Przygoda · 7 min czytania
Puszki
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
* - Wymieńmy ten stary złom. To się ma nazywać „zegar ratuszowy”? On ledwo działa, zatrzymuje się co najmniej dwa razy w miesiącu, a do tego jeszcze się spóźnia. I to ma być wizytówka miasta? Nowy elektroniczny zegar, to jest to, czego potrzebuje nasze miasto!- grzmiała pani prezydent Aneta Maich. - Ależ to przepiękny zegar, przedwojenny mechanizm. Teraz już takich nie robią! Gdyby go porządnie odrestaurować, działaby lepiej niż szwajcarski!- zripostował szybko pan Suchonimski, radny IV kadencji - Czy pan wie ile to by nas kosztowało! Zegar był już tematem obrad drugiej sesji rady miasta i wracał na nią niczym bumerang. Dlatego wszyscy byli żywiołowo zainteresowani jak najszybszym rozwiązaniem tej meczącej sprawy. Zwłaszcza, że robiło się już późno. - Zróbmy tak- zaczął radny Tymińki- jeśli jeszcze raz w tym miesiącu się zepsuje to wymienimy go na nowy, a jeśli nie to zostawimy i zbierzemy pieniądze na jego restauracje. Ta propozycja nie zadowoliła żadnej ze stron. Było to właściwie tylko czasowe rozwiązanie problemu to jeszcze dość kiepskie. Wszyscy jednak chętnie się na nie zgodzili. Była w końcu już prawie 16.00. Pani prezydent myślała o czekającym na nią w domu mężu, a pan Suchomiński o żonie czekającej z obiadem.
* Pan Staszek właśnie wyjmował kanapki z torby. Był strasznie głodny. Na dodatek ta nocna zmiana. Strasznie tego nie lubił, choć był motorniczym już od prawie 25 lat. Kochał tramwaje i to co robił, ale jazda nocą zawsze wydawał mu się dosyć niebezpieczna. Spojrzał na zegarek. Była dokładnie 23.50 - no to mam tylko 2 jazdy minuty do następnego przystanku, a planowo mam tam być o 24.00. Zdążę spokojnie zjeść, a potem w drogę- myślał w duchu gryząc smakowite kanapki z serem przygotowane wieczorem przez jego żonę. Uwielbiał tą krótką przerwę jaką zafundowali mu ludzie piszący rozkład jazdy, którzy zapewne przez pomyłkę wydłużyli czas przejazdu z przystanku na Kruczej do Ratusza. Ale nigdy nikomu nie zdradził tego błędu w obawie przed poprawą rozkładu i stratą w ten sposób czasu na małe co nie co, które przecież tak bardzo uwielbiał. * 23.50. Było ciemno. Na przystanku tramwajowym stała dziewczyna- Weronika, blondynka w niebieskiej sukience. Trzęsła się z zimna, bo choć zaczęło się już lato, to jednak wieczory były jeszcze dość chłodne. Dookoła nie było widać żywej duszy. Spojrzała na zegar ratuszowy stojący naprzeciwko - mam jeszcze 10 minut, czekania i marznięcia. –Cudownie!- pomyślała z ironią. Nagle ujrzała czterech rosłych mężczyzn idących w jej stronę. Przestraszyła się- spokojnie, zaraz na pewno nadjedzie tramwaj- próbowała uspokoić sama siebie. Tramwaj istotnie nadjechał, ale ona nigdy do niego nie wsiadła...
* - Ofiara Weronika Januszewska, czas zgonu około północy. Widać ślady pobicia, głębokie rany cięte, zadane nożem. Było ich kilku, minimum dwóch. Zgwałcona kilkakrotnie. Śmierć spowodował zapewne cios w tył głowy. Resztę wyjaśni nam sekcja- mówił wolno komisarz Kellman. -I do cholery, zabrać mi z stąd tych gapiów, to nie jest przedstawienie!
* 23.50. Jest ciemno. Na przystanku tramwajowym stoi dziewczyna- Aneta, brunetka w groszkowej sukience. Trzęsie się z zimna, bo choć zaczęło się już lato, to jednak wieczory są jeszcze dość…