Romans · 19 min czytania
Pure Emotions - Chapter 12
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Po kilku dniach już nawet nikt nie pamiętał, że jeszcze niedawno bawili się na urodzinach Amelii. I nie o to chodziło, że było źle. Niestety, nieważne jak udana może być zabawa, konfrontacja z rzeczywistością ma swoją niezłomną siłę. Naszych bohaterów gryzło jeszcze coś prócz codzienności. Każde z nich wydawało się mieć coś na sumieniu, a przynajmniej coś, co wtrącało ich momentami w melancholię. Lekcja. Lekcja za lekcją. Szkolne życie bywało męczące. Zdawało się wysysać soki witalne, zabierać zdolność dostrzegania kolorów. Albo bardzo chcieli, żeby to ono było tego wszystkiego powodem. Jakby obawiając się innych przyczyn. Natan nigdy nie miał problemów ze skupieniem się na lekcji, z samymi lekcjami też ich nie miał. Jednak raczej była to zasługa bystrości umysłu niż jakiejkolwiek nadgorliwości. Lecz tym razem jego myśli krążyły znacznie dalej niż w obrębie klasy. Ślepo patrzył w jakiś wyimaginowany punkt. Czasami wracał na ziemię, bo ktoś coś głośniej powiedział bądź się zaśmiał. W kategorii tych śmiejących się najczęściej był Marcel. Wtedy to Natan skupiał wzrok na dłuższą chwilę nad parą siedzącą dwie ławki przed nim samym. Wiecznie ruchoma głowa z brązowymi lokami miała dodatkową, nieprzerywaną funkcję gadatliwości. Przez lata nauki Marcel wypracował technikę, aby nauczyciele nie zwracali na niego uwagę. Albo po prostu już nie mieli z czasem na to siły. Karol, dzieląc z nim ławkę, stawał się wtedy mimowolną ofiarą wszystkich anegdotek, żartów, komentarzy i wszystkiego, co wpadło Marcelowi do głowy, a wtedy od razu materializowało się słowem. Natan z chęcią obserwował tych dwoje. Czasem wyłapał słowa szatyna, ale zawsze wydawały mu się zabawniejsze reakcje Karola. A były przeróżne jak wielorakie były odezwy Marcela. Jednak najbardziej podobało się Natanowi śmiech Karola, a także te sytuacje, kiedy był zdegustowany i próbował uspokoić kolegę. Niestety „zamknij się debilu” nigdy nie skutkowało. Sycenie się komicznymi sytuacjami z Karolem i Marcelem w roli głównej było tylko przykrywką. Częstotliwość spoglądania na blondyna wynikała raczej z tego, że ostatnio Natan bardzo intensywnie o nim myślał. Intensywniej niż dotąd. Nie mógł sobie wybaczyć tego, że chłopak zapomniał tamten wieczór. Obwiniał siebie, oczywiście. A zarzutów przeciwko sobie miał tysiące. Najlepiej powodziło się temu o niepoprawnym „wykorzystaniu” ululania Karola, co teraz miało się mścić. Niedorzeczny był to zarzut. Natanowi przez myśl nie przeszło jakiekolwiek „wykorzystanie sytuacji”. Jednak się przed sobą nie bronił. Myśli o tym wszystkim były o tyle uciążliwe, że Natan był zdolny zapytać Karola czy coś sobie przypomniał. Pomyślał nawet o ewentualnym wyjaśnieniu, o czym przede wszystkim jasnowłosy chłopak powinien pamiętać. Ostatnią racjonalną rzeczą, o jakiej myślał Natan na końcowej lekcji, był dzwonek. Wyczekiwał go z niecierpliwością. Ułożył sobie w głowie plan, że wraz z nim zatrzyma Karola na słówko i dojdzie z nim do jakiegoś porozumienia. To jest, powie mu o wszystkim. Wszystkim. Kiedy upragniona melodia rozrywała mu nerwy niemal poczuł ulgę. Ale dalej starał się zachowywać naturalnie. Słynął z tego, że rzadko zdradzał emocje publiczności. Powoli sala wypróżniała się i już był gotowy by powoli udać się za celem, kiedy niespodziewanie podszedł do niego nauczyciel i poprosić o naprawdę krótkie pozostanie w klasie. Oczywiście został, ale przeklinał w myślach każdą sekundę spędzoną w klasie. W końcu wydostał się stamtąd. Było już trochę po dzwonku i był niemal przekonany, że Karol w tym czasie wyszedł ze szkoły i udał się w swoją stronę. Na holu było już cicho i prawie pusto. Ktoś co chwilę kręcił się tutaj aby zaraz opuścić z podświadomą radością ten budynek. Dla pewności Natan zszedł jeszcze to szatni. Głupi ma zawsze szczęście – pomyślał z satysfakcją, kiedy zastał tam Karola, który grzebał w swojej szafce. Jak gdyby nigdy nic podszedł do niego. Blondyn kątem oka zauważył zbliżającą się postać, mimo to nie oderwał się od swojego przyziemnego zajęcia. Natan nie wiedział jak zacząć. - Jeszcze tutaj? - No – rzucił od niechcenia zajęty chłopak. Wstrętna cisza denerwowała bruneta. Podszedł bliżej i oparł się o jedną z szafek. Jakby przyjmował pozycję. - I co przypomniałeś sobie coś od tamtej pory jeszcze? Karol się zawahał, jakby musiał wyszukać odpowiednią odpowiedź. - Nie.. nie. Nic nowego. Pamiętam tylko to, co wcześniej i to, co mi powiedziałeś. - A co z Amelią? - Mam wrażenie, że rozmawiamy o niej częściej, od kiedy mieliśmy właśnie nie rozmawiać. - Wiem, wiem... Ale pogodziłeś się z nią w końcu? - Nie, nie rozmawiałam z nią jeszcze nawet. Rozmowa krępowała ich obydwu coraz bardziej, mimo to tkwili w niej mocniej. Nieokreślona ciężkość słów i myśli nie odstraszyła ich i nie zmusiła do żadnej ucieczki. Jedynie milczenie czasem dawało o sobie znać, ale Natan stanowczo próbował z nią walczyć. Postanowił, że rozwiąże ten problem zwyczajnie doprowadzając rozmowę do końca, do sedna. - Wiem, że nie chcesz rozmawiać o Amelii – zaczął, patrząc gdzieś na bok – Ale jeszcze raz muszę poruszyć jej temat. Chociaż ostatni raz... Karol stał posłusznie i oczekiwał kolejnych słów. - Pamiętasz, kiedy przyszedłeś do mnie po kartkę? Powiedziałem ci wtedy, że ludzie powinni zwyczajnie mówić innym o tym, że im zależy... Że powinniśmy stawiać wszystko jasno. Blondyn nawet nie drgnął. - Nie chcę wyjść na hipokrytę, Karolu – ciągnął dalej Natan – Wierzę w to, co ci wtedy powiedziałem i dlatego... I dlatego, jeżeli dalej nie jest dla ciebie jasne, że mi na tobie zależy to mówię ci to. Zależy mi. Choć głos bruneta był spokojny i stonowany, to sam czuł ich nieznośną ciężkość. Ale był przekonany o ich słuszności i z każdym słowem czuł napływającą ulgę, choć najgorsze było jeszcze przed nim. - Chciałem mieć pewność. Możesz nie pamiętać, jak pocałowałem cię w sobotę. Z boku wyglądało to jakby Natan mówił do ściany. Karol ani się ruszył, ani nie odezwał słowem podczas monologu bruneta. Jednak w środku blondynem rzucały emocje, coś zacisnęło jego gardło i trącało sercem. Tym samym nawet nie mógł się drgnąć. - To wszystko, co chciałem ci powiedzieć... – mruknął Natan. Po tej spowiedzi odwrócił się i odszedł, nie czekając na żadną reakcję. Może nie zyskał niczego, ale odchodził stamtąd z lekkością, której brakowało mu od już pewnego czasu. Niepewność była już męcząca. Dlatego też nigdy nie lubił skrywać pragnień. I może nie znalazł się teraz w wymarzonej sytuacji, ale było lepiej. Niech będzie, co ma być – pomyślał. Wyszedł z budynku szkoły i na chwilę przestał o wszystkim myśleć, aby bardziej skupić się na tym, w którą stronę teraz pójść. Zimne powietrze otrzeźwiało umysł, a szczypanie w policzki rozwiało melancholię. Opatulił się płaszczem i ruszył przed siebie lunatycznym krokiem, starając się nie myśleć zupełnie o niczym. - Natan! Nagle usłyszał za sobą nawoływanie jego imienia. Zatrzymał się i odwrócił by przyjrzeć się osobie, która krzyknęła jego imię, choć z łatwością rozpoznał właściciela tego głosu. Karol wybiegł ze szkoły jak poparzony. Ruszył żwawym krokiem w pościgu za Natanem. Ale brunet stał w miejscu i czekał na niego, kiedy tylko wiedział, że za nim idzie. - Zaczekaj... – Karol rzucił jeszcze dla pewności, kiedy się zbliżył. Stanął przed brunetem i przez chwilę łapał oddech. Bieganie po szkolnych schodach i korytarzach było nie lada wyczynem. Co więcej, chwilę mu zajęło, żeby się zdecydować no to, co zrobił. Natan czekał cierpliwie aż Karol wyprostuje się, złapie oddech i nabierze odwagi na słowa, które może nie za bardzo chciał, ale zamierzał powiedzieć. Blondyn próbował spojrzeć mu w oczy, ale nie pomagało. Wciąż dziwne uczucia go krępowały, ale było już za późno na odwrócenie się na pięcie i odejście. - Ja to pamiętam... – zaczął niepewnie – Pamiętałem o tym od samego początku. Natan, tak jak cały czas uważnie patrzył na swojego towarzysza, przymrużył teraz oczy. Nie krył zaskoczenia. - Dlaczego mi o tym nie powiedziałeś? - Bo nie było takiej potrzeby. Z resztą... – westchnął – To nie jest dla mnie łatwe. Ciężko mi o tym myśleć, co dopiero o tym rozmawiać... Natan uśmiechnął się mimowolnie. Karol bywał czasem naprawdę rozbrajający. - Ciężko? Ale dlaczego? - Bo, bo... – blondyn zdążył się zarumienić – Bo się wstydzę... - Czarli, akurat przede mną nie powinieneś się wstydzić. Chyba nie muszę ci przypominać, ze ja też tam byłem. Co więcej! To ja cię pocałowałem – brunet miał coraz weselszy ton. - Oj tak... – burknął – Tylko to nie jest łatwe! To dla mnie zupełnie nowa sytuacja! Sam nie wiem, co mam o tym myśleć... Karol wyglądał na naprawdę zagubionego. Rozbawiony Natan podszedł do niego i mruknął prosto w twarz z serdecznym uśmiechem na twarzy: - Nie myśl. Oczywiście nie usatysfakcjonowało to blondyna. Nadymał tylko policzki i już miał kontynuować swoje żalenia, kiedy Natan odwrócił się od niego. - Chodź Czarli. Idziemy do domu – rzucił i ruszył przed siebie. Karol nie miał innego wyboru jak dołączyć się do bruneta.
~ ~ ~
Natan szedł z Karolem aż do samego końca. Wkrótce znaleźli się na osiedlu, gdzie mieszkał blondyn. Stali przed jego blokiem i już Natan miał się z nim pożegnać, kiedy blondyn wyprzedził jego słowa.…