Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Komedia · 7 min czytania

Rachunek sumienia

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Najpierw trzęsło jak zawsze, do czego wszyscy zdążyli się przyzwyczaić, więc nikt nie miał najmniejszych powodów do obaw. Potem coś szarpnęło, trzasnęło i jeszcze przez moment winda pracowała tak gładko jak nigdy wcześniej, po czym usłyszałem charakterystyczny odgłos pęknięcia. Kiedy doszło do mnie w końcu, że ów dźwięk wydała lina przytrzymująca kabinę, odwróciłem się do współpasażerów z zamiarem pocieszenia ich. Chciałem zapewne powiedzieć, że to bardzo wysoki budynek i zostało nam co najmniej kilka minut życia, jednakże ich nad wyraz spokojne zachowanie zupełnie mnie od tego odwiodło. Oparłem się wygodnie o jedną ze ścian by w ciszy przemyśleć wszelkie moje poczynania, z których niebawem miało mi się przyjść rozliczać. Pomimo najszczerszych chęci nie zdążyłem wymyślić sobie dobrego usprawiedliwienia, bowiem przeszkodził mi w tym sąsiad klepiąc mnie po ramieniu: - Patrz pan, że już trzy lata temu mieli ją naprawiać. - Przytaknąłem, jednak bez przekonania ponieważ o żadnym planowanym remoncie dźwigu nie obiło mi się o uszy - To teraz chyba będą musieli, nie? - Kontynuował zupełnie niewzruszony moim brakiem zainteresowania - A to taka dobra winda była, komuniści nam zafundowali, ale po trzydziestu latach, to musiała kiedyś się zepsuć, nie? - Może musiała, może nie musiała. - Odrzekłem całkiem bez sensu, na co rozmówca przyznał mi rację, po czym wyciągnął z kieszeni nieco pogniecioną paczkę papierosów. Stara baba spod trzydziestki dwójki uważnie przyglądała się jego dłoniom. Milczeniem skomentowała, jak bawił się obracając kartonowe pudełeczko na wszystkie strony. Nawet gdy je w końcu otworzył, po czym powolnym ruchem wsadził sobie fajkę do ust, sąsiadka nie wydała z siebie jednego dźwięku. Ale tylko wyciągnął zapalniczkę, zapalił i zaciągnął się, a podłoga tak zawibrowała pod tupnięciem kobiety, że aż podskoczyłem. - Panie co pan? Wszystkich nas pan potrujesz! - Wrzasnęła przeraźliwie, a na wzruszenie ramion mężczyzny odpowiedziała kolejnym uderzeniem buta o ziemie - Zgaś pan to świństwo, ja na raka umierać nie zamierzam! To, że powód jej zgonu miał być zupełnie inny, wydało się oczywiste nie tylko dla mnie, bowiem w kabinie rozległ się gromki śmiech. Babcia postanowiła nie dawać za wygraną i stanowczym ruchem wyrwała sąsiadowi sporny przedmiot z ręki. W ripoście poszkodowany próbował złapać ją za nadgarstek, ta jednak całkiem zwinnie, jak na swoje lata zrobiła unik. Szarpali się jeszcze przez moment niczym pokłócone rodzeństwo, aż w końcu papieros upadł na podłogę i poturlał się tuż pod moje nogi. Wyrażając nadzieje na odrobinę spokoju przydeptałem go, ściągając na siebie zawiedziony wzrok mężczyzny. Zrezygnowany udał, że nie widzi triumfującego uśmiechu swojej przeciwniczki i usiadł sobie w kącie. Cisza nie łaskotała moich błon bębenkowych zbyt długo. Ledwo skończyłem rozpamiętywać dzieciństwo, a znów usłyszałem zagadywanie: - A pan, zdaje się Skodą jeździ? - Nie próbowałem się nawet domyślać skąd przyszedł mu do głowy taki pomysł, prawdę mówiąc, w życiu nie prowadziłem samochodu. Zanim jednak udało mi się zaprzeczyć, współpasażer rozpoczął swój kolejny wywód. - Bo to super auta są, kiedyś to każdy taką pod blokiem trzymał, towarzysze za frajer fundowali. A teraz co? Jak kto nakradł, to wozi się w tym swoim Volkswagenie czy Oplu, a uczciwy człowiek niech autobusem popieprza! A żeby to jeszcze jeździło jak w rozkładzie, dawniej minuta spóźnienia i zaraz milicja…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%
Rachunek sumienia — czytnik · opowiadania