Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Romans · 7 min czytania

Pure Emotions - Prolog

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Czym się różni ten dzień od innych? A od wczorajszego? A czym się będzie różnic od jutrzejszego? Za oknem autobusu zawsze leciała ta sama taśma. Bank, budynki mieszkalne, osiedle domków jednorodzinnych, osiedle mieszkalne, centrum handlowe, skrzyżowanie [tutaj zawsze ta przeklęta maszyna stała dłużej],znowu jakiś bank czy urząd, rondo, centrum, przystanek. Karol znał ten układ na pamięć, każdy zakręt, każdy kąt światła padającego do środka, który zmieniał się wraz ze zmianą pozycji autobusu. Czy fascynowało go jego obycie z tym zjawiskiem? Nie. Rzygał tym. Była siódma godzina, minut czterdzieści jeden rano i wszyscy, ale to dosłownie wszyscy musieli o tej godzinie jechać ‘ósemką”. „Niech to szlag” – przeklinał w myślach każdy przystanek, i każdą chmarę uczniów i pseudo-uczniów, jak i tych, którzy zwyczajnie jechali do pracy. Po dwóch latach to była już jedynie rutyna, ale do dziś zastanawiał się jak to możliwe, że przy tylu przeciwnościach autobus zawsze był w wyznaczonym miejscu, o wyznaczonej porze, a Karol nigdy nie spóźnił się – o ile trafił wcześniej na przystanek na czas. Wysiadł razem ze stadem rozhukanych gimnazjalistów i licealistów podążających podobnym kierunkiem, co on. Jedyna dobra rzecz, która mogła mu się teraz przytrafić, to krótki spacer w piękną, jesienną pogodę. Przynajmniej próbował sobie wmówić, że ostatni odcinek drogi do szkoły – ten na piechotę – to spacer. A wszystko na to pozwalało. To była ta przyjemniejsza część miasta. Skrawki zieleni i drzewa solidnie wybijały się miedzy staromodne kamienice i uliczki zagospodarowane na stare miasto. Wcześnie otwarta piekarnia, którą chyba sam diabeł umieścił na karolowej drodze do szkoły, kusiła zapachami. Do tego bezchmurne niebo, przyjemny, lekki chłód, można było się zakochać w tym obrazku. I na pewno Karol zakochałby się, gdyby nierozerwalna z nim świadomość wędrówki pod jego liceum. Ów budynek może i byłby zdolny wywołać u was pozytywne reakcje, gdyż do najbrzydszych nie należał, ale jak już zapewne zdążyliście zauważyć naszego bohatera nie opuszczała niechęć do typowości porannych zdarzeń, zatem i do budynku jego ukochanej alma mater – szkoły, też nie. A pod nią grupki ludzi, młodych, z ideałami, jeszcze z ambicjami. Oczywiście losowo zdarzały się osoby witające kolegę z daleka. Odmachiwanie ręką czy skinięcia głową były równie nudnymi zabiegami jak i reszta, ale z czystego szacunku i sympatii powtarzał te gesty do znudzenia. Jak najprędzej chciał zniknąć w murach, aby uciec choć od tych, którzy stali na zewnątrz. Oczywiście w środku na pewno znowu kogoś spotka, ale mógł zaszyć się w tłumie, jako nierozpoznawalna szara masa. Po chwili widzieliśmy naszego bohatera jak mocował się ze swoją szafką. Chował coś, wrzucał do torby, mruczał pod nosem, a to litanię do planu lekcji, a to klął – ale tak, by tylko szafka jego wiedziała jak! Trzask drzwiczek oznaczał podsumowanie. Schował ciężki, grający wdzięcznie pęk kluczy i wycofał się z szeregu okupującego swoje szafki. Wcześniej oczywiście pozbył się kurtki i paradował po szkolnym korytarzu pod ubiorem dla niego typowym. Jeszcze tylko…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%