Bezimienny powiedział, że na szczycie będą musieli zrobić postój, by wymienić pojazdy na naładowane. Do pokonania mieli jeden łańcuch górski, za którym rozciągała się wstęga ogromnej rzeki. Po drodze Michał powiedział, że nieprzerwanie kursują tam statki do różnych krain, z towarami i ludźmi. Silnik zasyczał cicho i zgasł. Zmarszczyła brwi i ponownie nacisnęła start, ale nie doszło do uruchomienia. - Masz popsute ładowanie – Kiljan trzymał w ręku urwany kabel. – Jakieś zwierzę go przegryzło. - Żaden problem – Damian przesunął się do przodu na swoim siodełku. – Może jechać ze mną. Kiljan szybko ocenił sytuację. - Będziemy się zmieniać, żeby wszystkim starczyło energii do kolejnej stacji. Niestety jednoślady, przewidziane tylko i wyłącznie na kierowcę bez pasażera, miały zapas energii pozwalający dojechać do najbliższej stacji. Ograniczenie pojemności akumulatora i ogólnej masy, spowodowało, że były niezwykle wydajne i szybkie, zaś każda stacja była też jednocześnie punktem wymiany pojazdów, którymi można było pojechać dalej. W związku z awarią jednośladu Idy, kolejny etap podróży przebiegał wolniej, ale dzięki temu miała okazję, oglądać wschód słońca nad prawdziwie wysokimi górami. Brzask pojawiający się w zagłębieniu między szczytami sprawił, że łzy stanęły jej w oczach. Siedząc za Damianem, patrzyła, jak słońce wychyla się zza skał i światło rośnie, jak bańka, aż w końcu rozpływa się nad górską krainą. Niesamowite, jak bardzo była ograniczona siedząc całe życie w jednym miejscu. W swojej okolicy znała każdą skałkę, każdy kamień. Wszystkie wchody i zachody słońca. Z zamkniętymi oczami był w stanie przejść dookoła i na skos Zielony Punkt, wymienić kolory domów mieszkańców i przypisane im zawody. Jednakże to, co czekało poza znanym jej światem, było o wiele bardziej fascynujące. Bezimienny podpiął swój pojazd do stacji ładującej. Było już około południa, kiedy mozolnie wdrapali się na szczyt. Niestety na górze usiadła chmura, która dość mocno ograniczyła im widok na doliny. - Przejechaliśmy trzysta kilometrów i wjechaliśmy kilometr pod górę – oznajmił. – Przyda nam się chwila odpoczynku. Ida z westchnieniem zeszła z jednośladu i wyciągnęła ręce ku niebu. - Mój tyłek – rozmasowała pośladki. - Poczekaj, aż zacznie podskakiwać w drodze na dół – zaśmiał się Michał. - Przynajmniej nie będziesz mieć odcisków na stopach – Damian dorzucił swoje. - Pocieszające – odparła z przekąsem, ale nie mogła powstrzymać uśmiechu. Posilili się kawą z orkiszu, którą uwielbiała i zajęli naładowane pojazdy. Z górki powinno pójść łatwiej i szybciej. Bezimienny przewidywał, że za cztery godziny będą nad rzeką, która swój bieg zaczynała pomiędzy szczytami, które właśnie przejeżdżali. - Miniemy po kolei Punkty Pomarańczowy i Żółty – powiedział. – Problemem jest brak stacji ładujących w odpowiednich odstępach. Starsi tych Punktów są dość mocno zacofani i nie życzą sobie rozwijać swych wiosek. Myślą, że jeśli nie będą do nich wprowadzać ulepszeń technologicznych, to ominie ich całe zło świata. Henryk nie bardzo lubi odwiedzać te tereny. Idę zaskoczyła ta osobista wzmianka na temat jej ojca. Chciała do niej nawiązać, ale Bezimienny szybko ruszył w dół zbocza. Las stanowił granicę między Punktami Żółtym i Pomarańczowym. Przez pierwszy przejechali bez problemów, zupełnie anonimowo, jak ich przewodnik. Pod lasem wymienili jednoślady i wjechali na teren Pomarańczowych, który miał ich poprowadzić nad samą rzekę. Ida wyraźnie czuła wilgoć, która nasyciła powietrze. W pewnym momencie pojazdy, jeden po drugim, wytraciły energię. - Cholera! – Kiljan rozglądał się w poszukiwaniu stacji ładującej. - Nic nie znajdziesz, trzeba iść pieszo – Bezimienny zarzucił…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%