Romans · 7 min czytania
Pure Emotions - Chapter 5
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Karol od dłuższej chwili siedział w kawiarni. Nerwowo zerkał na zegarek oraz na pustoszejącą filiżankę kawy. Czekał na Amelię zastanawiając się jak duże, ostatecznie, będzie jej spóźnienie. Analizował każdy dźwięk otwierających się drzwi, w końcu otworzyła je ta, której wyczekiwał. - Przepraszam, mam nadzieje, że nie czekasz na mnie długo – przepraszała go z uśmiechem, kiedy zdejmowała płaszcz przy ich stoliku. - Nie – skłamał – Nie aż tak długo. Wstał by pomóc jej się rozebrać, choć było to zbędne. Usiedli i w końcu mogli zamówić coś dla spóźnialskiej. Amelia zażyczyła sobie herbatę i lody. - Uciekł mi autobus i musiałam chwilkę zaczekać na następny. - Nic się nie stało. Akurat tego doświadczył chyba każdy z nas. - Ale ze mnie gapa... – zaśmiała się w duchu. Oczywiście jemu to nie przeszkadzało. Wszystko w tej dziewczynie wywoływało w nim dreszcz zadowolenia. Nie wyobrażał sobie lepszej sytuacji na stan obecny. Siedzieli sobie we dwójkę w przytulnej kawiarni, nikt im nie przeszkadzał. Choć byli tutaj również inni goście, to nie stanowili żadnego zakłócenia dla ich spotkania. Na reszcie udało się Karolowi namówić dziewczynę, choć na spotkanie przy filiżance kawy, więc postanowił się rozkoszować swoim sukcesem bez żadnych ograniczeń. Nawet rozmowy szły im dość gładko. Od słowa do słowa, mijał czas.
- Nie za zimno na rower? Natan próbował schronić dłonie przed chłodem w kieszeniach płaszcza. - Skąd. Właśnie powinienem korzystać z ostatnich ładnych dni. - Mam wrażenie, że jesteś tu codziennie. Rozejrzał się dookoła. Na wszystkich drzewach liście pożółkły i powoli przenosiły się na chodnik. Siedział na ławce obserwując jak Marcel robi pożytek ze swojej zabawki. Nigdy nie fascynowało go ryzykowanie całości kręgosłupa na rampie, ale z ciekawością przyglądał się Marcelowi. - Kiedyś się na tym zabijesz – zwrócił się do kolegi, który po momencie podjechał do ławki. - Czyżbyś się o mnie troszczył? - Raczej myślę, kto cię będzie musiał zeskrobać z tej rampy. Mam najbliżej. - Wolisz, żebym był cały? – uśmiechnął się przekornie. - Zaś w moim przypadku chyba wystarczą ci kolana... – zażartował. - Nie miałem okazji na więcej. Marcel dosiadł się do Natana. - Byłeś zbyt pijany na więcej – poprawił go. - Obiecuję się poprawić następnym razem! - Kto ci powiedział, że będzie następny raz? – roześmiał się Natan. - Oj, już nie zgrywaj takiego niedostępnego... - No, po twojej osiemnastce już wszyscy wiedzą, że taki nie jestem... - Nie wszyscy... tylko Karol. - Masz na myśli moment jak położyłeś mi rękę na kolanie, czy to jak zobaczył nas razem w sypialni? - Co?! – Marcel był wyraźnie zaskoczony nowymi faktami z soboty. W odpowiedzi Natan roześmiał się tylko całym głosem. - Czemu tego nie pamiętam? – dopytywał go. - Bo już wtedy spałeś? - To ty zaprowadziłeś mnie do sypialni? A już myślałem, że jednak... - A kto inny...? - To co tam robił Karol? - Zabawiał się ze mną – odparł Natan. - To nie jest śmieszne! Może i dla Marcela nie, jednak Natan w dalszym ciągu miał dobry ubaw ze skróconej pamięci solenizanta. - Pff... jego na pewno by to tak nie bawiło – dodał Marcel. - Cóż, nie wie co traci... – odparł Natan, wstając z ławki. - Już idziesz? - Idę. Ty sobie pohasaj na rowerku, mi się już zimno robi.
- Karol, to naprawdę miłe, ale... - Amelia, nie daj się prosić – jasnowłosy przerwał zakłopotanej dziewczynie.