Romans · 8 min czytania
Pure Emotions - Chapter 1
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Szmer klasy stawał się coraz bardziej uciążliwy, nie mniej jednak nauczyciel siedzący za biurkiem nic sobie z tego nie robił. W momencie, gdy już trzeci raz głośno padało imię jakiegoś chłopaka nawoływanego z końca sali, profesor podnosił kubek z gorącą mazią. Nie wiem jednak czy była to kawa, czy herbata. Cierpliwość nauczyciela skończyła się rychło, wraz z napojem. - Klaso – zaczął stanowczym, charakterystycznym dla siebie tonem. – Klaso, proszę o skupienie. I nic. Wyraźnie nie dotarło do wszystkich, chociaż poniektórzy już zajęli swoje oficjalne miejsca w szkolnych ławach. Zatem profesor wstał, zakomunikował tym samym wszystkim, iż on również znajduje się w tej sali. Chaos zrobił się łagodniejszy. - Moi drodzy, proszę, zajmijcie już swoje miejsca – wykonał nieczytelny ruch dłonią i znowu usiadł na profesorskim krześle. W podobnym celu Karol podniósł się z miejsca na końcu sali, gdyż niestety nie należało ono do niego, i ruszył kilka kroków przed siebie osiągając w końcu swoje. Zajął miejsce w ławce środkowego rzędu przysiadłszy się do kolegi, który wciąż grzebał w plecaku. Paliła mu się w oczach chęć odnalezienia czegoś nieistniejącego. Do tej pory na blacie wylądowało wszystko, jednak żadna z tych rzeczy nie miała wiele wspólnego z zapotrzebowaniem na obecną lekcję. - Marcel? – głos Karola miał wywabić drugiego z chłopaków z amoku poszukiwań. Co prawda udało mu się to, co więcej ów Marcel nawet raczył spojrzeć na Karola, jednak wciąż w jego oczach iskrzył się niegroźny dla otoczenia obłęd. - Wszystko w porządku? - Szukam mojego zeszytu od matmy. - Yy... po co? Przecież mamy polski. - Boże! – jęknął i skończył poszukiwania rozpaczliwym gestem walnięcia czołem o ławkę. Po chwili jednak uniósł ją równie szybko i wypuścił powietrze z płuc- A, to dobrze. Polskiego i tak nie mam... Choć znajomość Marcela zaczynała już swój trzeci rok trwania, to Karol i tak potrząsnął głową w oznace ciągłego niezrozumienia przewrotności kolegi. Sam zaś sięgnął po swój by przejrzeć ostatnie notatki – tak też wygląda w ogóle przygotowanie na lekcję. Modernistyczne pojęcia wciąż pulsowały nowością. Karol przez chwilę się zastanawiał czy na pewno jest w odpowiednim miejscu, w odpowiednim czasie. Niestety przekonał się, że tak, po tym jak nauczyciel sprawdził obecność, a na liście było i jego nazwisko. - Sprawdziłem wasze prace – nagle zabrzmiał głos profesora. - Nie... – odpowiedział chór zrezygnowanych maturzystów. Nauczyciel tylko potrząsnął głowę jakby przytakiwał nieistniejącej postaci i wyciągnął gruby plik papierów ze swojej tajemniczej teczki. W wywoływaniu kolejnych osób do podejścia do biurka nie było niczego porywającego. Wręcz przeciwnie, im dłużej to trwało, tym bardziej nerwowa stawała się reszta nieobdarowanej jeszcze klasy. Karol siedział prosto, z łokciami opartymi o ławkę, trzymając podwójną kartkę formatu A4 w dłoniach. Wpatrywał się w czerwone znaczki jakby zaraz miał odkryć przyczynę swojego niepowodzenia. Zmrużył oczy i wciąż nie mógł pojąć zaistniałej sytuacji. - Co dostałeś? – Marcel niemal wepchnął twarz w pracę kolegi. - Nie widać? – odsunął się do tyłu szukając wynagrodzenia za miejsce, które zabrał Marcel wpychając się swoim zarośniętym brązowymi włosami łbem. – A ty? - Nic – odparł kładąc palec wskazujący na usta – Ale cii... Nie oddałem pracy! - Natan... – głos profesora rozbiegł się po sali. Karol poczuł jak za jego plecami wstaje młody mężczyzna, przybiera bardziej wyprostowaną postawę i rusza do przodu. Kiedy Natan przechodził obok ławki Marcela i Karola, ci utkwili wzrok już tylko na nim. Pierwszy z nich zdradzał bardziej skupienie niż niechęć, która zaś pojawiła się w spojrzeniu Karola. - Gratuluję, bardzo dobra praca... – nauczyciel mówił niemal szeptem, ale w skupieniu można było usłyszeć rozmyte w zamieszaniu słowa. Czarno-włosy chłopak jedynie wyciągnął dłoń po swoją kartkę i skinął głową w geście podziękowania. Rzucił na nią wzrokiem i…