Filozofia · 5 min czytania
Puszcza
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 2
Obudziłem sie. Oczy łapią kolorowe plamy, powoli zalewa mnie ciemna zieleń. Stare pokrzywione drzewa, pomieszane gałęzie, splątane ze sobą w wielkim uścisku. Wydają się trwać tu od zawsze, milcząco obserwują chwile. Teraz patrzą na mnie. Chowam oczy, nie zniosę dłużej ich pytań. Przez zaciśnięte konary wdziera sie słonce, snopy światła wstrzeliwują sie w każda przestrzeń pozostawiona samą sobie. Miły ciepły promyk ogrzewa mi twarz. Uspokaja. Lekka mgła bez pospiechu podnosi się ze snu. Unosi ze sobą zapachy poranku. Zamyka pustkę nocy, pozwalała jej zregenerować siły. Budzi dzień.
Absolutna cisza powoli ustępowała zgiełkowi dnia. Niewidoczne dźwięki rozbrzmiewały z każdej strony. Ptaki nie zważając na nic wykrzykiwały swoje żądania we wszystkich kierunkach. Tak jak by liczyły na ich spełnienie. Stałem w tej awanturze z walką w sercu. Czy iść, gdzie kroki mnie zaniosą ? Czy zawrócić i odejść w ciszę ?
Krok.
Miękki mech uginał się pod moimi stopami. Teraz dopiero poczułem ten zapach. Mokry las, gdzie woda wniknęła w każdy zakamarek. Nabrzmiałe owoce pękały z cichym stęknięciem, wypełniając powietrze jeszcze słodszą wonią. Gorące liście wiły się na skraju zieleni, ale było tam coś jeszcze. Coś nieokreślonego. Nowego. Dla lasu nie było to żadne zaskoczenie. Jego nie da się niczym zaskoczyć, widział już wiele, być może wszystko. W milczeniu przyjmował wszelkie zacietrzewienia swoich mieszkańców. I buty obcych. W żadnej sytuacji nie protestował. Czasami tylko wydawał z siebie pomruk niezadowolenia. I stał dalej.
Część 22 / 2
Ale ten nowy zapach nie dawał mi spokoju. Pachniał niepokojąco. Otumaniony podążałem za nim. W głąb lasu.
Buty zapadały się w wilgotnej ziemi, drobne roślinki uciekały chroniąc swoje listki od ciężkich stóp. Powoli robiło się coraz chłodniej. Drzewa ustępowały.
Wyszedłem na wielka polane. Właściwie był to dalej ten sam las, tylko drzewa się z niego wycofały. Tutaj już nie miały nic do powiedzenia, zostały z tyłu. Tutaj rządził mech i małe oczka ukryte wśród traw.
Wszędzie pełno było piór, rożne barwy, kształty, wirowały w powietrzu. Cała polana wypełniona była…