Thriller · 49 min czytania
Pytia delficka
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
{b}Pytia delficka {/b}
Nikos obudził się tego ranka szczęśliwy i pełen energii do pracy. Budził się z tym uczuciem co poniedziałek. Sprawiała to świadomość, że ma przed sobą cały tydzień pracy. Cały tydzień, który może spędzić w swoim laboratorium. Nie żeby był specjalnie pracowity, po prostu miał to szczęście, że lubił to co robił. Był co prawda tylko asystentem i nie prowadził żadnych badań które mogłyby mu przynieść sławę, ale czuł że jest kimś. Miał pod sobą kilka osób niższego personelu, dostęp do specjalistycznej prasy, najnowocześniejszego sprzętu, krótko mówiąc mógł się rozwijać – a na tym przede wszystkim mu zależało. Nie przeszkadzało mu również to, że nie najlepiej zarabiał. Jego życiowa filozofia pozwalała mu nie przejmować się niedostatkami i ograniczeniami wynikającymi z braku gotówki. Uważał, że naprawdę szczęśliwi mogą być jedynie ludzie posiadający przeciętne środki finansowe. Aby czuć się szczęśliwym człowiek musi od czasu do czasu zaznać trochę luksusu. A jako luksus rozumiał wszystko to co było choć trochę lepsze od przeciętności. Dzięki temu, że Nikos był skromnym człowiekiem, mógł sobie raz czy dwa razy w tygodniu pozwolić na odrobinę ekstrawagancji. Czasem był to lepszy alkohol, czasem markowa koszula, kilka płyt, wynajęcie na weekend lepszego samochodu. Cały sekret tkwił w tym, aby te rzeczy nie spowszedniały. Gdyby pił codziennie dobre wino, to Cheteau w świąteczny wieczór nie sprawiało by mu aż takiej przyjemności. Na co dzień jeździł kilkuletnim volkswagenem polo, ale kiedy wyjeżdżał na weekend za miasto wypożyczonym Audi A6 to przez te kilka godzin czuł się jak Lord. Ludzie którzy na co dzień jadali w dobrych restauracjach, upijali się francuskimi winami, rozbijali w najdroższych samochodach, nie mieli szans na to aby zakosztować tego uczucia - luksus za bardzo im spowszedniał. Po pewnym czasie nawet homary, trufle czy kawior nie robiły na nich większego wrażenia jak kurczak po wietnamsku. W dodatku doskwierało im nieustanne uczucie strachu, strachu przed utratą majątku, strachu przed wizją życia na niższym poziomie. Badania naukowe zdawały się potwierdzać jego filozofię. To właśnie wśród najbogatszych ludzi odnotowuje się największą liczbę depresji i samobójstw. Oczywiście w nie lepszej sytuacji jak bogacze była biedota. Oni także nie mieli szans na szczęście. Nikos tak konsekwentnie trzymał się swoich zasad, że mimo skromnej pensji potrafił systematycznie dostarczać sobie przyjemności a do tego odłożyć sporą sumkę. I chociaż był samotnikiem stroniącym od ludzi, a jego życie było systematyczne, nudne i szare, on czuł się szczęśliwy. Tego dnia wyszedł trochę wcześniej aby wstąpić do marketu po czekoladki z likierem wiśniowym. Świętował w ten sposób początek każdego tygodnia. Wstydził się tej słabości, bo w przeciwieństwie do swojej przeciętnej pensji, jego waga plasowała się wysoko powyżej przeciętnej. Dlatego też zawsze skrzętnie ukrywał słodkości i zjadał je dopiero wtedy kiedy zostawał sam. Tego dnia dojazd do instytutu zabrał mu więcej czasu niż zazwyczaj. Jakiś sfrustrowany poniedziałkiem kierowca próbował wymusić pierwszeństwo i wjechał prosto pod ciężarówkę wypełnioną bańkami z olejem. Olej zamienił większą część ulicy w ślizgawkę, na której swoja drogę zakończyło jeszcze kilka aut. Kiedy w końcu dotarł do instytutu wszystkie dobre miejsca na parkingu były już zajęte. Jego marzeniem – a miał ich niewiele - było indywidualne miejsce parkingowe w pobliżu wejścia. Nikos nienawidził chodzić. Udało mu się wreszcie zaparkować w nowobudowanej części instytutu. Miał przed sobą dobre piętnaście minut marszu. Wysiadł z samochodu i rozejrzał się. Musiał przyznać, że nowe laboratoria robiły wrażenie. Jak do tej pory widywał je tylko z daleka. Nowoczesna architektura, przeszklone ściany, gustownie zaprojektowany teren wokół budynków. Tu i tam kręcili się jeszcze robotnicy. Jego uwagę zwróciła skrzynka na listy. Stara żeliwna, w angielskim stylu, zupełnie nie pasowała do otoczenia. Skrzynka była nieczynna. Została tam postawiona jako element dekoracyjny. Nie było na niej oznaczenia poczty ani godzin opróżniania, a jej drzwi były tylko przymknięte. - Dzień dobry Nikos, jak ci się podoba nasza inwestycja – usłyszał za sobą niski spokojny głos. - Dzień dobry panie dyrektorze, będziemy mieli wspaniałe laboratorium – zanim się odwrócił szybkim ruchem wrzucił czekoladki, które trzymał w ręce, do otwartej skrzynki. - Straszne dzisiaj korki – Nikos próbował tłumaczyć swoje spóźnienie, ale dyrektor wydawał się tego nie zauważać. - Tak, gdy zakończymy budowę i wyposażymy pracownie będziemy mieli czym się pochwalić. Dyrektor instytutu profesor Agis Giorgos, który właśnie przyszedł zobaczyć postępy w budowie, był człowiekiem niezwykle energicznym, z poczuciem humoru, lubiany przez większość pracowników. Jednak w Nikosie zawsze wzbudzał lęk. Mimo że w codziennych kontaktach z pracownikami Giorgios nie był bardziej protekcjonalny niż strażnik na portierni, Nikos w jego towarzystwie zawsze czuł się mały i usłużny. Giorgos zaskoczył go gdy przyglądał się skrzynce na listy, z pudełkiem czekoladek w ręku, 30 minut po czasie gdy powinien znaleźć się na stanowisku. I chociaż nic w jego głosie nie wskazywało na to aby miał jakiekolwiek pretensje do Nikosa, ten skulił się, pożegnał i szybko oddalił. Po pracy odczekał 30 minut dłużej niż zwykle, aby bez świadków odebrać swoje praliny. Gdy podchodził do skrzynki na parkingu zostało tylko kilka samochodów – prawdopodobnie pracowników ochrony zostających na noc oraz kliku wybitniejszych pracowników instytutu prowadzących badania często do późnej nocy. Gdy otworzył skrzynkę nie znalazł w niej czekoladek, leżała w niej natomiast koperta. Zaklejona bez adresu, bez znaczka. Nie mogła być to koperta z czasów gdy skrzynka pełniła jeszcze swoją usługową rolę, ponieważ wyglądała na całkiem nową. Schował ją do kieszeni i odjechał zastanawiając się kto mógł zabrać czekoladki i podrzucić kopertę. Dyrektor, robotnicy z budowy, a może kogoś zainteresowała ta niezwykła skrzynka i przypadkiem zajrzał do środka odkrywając jego sekret. Kiedy dotarł do domu postanowił, że zapomni o tym co się dzisiaj wydarzyło i resztę dnia spędzi tak jak lubił – kanapa, przekąski, kilka drinków. Rozsiadł się wygodnie i włączył lokalna stację radiową, która o tej porze nadawała wyłączni muzykę klasyczną. Nikos nie był melomanem, nie znał się na muzyce, ale muzyka klasyczna relaksowała go i wprawiała w dobry nastrój. Właśnie zbliżała się pora jego ulubionej audycji. Był to rodzaj kwizu gdzie między utworami prowadzący zadawał słuchaczom pytania z najróżniejszych dziedzin. Nikos lubił te kwizy gdyż na ogół znał odpowiedzi, co mile pieściło jego ego. Jednak rzadko decydował się zadzwonić. Robił to tylko wtedy gdy był pewny odpowiedzi na sto procent, a więc wtedy gdy zdarzały się pytania z zakresu fizyki czy chemii. Dzięki tym audycjom zdobył kilka radiowych gadżetów, książek i fajansowych kubków, które zajmowały honorowe miejsce w jego salonie. Po wypiciu kilku drinków i wysłuchaniu części koncertu e-moll Chopina poczuł się wreszcie zrelaksowany. W radiu rozpoczął się kolejny kwiz wiec Nikos uważnie wsłuchał się w głos prowadzącego. {i}„…Następne pytanie będzie dotyczyło naszej starej zielonej planety, oraz pewnego szacownego anglika. Kto jako pierwszy przeprowadził eksperyment znany pod nazwą ważenie ziemi”{/i}. Nikos chwycił słuchawkę a ponieważ był stałym słuchaczem wybrał numer zanim jeszcze spiker zdążył go podać. - {i}Kto się do nas dodzwonił.{/i} Przedstawiając się Nikos pomyślał, że ten dzień nie będzie jednak taki zły. - {i}A, więc słuchamy odpowiedzi.{/i} - Człowiekiem, który pierwszy zważył ziemię był oczywiście sir Isaac Newton. - {i}No…., niestety nie. Eksperyment ten przeprowadził w 1789 roku brytyjski naukowiec Henry Cavendish. Dziękujemy i do usłyszenia.{/i} Nikos był zaskoczony. Siedział na kanapie z słuchawką w ręku i zastanawiał się jak mógł popełnić taki głupi błąd. Dobrze pamiętał, że sam kiedyś wykonywał to doświadczenie z ołowianymi kulami i wagą skręceń. W zasadzie polegało ono nie na ważeniu ziemi – choć do dziś jest tak określane – a na wyznaczeniu stałej grawitacji. Dziwił się, że popełnił ten błąd, gdyż Cavendish był swego czasu jednym z jego ulubionych naukowców. I nie chodziło tu o jego naukowe osiągnięcia, a o jego charakter. Cavendish uchodził za samotnika i dziwaka stroniącego od ludzi, całkowicie pochłoniętego swoimi badaniami. Nikos lubił myśleć, że to cechy wybitnych naukowców co w zupełności usprawiedliwiałoby jego nieśmiałość, brak przyjaciół, brak dziewczyny, jego samotność. Jakiś czas później wyłączył radio i zszedł na dół do małej restauracji by zjeść coś przed snem. Rzadko jadał poza domem a jeżeli już to tylko w tej jednej knajpce. Nigdy nie bywał w barach czy pubach. Z natury nie lubił publicznych miejsc. Czuł się w nich spięty i nie na miejscu. Lokal, w którym jadał znajdował się niecałe 100 metrów od jego kamienicy i Nikos traktował go jako część swojego domostwa. Ale nawet tam nie zaprzyjaźnił się nawet z kelnerką. Ich stosunki były czysto zawodowe. Żadnego część co słychać, po prostu- co podać, proszę rachunek. Tego dnia zjadł obfitą kolację składającą się z jajek na bekonie, kilku grzanek, oliwek, sera i odrobiny kawy. Kiedy szukał portfela, z w wewnętrznej kieszeni marynarki wyciągnął kopertę. Wcześniej całkowicie o niej zapomniał. Otworzył ją bez specjalnej ciekawości. W środku była jedna złożona kartka papieru. Wyciągnął ją przeczytał, i uśmiechnął się. Na karetce odręcznym pismem wypisane było jedno nazwisko „CAVENDISCH”. Cóż za dziwaczny zbieg okoliczności. Zapłacił i powoli ruszył w drogę powrotną. Próbował rozkoszować się przyjemnym wieczorem, jednak myśli o tej dziwnej przesycenie dawały mu spokoju. Po co ktoś miałby pisać taką wiadomość. Po co ktoś wrzucił ją w nie zaadresowanej kopercie do nieczynnej skrzynki. Może ta wiadomość była przeznaczono właśnie dla niego. Ale z drugiej strony kto mógłby przypuszczać, nawet znając jego popołudniowe upodobania – a nikt ich nie znał, że gdy będzie słuchał radia padnie właśnie to pytanie i że on będzie chciał na nie odpowiedzieć. Jadąc następnego ranka do instytutu rozmyślał o doświadczeniu Cavendischa. Powrócił myślami do studenckich czasów. Przypomniał sobie zajęcia z fizyki klasycznej. Udało mu się wtedy osiągnąć bardzo precyzyjne wyniki. Ćwiczenie to, je jak zresztą wszystkie ćwiczenia w laboratorium, wykonywano w dwuosobowych grupach. Jemu w udziale przypadła najładniejsza i według Nikosa najsympatyczniejsza dziewczyna na roku. Pomimo swoje urody nigdy nie traktowała go z wyższością i gdyby tylko zaprosił ja na randkę na pewno by się zgodziła. Jednak znowu górę wzięła jego nieśmiałość i cała ta „obiecująca” znajomość skończyła się na tym, że Nikos opracowywał wyniki i był szczęśliwy że zechciała je od niego odpisać. Pomimo sercowych porażek miło wspominał studenckie lata. Mieszkał w uczelnianym kampusie, miał kilku znajomych, zawsze miał z kim porozmawiać, z kim oblać zaliczony rok, czy wyskoczyć na miasto. Nie były to co prawda przyjaźnie na całe życie ale zawsze coś. Gdy skończył studia wszystkie znajomości się skończyły, a jemu pozostały wieczory przy radiu i książkach. Do instytutu przyjechał o zwykłej dla siebie porze, to znaczy na długo przed większością pracowników, co zawsze pozwalało mu zaparkować stosunkowo niedaleko wejścia. Gdy wchodził do budynku przypadkiem spojrzał w kierunku rozbudowywanej części instytutu. Zobaczył ludzi pracujących na rusztowaniach przy wykańczaniu budynku, innych układających kostkę brukową jeszcze innych montujących uliczne latarnie. Na skraju stała samotnie czerwona skrzynka na listy. Znów po głowie zaczęły mu się snuć myśli, które zaległy się tam poprzedniego wieczora. Choć wcale nie chciał o tym myśleć, zastanawiał się skąd się wzięła koperta i czy rzeczywiście była skierowana do niego. Myśli te powracały na tyle natarczywie, że po pracy mimowolnie udał się w tamtym kierunku. Podszedł do skrzynki i jeszcze raz wnikliwie ją oglądną. Była to skrzynka podobna do tych jakie spotyka się w angielskich miastach. Ciemnoczerwona, okrągła wysokości niecałe półtora metra. Z przodu miała podłużne drzwiczki. Na drzwiach znajdował się jakiś herb, być może herb poczty, oraz miejsce na informacje o urzędzie obsługującym skrzynkę oraz o częstotliwości jej opróżniania. Rozejrzał się dookoła w nadziei, że znajdzie jakąś tabliczkę z informacją kto i po co ją tu ustawił, ale nic takiego nie zauważył. W środku było pusto. Podobnie było w środę i czwartek. Poniedziałkowa przygoda na tyle nie dawała mu spokoju, że przychodził codziennie przez cały tydzień. Coś mówiło mu, że nie może tej sprawy tak zostawić, coś w końcu musi się wydarzyć. Jednak poza tym, że na pobliskim drzewie zagnieździły się ptaki i trochę zanieczyściły czerwone drzwiczki, nie wydarzyło się nic. Skrzynka pozostawała pusta. Kiedy w następny poniedziałek jechał do pracy na siedzeniu obok jak co tydzień leżały słodycze. Oczywiście – pomyślał - wtedy zostawiłem tam czekoladki. I tym razem się udało. Kiedy po południu otworzył skrzynkę i zajrzał do środka, leżała w niej koperta. Taka sama jak poprzednio. Tym razem Nikos podniósł ją i na miejscu otworzył. Wyciągnął kartkę i przeczytał: „HAWKINS” Nie miał pojęcia kim był Howkins. Ale tak naprawdę nieistotne było to kim był, a to dlaczego to nazwisko znalazło się w kopercie. Czy będzie to znowu odpowiedź na jedno z pytań radiowego kwizu, czy poprzednim razem był to tylko przypadek. Może Howkins pojawi się tym razem w jakiejś innej sytuacji, a może to tylko przypadkowe nic nie znaczące nazwisko. Gdy wrócił do siebie zajął swoje ulubione miejsce na kanapie, na stole położył telefon butelkę wina i włączył radio. Oczywiście znał odpowiedzi na większość zadawanych pytań ale na żadne z nich odpowiedzią nie był Howkins. W końcu doczekał się pytania, na które nie znał odpowiedzi. Chodziło o konstruktora fregaty Savannach. Pierwszego statku posiadającego napęd parowy, który przepłynął Atlantyk. Nikos długo się zastanawiał nim zdecydował się zaryzykować. Pomimo długiego czasu jaki upłynął od zadania pytania udało mu się dodzwonić – co dowodziło że zagadka była dość trudna. Niestety, konstruktorem Savannach nie był Howkins. To trochę rozzłościło Nikosa. W ostatnim czasie była to już druga zła odpowiedź jakiej udzielił na antenie, co według niego było publicznym ośmieszeniem się. Postanowił więcej nie dzwonić ale wysłuchał audycji do końca. „Howkins” nie było odpowiedzią na żadne z pytań. A więc czym było. Musiał znaleźć odpowiedź. I chociaż rzadko wychodził wieczorami aby pospacerować tego dnia postanowił wyjść i „poszukać” Howkinsa. Ulice żyły swoim życiem. Po chodnikach spacerowali zakochani. Grupki młodych ludzi udawały się barów, kin, dyskotek. Nikos szedł chodnikiem nie mając określonego celu. Po drodze przyglądał się wystawom sklepów, czytał słupy ogłoszeniowe, afisze kinowe. Znalazł i przeczytał kilka ulotek. Niestety nigdzie nie było Howkinsa. Kiedy wrócił do domu było grubo po drugiej. Był zmarznięty i wykończony. Nie pamiętał kiedy ostatni raz kładł się o tej porze. Poza tym czuł się strasznie rozczarowany. Nie wiedział dlaczego ale był przekonany że w końcu odnajdzie Howkinsa. Dlatego przedłużał swój spacer do tak nierozsądnej pory. Teraz, kiedy się nad tym zastanawiał, pomyślał że to głupie. Właściwie nie miał żadnych podstaw aby sądzić że odnalezione w kopercie nazwisko będzie w jakiś sposób z nim związane. Kiedy rano zjawił się w pracy, wyglądał tragicznie. Niewyspany, przeziębiony, blady, podpuchnięte oczy, czerwony nos. Od 10 lat nie zarwał nocy. Jego organizm nie był przyzwyczajony do trzygodzinnego snu. Najchętniej wróciłby do łóżka. Nawet zaczął się zastanawiać czy nie wziąć wolego ale kiedy wszedł do biura czekała tam na niego wiadomość. Za chwilę miał wziąć udział w zebraniu u dyrektora. Tego typu spotkania nie odbywały się za często, musiało więc chodzić o coś ważnego. Wykonał kilka telefonów i dowiedział się, że kierownik jego oddziału zostaje przeniesiony do Aten gdzie ma się zająć pozyskiwaniem nowych klientów. Zebranie miało na celu wyłonić wśród asystentów jego następcę. Nikos czekał na taką okazję od lat. Był dobrym pracownikiem i miał spore szanse. Był samodzielny, kreatywny, posiadał spora wiedzę i doświadczenie. Miał jednak kilku groźnych rywali, a szczególnie groźnych dzisiaj kiedy myślenie sprawiało mu ból a wyglądem przypominał, wyżętą szmatę. Oczywiście wypadł fatalnie. Każdy z uczestników miał przedstawić swoją wizję instytutu, cele do jakich należy dążyć, kierunki rozwoju. Kiedy przyszła kolej Nikosa nie był w stanie wymyślić niczego konstruktywnego. Niczego co nie wyglądało by na pomysł kilkuletniego dziecka. Skopiował więc kilka wcześniejszych wypowiedzi, a kiedy zadano mu pytanie dlaczego to właśnie on powinien objąć stanowisko kierownika, zdołał wymamrotać że jest doświadczony, pracowity i asertywny, choć wszyscy wiedzieli że był nie najmniej asertywnym człowiekiem w mieście. Co prawda, po zakończeniu prezentacji, dyrektor zakomunikował, że oficjalną decyzję ogłosi w przyszłym tygodniu, ale Nikos wiedział, że jest już po wszystkim, zaprzepaścił największą szansę w swoim życiu. Zaczął się obwiniać, że dał się wciągnąć w głupią zabawę. Zaczął nawet tworzyć teorie spiskowe, w których to jeden z jego konkurentów wymyślił tę całą historię ze skrzynką aby zaprzepaścić jego szanse. I chociaż po zastanowieniu odrzucił ten pomysł jako bardzo naciągany obiecał sobie, że więcej nie będzie zawracał sobie głowy skrzynką i jej kretyńskimi wiadomościami. Przez resztę dnia myślał tylko o chwili kiedy wróci do domu i będzie mógł odespać zarwaną noc. Obudził się tuż przed dziewiątą. Na dworze było już ciemno. Burczało mu w brzuchu. Postanowił wyjść coś zjeść na miasto. W knajpce do której uczęszczał panował w tej chwili spory ruch. Kilka osób przyszło ze znajomymi na kolacje, kilka wpadło na kawę po pracy. Wszedł powiesił płaszcz i zajął miejsce w rogu sali. Zamówił sałatkę i dużą czarną kawę. Nie przeszkadzało mu to że w lokalu panuje gwar, przeszkadzało mu to że nie leciała żadna muzyka. W domu do obiadu zawsze puszczał muzykę, lepiej mu się wtedy trawiło. Podszedł do szafy grającej i przeleciał palcem listę wykonawców. Choć znał ją całkiem dobrze jego uwagę przyciągnęło jedno nazwisko. Wcześniej nie zwrócił na nie uwagi - Coleman Hawkins. A wiec tu jesteś – pomyślał. Niech będzie – włączył płytę „Coleman Hawkins and the trumper kings” myśląc że będzie to jego ostateczne pożegnanie z tą przygodą. Z głośnika dał się słyszeć przeciągły głos saksofonu tenorowego. Jazz – nie lubił jazzu. Miał już wrócić do stolika, kiedy poczuł że ktoś go klepie po plecach. - Nie wiedziałem, że ktokolwiek w tym mieście jeszcze słucha Howkinsa. - Dobry wieczór panie dyrektorze. - Daj spokój nie jesteśmy w pracy, mów mi Agis. Też przyszedłeś coś zjeść – Giorgos uśmiechnął się szeroko - Tak ale nie wiedziałem , że pan tu zagląda. - Lubię odwiedzać różne knajpki, poeksperymentować. Czasami można znaleźć prawdziwy diament. Giorgos zaprosił Nikosa do swojego stolika. Kiedy jedli Giorgos wypytywał Nikosa o muzykę. Okazało się, że sam jest wielkim wielbicielem jazzu pod rożną postacią. Free jazzu, smooth jazzu, acid jazzu i całej reszty. Nikos, choć powiedział że także lubi jazz, nie miał o tego rodzaju muzyce najmniejszego pojęcia. A kiedy Giorgias zapytał go o ulubionego wykonawcę, Nikos mógł podać tylko jedno nazwisko - Hawkins. - Tak bardzo wytrawne, wysmakowane, niewielu ludzi za nim przepada. Nikos chciał się wytłumaczyć, że nie jest wytrawnym melomanem i słucha tylko od przypadku do przypadku ale Giorgos wpadł mu w słowo. - Dobre jedzenie i dobra muzyka muszą być podlane dobrym winem. Pokażę ci jeden z diamentów które odnalazłem tu w okolicy. - Jest już trochę późno, a ja chciałem jeszcze trochę popracować - Nikos próbował się wykręcić, ale Giorgos już podawał mu płaszcz i prowadził go do drzwi. - No nie ociągaj się, ja zapraszam. Zobaczysz jaką przyjemną knajpkę odnalazłem w okolicy. Oprócz dobrego wina serują również wyśmienitą muzykę. Po przejściu kilku przecznic zniknęli w bramie. Nikos zobaczył niewielki szyld z nazwą lokalu, który wyraźnie wskazywał wejście do piwnicy. Gdyby nie to, że był z dyrektorem Nikos nigdy nie odważyłby się wejść w tą bramę, a już na pewno nikt nie zaciągną by go do piwnicy. Jednak kiedy weszli do środka lokal okazał się czarujący. Na ścianach gruba odrobinę pożółkła tapeta, gęsto obwieszona zdjęciami muzyków. Nikos nie znał żadnego z nich ale wywnioskował, że musieli być dość popularni. Niektóre zdjęcia zostały zrobione właśnie tu. Widocznie w latach świetności bywały tu gwiazdy jazzu. Najbardziej spodobał mu się ciężki masywny bar, ze zniszczonym blatem, na którym paliło się kilka świec. Zza baru ledwo było widać niewysokiego barmana. Przy starych okrągłych stolikach siedziało kilka osób pijąc wino i kontemplując niezbyt głośną muzykę. Usiedli, Giorgios zamówił wino. Dyskusja nadal dotyczyła muzyki- choć to głównie Giorgios mówił, pili wino - choć to głównie Giorgios pił. Mniej więcej po dwóch godzinach kiedy zdążyli opróżnić już prawie trzy butelki Giorgios nagle zapytał: - Dlaczego nie chciałeś tego awansu. - Nie chciałem? – Nikos był zdziwiony tym nagłym pytaniem. - Przecież słuchałem cię dzisiaj – po twoim dzisiejszym wystąpieniu wywnioskowałem, że jesteś bezbarwnym, mało ambitnym robolem bez krzty wyobraźni, a teraz okazuje się że jest wprost przeciwnie. Zresztą ktoś kto lubi Howkinsa nie może być mało ambitny. - Miałem trochę problemów, zarwałem noc i nie byłem w formie. - Ale teraz widzę że już jesteś więc może chcesz coś dodać do swojego rannego wystąpienia. Od tej pory rozmawiali już tylko o pracy. W przeciwieństwie do pierwszej części wieczoru teraz mówił przeważnie Nikos. Przedstawiał dyrektorowi swoje wizje rozwoju, przedstawiał możliwości jakie widzi w swoim dziale, niewykorzystywane szanse. Giorgiosowi wino już mocno zaszumiało w głowie, tak więc lekko drzemał przytakując co jakiś czas. Rozstali się około pierwszej. Nikos martwił się że znowu zarwał noc, ale popołudniowa drzemka spowodowała, że rano obudził się rześki. Około południa został wezwany do szefa. - Mam nadzieję że nie będzie chciał dyskutować o Hawkinsie – pomyślał Nikos - Usiądź- Giorgios ciepło uścisną mu dłoń i wskazał skórzaną kanapę. To że usadził go na kanapie oznaczał, że traktuje go jak partnera a nie jako podwładnego. Nikos pomyślał, że to dobry znak. - Za dwie godziny wyjeżdżam więc nie będę się rozgadywał. Postanowiłem że to ty dostaniesz awans. Nikosa trochę zatkało. Wybąkał kilka słów podziękowania. - Wczoraj wieczorem przekonałeś mnie, że się nadajesz. Mam nadzieje, że się na tobie nie zawiodę. Za dwa tygodnie zostaniesz oficjalnie mianowany na stanowisko kierownika wydziału. Nasza współpraca dobrze się zaczęła i mam nadzieje, ze w dalszym ciągu będzie przebiegała w takiej atmosferze. Tego dnia po pracy Nikos poszedł do sklepu muzycznego i kupił kilka płyt z muzyką Colmana Hawkinsa, oraz kilku innych znanych jazzmanów.
Dwa tygodnie później Nikos wprowadził się do nowego biura. Przez cały ten czas Nikos żył jak na szpilkach. W dalszym ciągu nie wierzył w swoje szczęście. Ciągle miał wrażenie, że Giorgios go wezwie i oznajmi, że jednak był zmuszony zmienić zdanie, że jednak znalazł się ktoś lepszy. Zastanawiał się również czy to że wtedy w restauracji włączył właśnie Colmana Hawkinsa miało wpływ na Giorgiosa. Czy gdyby włączył wtedy inny kawałek to czy Giorgios zaprosił by go do swojego stolika. Czy wiadomość z tej tajemniczej skrzynki doprowadziła go na kierownicze stanowisko, czy też awans zawdzięczał wyłącznie sobie. Pomimo tych rozterek, tak jak to sobie obiecał, nie poszedł więcej do skrzynki, choć w dalszym ciągu strasznie go intrygowała. Intrygowała go do tego stopnia, że odwiedził bibliotekę miejska szukając informacji o podobnych zdarzeniach. Przeszukał starsze wydania lokalnych gazet, książki o wróżbiarstwie, ezoteryce, przepowiadaniu przyszłości i nic. Jedyne co znalazł, a co kojarzyło mu się z jego sytuacją to wiadomości o wyroczniach. Najsłynniejsza z…