Romans · 11 min czytania
Pure Emotions - Chapter 7
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Niepostrzeżenie przyszedł weekend. Niewielka to ulga zważając, iż to tylko dwa dni wątpliwego lenistwa. Czas dnia sobotniego leciał powoli, ale wieczór przyszedł szybko. A może to tylko coraz prędzej robiło się ciemno? Nikt nie interesował się tym, po prostu tak było. Ciemność wpadała przez okna i podkreślała obecność zapalonej lampki. Zimno było na zewnątrz, na pewno, Karol czuł to niemal w kościach. Nie wychylił dziś nosa za drzwi. Teraz leżał na kanapie z wyciągniętymi nogami, balansując miedzy oglądaniem telewizji a sennym przymykaniem powiek. Może byłby teraz gdzie indziej, gdyby nie niezdarność Marcela, gdyby nie jego ofiary sposobu na życie. Naglę poczuł ukłucie szpilki w całym swoim ciele. To dźwięk dzwonka wywołał w nim natychmiastową, niezbyt entuzjastyczną reakcję. Mozolnie zmusił się do pozycji przynajmniej siedzącej, przez chwilę pomyślał, że może przedłużające się czekanie na otwarcie drzwi odstraszy delikwenta. W końcu jednak sam do nich dotarł. Przekręcił zamek, nacisnął klamkę i pociągnął drzwi do siebie. - Niech cię szlag. Karol nie krył poirytowania, gdy gościem okazał się Natan. - No, mnie ciebie też miło widzieć – uśmiechnął się w odpowiedzi, chyba przyzwyczaił się do reakcji Karola na jego osobę. - Zwariowałeś? Co ty tu robisz? – burczał Karol pocierając dłonią oczy jakby chciał tym samym odpędzić senność. - Przechodziłem obok... - Błagam, daruj mi takie tanie teksty. - Spałeś, wyglądasz jakby cię ktoś wypluł. - Dzięki. Do rzeczy Natan, do rzeczy... - Obudziłeś się chyba z brakiem dobrych manier, wypadałoby mnie zaprosić do środka. - Och, wejdź. Karol zamknął drzwi i oboje przeszli do mieszkania. Natan posłusznie poszedł za gospodarzem do dużego pokoju. - Jesteś sam w domu? - Tak – burknął Karol. - No, mogłeś dać znać – uśmiechnął się chytrze – Przyniósłbym jakieś dobre wino. - Przyszedłeś mi to zakomunikować? – blondyn usiadł na sofie tracąc cierpliwość. - Masz moją książkę – odpowiedział spokojnie. - Aha – mruknął lekko zdezorientowany Karol. Wstał z kanapy, na którą niepotrzebnie przed chwilą usiadł i pomaszerował do swojego pokoju, zostawiając gościa w salonie. Kiedy znalazł się u siebie stwierdził, że oddanie książki Natanowi nie będzie znowu takie proste. Pokój był totalnie zagracony i można było odnieść wrażenie, że nic z jego rzeczy nie było na swoim miejscu. Podejrzewał, gdzie mógł odłożyć ów podręcznik, podejrzewał... Kucając wertował półkę, na której znajdowały się tylko książki. - Ta nie, ta nie... – komentował kolejne pozycje i odkładał je na bok, robiąc przy tym jeszcze większy bałagan. Nawet nie zorientował się, kiedy Natan pojawił się w progu jego królestwa. - Jesteś pewny, że ją jeszcze masz? – odezwał się po chwili. Karol odwrócił głowę w stronę mówiącego z nieco zagubioną miną. - Mam ją na pewno! Wczoraj nawet miałem ją w rękach – odpowiedział pewniejszym głosem snując palcami po grzbietach książek, które jeszcze były na półce. Natan rozejrzał się po pomieszczeniu, uśmiechnął się rozbawiony bałaganiarstwem Karola. - Nawet sympatycznie sobie żyjesz – skomentował. - Daruj... – burknął Karol. - Czarlie, sam się kiedyś tu zgubisz. Natan ostrożnie postawił krok przed siebie. Podszedł do wciąż klęczącego poszukiwacza zagubionej książki, ale niestety nie wpadł na to, jakby mu pomóc. W tym samym momencie Karol podniósł się z kolan. Już mu miał zwrócić uwagę, żeby tak na niego nie mówił, ale powiedział: - Wiesz, może ci ją po prostu przyniosę do szkoły. Do tej pory na pewno ją znajdę. - Czarlie, nie chcę cię martwić, ale w poniedziałek mamy sprawdzian z WOSu i nie mam się z czego nauczyć. - Co!? Jaki sprawdzian? – Karol nie krył zaskoczenia. Natan tylko głośno westchnął. Tak przypuszczał, że blondas zapomniał o WOSie. - Doprawdy, Czarlie – zaczął podniosłym tonem – Coś więcej przepadło w tym syfie. - Goń się – burknął. - Nie wyjdę stąd bez mojego podręcznika – oznajmił. - Świetnie, tak jakby cię tu ktoś zapraszał. - Szukaj. Karol nie miał większego wyboru. Znowu rozejrzał się po regałach, szukając znajomej okładki podręcznika. Tym czasem Natan nie pozwolił sobie dalej bezsensownie stać i usiadł na, co prawda chaotycznie, ale pościelonym łóżku. Ku jego zaskoczeniu łóżko okazało się podejrzanie twarde, co więcej wpijało mu się w zadek. Nie pozostał obojętny tym odczuciom i postanowił sprawdzić przyczynę tego niekomfortu. - No proszę. Karol zaprzestał poszukiwań kiedy usłyszał słowa towarzysza. Odwrócił się do siedzącego Natana i oto zobaczył jak ten trzyma w dłoniach upragnioną książkę. - Spałeś z moją książką? – roześmiał się czarnowłosy – No, no Karolku, robimy postępy. - Ja pierdolę... – Karol nie potrafił znaleźć innych słów na sugestie Natana. Było wiadomo, że bruneta bawiły zażenowania i zabawne reakcje Karola, co z resztą teraz okazywał. Siedział dalej na łóżku bardzo zadowolony z komizmu sytuacji. - Dobra, masz ją, to możesz już iść! - Wiesz, nie zaproponujesz mi herbaty, albo czegoś w tym guście? - Nie, robię koszmarną herbatę, przepalam wodę. - O, widzisz – mruknął wstając z łóżka – To się świetnie