fantastyka · 8 min czytania
r. 19 Mapa świata
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
. r.19 Mapa świata
Szymon włączył telewizor i usiadł wygodnie w fotelu. Nie szło mu jednak oglądanie wiadomości. Jego myśli wciąż krążyły wokół nadchodzącej zagłady. Nie chciał dożyć czasów kiedy ludzie będą umierać na ulicy. Miał cichą nadzieję, że to co zapowiadano od dawna nadejdzie po jego śmierci. - Chyba jestem w depresji. Muszę otrząsnąć się z tego, bo inaczej zwariuję. Siedzę sam. Dzwonić do nikogo nie mogę. Ile czasu to potrwa? Ukrywać się bez końca też nie można. Poczekam aż moje dziecko wróci i rozmówię się z nią. Zadzwonił wideofon. - Tak. Jestem. - Szymonie, czy rozmawiałeś z córką? - I tak i nie. - Coraz gorzej się czuję. Mam wrażenie, że mój ziemski czas dobiega końca. - Może tylko tak ci się wydaje. Masz chyba zły nastrój. - Raczej nie. - Chcesz, żebym przyjechał do ciebie? - Na razie nie. Rozmów się z córką i wtedy przyjedź do mnie. Muszę ciebie w niektóre rzeczy wtajemniczyć zanim umrę. Ciebie wybrałem na mojego następcę, ale jak wiesz możesz się nie zgodzić. Musisz przemyśleć sobie wszystko i dać mi szybką odpowiedź. - Nie przesadzaj. - Szymek już nadchodzi ten czas. Czuję to. - Powiedz lepiej co ci leży na sercu. - Dowiedziałem się, że wojna jest nieunikniona. - Trzeba było tak od razu, a nie mówić o umieraniu. Miałeś cichą nadzieję, że do tego nie dojdzie? - Tak. Jak przyjedziesz zobaczysz mapę świata, to porozmawiamy. Kiedy Lea będzie u ciebie? - Nie wiem. Jest u niego. - Rozbili nam siódemkę. - Jak? - Jacyś z galaktyki Hei i Kouni niespodziewanie zaatakowali platformę. Nie byli przygotowani na atak. Wszyscy zginęli poza Krisem. - Mieli przecież zaporę elektromagnetyczną. -Tak, ale ktoś ich zdradził i odciął do niej dostęp. - To znaczy, że już się zaczęło. Może w tej sprawie Mistrz wezwał Leę do siebie. A Kris jak się uratował? - Był w kapsule i penetrował teren wokół platformy. - I… - Wiem co ci chodzi po głowie. Sprawdzamy go. - Nie niszczcie go tylko, bo może być nam użyteczny. - To też jest brane pod uwagę. A ty co? - Na razie jestem uziemiony. Skrobią mi marchewki. - Kto? - Ci od Konrada. Zgubiłem ich. Jestem banitą. - Nie możesz tam być zbyt długo. Wracaj do mnie. Masz tam ukryty w schowku drugi wideofon. Ten zniszcz. Dalsze instrukcje dostaniesz za parę minut. Stosuj się do wszystkich wskazówek. Szymon wyłączył wideofon i zniszczył go. Nie zdążył dojść do kuchni, gdy usłyszał pisk opon. Wyjrzał przez okno. - Lea? Tak szybko! Chwycił wideofon, portfel i ruszył w kierunku szafy. Drżącą dłonią wcisnął guzik i wszedł do ukrytego pokoju. Popatrzył przez wizjer. - To nie moja córka. Stworzyli sobowtóra, ale to nie ona. Jest tylko łudząco podobna do mojego dziecka. Może to ta, którą kiedyś podmieniono z moją córką. Widział jak sobowtór jego córki krąży po pokoju i krzyczy: - Tato, gdzie jesteś? - Jeśli jesteś Leę, to mnie znajdziesz. Usiadła w fotelu i czekała. Rozejrzała się po pokoju. Na stole stała niedopita kawa i popielniczka z petami. - Musi być gdzieś niedaleko – pomyślała. Zaczekam. Mam czas. Nie będę go szukała. I tak będzie musiał przyjść jak zgłodnieje. Ludzie muszą jeść. Nie zauważyła nawet jak za jej plecami skradał się powoli cień. Nie widziała go. Zastosowanie usypiającego gazu zadziałało. Sobowtór zasnął. Szymon powoli otworzył drzwi i wyszedł. - Udało się – cieszył się jak małe dziecko ze spłatanego figla. Przez kilka minut szedł przedziarając się przez chaszcze bez zatrzymania. W końcu zmęczony usiadł w krzakach i wyjął wideofon. Wysłał komunikat, że jest w potrzebie. Postanowił, że trochę odsapnie i ruszy dalej. - Jak pech to pech…