Inne · 9 min czytania
r. 7 Staszek
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Rozdział 7 Staszek
Wieczorem Szymon wrócił z delegacji. Zostawił walizeczkę w przedpokoju i szybko poszedł na górę przywitać się z synem i córką. - Cześć synu! Co się stało, że jesteś taki smutny? - Nie ma Lei. - Co? Chyba żartujesz? - Nie. Lea zniknęła. - Jak? Kto? - Nie wiem tato. - A mama gdzie? - Szuka jej. - Gdzie? - Poszła do jej koleżanek. Szymon zadzwonił do żony. - Już jestem pod domem. Zaraz wejdę. - Znalazłaś ją? - Nie. - Zawiadomiłaś policję? - Jeszcze nie. - To jedziemy. - Zostaję.Może będę potrzebna tutaj w domu. Na posterunku policji przyjęli zgłoszenie o zaginięciu córki, zadali dużo pytań i kazali czekać. Szymon nie starał się być uprzejmy. Powiedział, że jest to zbyt lakoniczne i trywialne potraktowanie jego problemu. Policjant pokiwał głową i powiedział: - Wie pan, ile mamy zgłoszeń o zaginięciu. Bardzo dużo. Rozumiem, że chodzi o pana córkę, ale w tej chwili nic nie możemy zrobić więcej. - Będę szukał jej sam. - Ma pan takie prawo. Tylko jak pan pierwszy ją znajdzie proszę i nas zawiadomić.
- Zawiadomię. Po powrocie do domu Szymon poszedł do swojej pracowni. Chciał być sam. Próbował dokończyć projekt placu zabaw dla dzieci, ale nie mógł nad nim się skupić. Cisnął nim w kąt pokoju. Myślał o Lei, że może jej już nigdy nie zobaczyć. Przez chwilę przeszył go dreszcz. Zakrył twarz dłońmi i znieruchomiał. Z letargu wyrwał go dzwonek telefonu. - Otwórz drzwi. Tylko nie mieszaj w to Ewy. - Skąd ty tutaj tak szybko. - Mówiłem ci kiedyś, że u nas szybko rozchodzą się myśli. Zamknij drzwi i mów szeptem. Nie chcę, aby ktoś wiedział, że jestem tutaj. - A mama? - Mama wie. Została w domu, gdyby jakimś cudem Lea chciała do nas przyjść. - Nie powinienem w was wątpić. - Nie zwątpiłeś. Zawiadomiłem już kogo trzeba. Szukają jej. - Czy czuwających też? - Tak. Byli trochę źli, ale zawiadomili tropicieli. Popełniliśmy błąd. Mała nie mogła być sama. Ten moment wykorzystali i ją zabrali. - Dzwoniłem do Kastora. On też jej szuka. - Dobrze. - Możemy ją nie odnaleźć? - To raczej nie. Poszukujący mają trzy węchy. W końcu ją znajdą, ale mogli ją teleportować i wtedy będziemy mieli trudniej. Rozumiesz? - Tak. - Przekazałem im obraz Lei, aby wiedzieli kogo szukać. Potrzebne mi są jej buty. - Zaraz ci przyniosę. Ewa zeszła na dół zaniepokojona nieobecnością w sypialni męża. Miała zamiar zganić go za pracę w nocy. - Szymonie! Może czas już na spanie? - Zeszła na dół. Coś czuje – powiedział Franciszek. - Tato, czy jest ktoś z tobą? - Nie. - Schowaj się. Do gabinetu weszła Ewa. - Chodź kochanie. I tak nie za bardzo mi to idzie. Nie mogę skupić się nad projektem. Ciągle myślę o Lei. - Czy wiesz, że już jest druga godzina? Jutro pójdziesz do pracy nie wyspany. - Nie idę. Wziąłem parę dni wolnego i obiecywałam szefowi, że projekt dokończę w domu. - Jak chcesz. Ja idę dalej spać. Szymon wstał i pocałował Ewę w policzek. - Dobranoc kochanie. Jeszcze trochę posiedzę i też położę się spać. Nie ma sensu, abyś siedziała razem ze mną. Może w końcu uda mi się coś zrobić. Kocham cię. Idź odpoczywaj. - Dobranoc. Nie pracuj za długo, bo jednego nieszczęścia już mi wystarczy. Po kliku sekundach z kryjówki wyszedł Franek. - Tato, dlaczego nie chciałeś, aby Ewa ciebie zobaczyła? - Synu ja jej nie ufam. To twoja żona i ja to szanuję, ale nie ufam jej. I nie wiem dlaczego. Zawsze jest wobec mnie grzeczna. Nigdy nie odmówiła mi, gdy ją o coś prosiłem, ale moja intuicja blokuje bliższe zbliżenie się do niej. Mówi „stop”, nawet, gdy próbuję przełamać tę barierę. Nie zastanawiałem się zbyt bardzo nad tym, bo wydawało mi się, że jest ci z nią dobrze. - Bo jest. - Muszę już wracać. Maria będzie się niepokoić o mnie. Uważaj na siebie synu. Zabieram buty. - I ty też. Kiedy wyszedł Szymon wrócił do projektu. Słowa jego ojca rozproszyły go jeszcze bardziej. W końcu wyszedł z gabinetu i poszedł na górę do sypialni. - Z kim kochanie rozmawiasz? - Z policją. - Co się stało ? Co z Leą? - Uspokój się. Wszystko dobrze. Znalazła się. - Gdzie jest? - Na komisariacie. - Jak się ma? - Chyba dobrze. Płacze tylko i mówi, że chce do domu. - Już jadę. Zaraz tam będę. Pobiegł do samochodu. Zawrócił. Wszedł do przedpokoju i zatrzymał się. Jego żona z kimś rozmawiała w nieznanym dla niego języku. Cofnął się. Ostrożnie otworzył drzwi i wyszedł. - Nie mam czasu na zastanawianie się. Muszę jechać po Leę. Zadzwonię do ojca – pomyślał. Telefon odebrała matka. - Szymonie, czy to nie pułapka? - Nie.…