Romans · 8 min czytania
Pure Emotions - Chapter 11
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Karol z trudem próbował podnieść ciężkie powieki. Poranki po imprezach zwykle gwarantowały takie niedogodności. Poczuł sztywne mięśnie i szum w głowie. Z przykrością stwierdził, że ma jako takiego kaca. Zastanawiał się, która jest godzina i czy już czas doprowadzić się do jakiegoś stanu używalności. Odruchowo odchylił głowę i skierował spojrzenie na parapet, gdzie stał jego wiekowy budzik. Ku jego zaskoczeniu budzika tam nie było. Więcej! Nawet parapetu tam nie było. Krótki szok impulsywnie posadził Karola na łóżku. I wszystko stało się jasne. Nie był u siebie. Przez chwilę zmusił się, aby posklejać w głowie cząstki obrazów, które zapamiętał ze wczorajszego wieczoru. Jak do tej pory potrafił tylko ustalić, że spał niemal na krawędzi cudzego łóżka. Machinalnie przesunął się do środka by przybrać lepszą pozycję do kontemplacji i tym samy odkrył, że ktoś koło niego cały czas spał. Jakie ktoś? To Natan był! Z łatwością rozpoznał jego czarną czuprynę wystającą spod kołdry. Boże... – jęknął Karol przecierając senne oczy. Chyba powoli zaczęło do niego docierać, w jakiej sytuacji się znalazł. Nic racjonalnego nie przychodziło mu do głowy. Nie wiedząc, co począć siedział nadal na łóżku i patrzył się przed siebie ze zrezygnowaną miną. W tym samym momencie Natan zaczął się wiercić i wyglądało na to, że i on się przebudził. Wystawił twarz spod kołdry i przymrożonymi oczętami wybadał, co dzieje się poza granicami jego senności. - Karol, idź spać, jest jeszcze wcześnie – mruknął spokojnym tonem, zupełnie jakby nic się nie stało. Zanim blondyn zdążył zareagować i wyrzucić mu, że „po tym wszystkim” ten ma mu tylko tyle do powiedzenia Natan znów przymrużył oczy i wtulił się w swoją poduszkę. Karol wyobraził sobie jak bierze swoją i dusi go nią w ataku złości, którzy rzeczywiście zaczynał w nim rosnąć. Jednak wiedział, że tym samym nie dowie się jakim cudem znalazł się z nim w łóżku. Najpierw obowiązki, potem przyjemności – zdecydował. I nie przeszkadzało mu, że Natan niemal ponownie zasnął. Zaczął go szturchać na tyle mocno, by mieć pewność, że się rozbudzi. - Nie spij! - Ej, weź, pojebało cię? – jęknął wzbudzony Natan. - Wstawaj! Co tu się dzieje? - Czy ty zawsze jesteś taki upierdliwy z rana? Jezu... Leżąc nadal otarł twarz dłońmi i uniósł się lekko podpierając się ramionami. Pofatygował się nawet, żeby spojrzeć na towarzysza. - Dlaczego z tobą spałem? Co ja tu w ogóle robię? – pytał gorączkowo Karol. Natan westchnięciem skomentował zdezorientowanie jasnowłosego. - Nie pamiętasz? – zaczął spokojnie – Błagałeś, żebyśmy do mnie poszli. Bardzo chciałeś ze mną spać. - Co?! Ale brunet się tylko roześmiał. Oczywiście, kiedy Karol się zorientował, nie podzielał jego entuzjazmu. Bardziej go to zirytowało, że Natan musiał kontynuować swoje niepoprawne żarty nawet w takiej chwili. - To nie jest, kurwa, śmieszne! – protestował – Przestań! - Ty naprawdę nic nie pamiętasz... – rzekł ciemnowłosy, kiedy przerwał śmiech. - Czy pytałbym, gdybym pamiętał? Boże, ale ty głupi jesteś... - Ojej, Karol, Karol – westchnął Natan siadając na łóżku – Zero wdzięczności. Odchylił kołdrę i wstał z łóżka. Z radością podniósł ręce i rozciągnął mięśnie. Przy okazji blondyn odnotował, że ten spał chociaż w bieliźnie. Sam stwierdził jedynie brak spodni, ale już nie chciał wiedzieć kto mu je zdjął. Natan podszedł do swojej szafy i wyjął z niej szlafrok. Zarzucił go na siebie, po czym podszedł do biurka. Wziął do ręki komórkę, aby zobaczyć, która rzeczywiście była godzina. Wyświetlacz odnotował 3 nieodebrane połączenia – Marcel. Wykasował. Było po dziewiątej. Karol, co dziwne, siedział nadal posłusznie na łóżku i obserwował jak nieskrępowany Natan wykonuje wszystkie czynności jak gdyby nigdy nic. Miał właśnie o sobie przypomnieć, kiedy brunet znowu zwrócił uwagę na jego obecność. - Wyglądasz strasznie. Pójdę, zrobię ci kawy. - Ale, ale... ja nie pijam kawy! – przez głos Karola wydostawała