Fantasy · 5 min czytania
Radość Życia
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 3
Nadeszła. Wyczekiwana, niecierpliwymi westchnieniami po wielokroć przywoływana. Hurgotem skrzydeł, poranną rosą oznajmująca swe przybycie, wyciągnęła mnie z mieszkania. Taka niegwałtowna, nieordynarna. Wiosna. Miałem wrażenie, że nawet woda płynie radośniej.
Gdy przygotowywałem sobie kawę, ktoś zapukał. W wizjerze nie zobaczyłem nikogo. Otworzyłem drzwi. Stała malutka, chudziutka istota. Miała najwyżej metr trzydzieści, proste, długie włosy, buźkę dziewczęcia.
— Dzień dobry — powiedziała cichutko.
— Dzień dobry — odpowiedziałem.
— Jestem Radością Życia i przyszłam cię odwiedzić.
Ogarnąłem ją spojrzeniem bez większego wysiłku.
— Wpuścisz mnie? — zapytała.
Otworzyłem szerzej drzwi i odsunąłem się. Wytarła buty, weszła nieśmiało. Zdjęła płaszczyk, powiesiłem w przedpokoju.
Część 22 / 3
— Fajnie masz — powiedziała rozglądając się po mieszkaniu.
— Napijesz się herbaty, kawy? — Spytałem.
— Kawy, poproszę.
Usiedliśmy w kuchni. Trzymała oburącz filiżankę z naparem i sączyła, jak zmarznięty herbatę. Nic nie mówiła.
— Czemu zawdzięczam twoją wizytę? — Zagadnąłem, raczej w celu nawiązania dialogu.
— Każdy powinien mieć choć odrobinkę radości życia, więc przyszłam.
— Dziękuję, jest mi bardzo miło. A czemu akurat dzisiaj?
Odstawiła filiżankę i uśmiechem poprosiła o jeszcze jedną.
Część 33 / 3
— Jedni mawiają, że lepiej wcale niż za późno, inni, że lepiej późno niż wcale, jeszcze inni, że za późno to jakby wcale, albo, że wcale to nigdy nie za późno… — wzruszyła ramionami.
Miała zmęczone oczy, lok grzywki opadał na oko. Skromna sukienka marszczyła się na wychudzonym ciele, ułamany jeden obcas.
— Wracam z fitnessu, jestem trochę zmęczona — uśmiechnęła się nieśmiało, prosząc o wyrozumiałość. — Rano byłam na terapii behawioralnej, później na mindfulness. — Znów przygarnęła filiżankę. — Wieczorem jeszcze muszę posprzątać mieszkanie po swoim byłym. — Westchnęła.
Podałem jej chusteczkę. Zatrąbiła. Kolejną wytarła wilgotne oczy.
— Masz czekoladę? — spytała.
Szminka znikała pod warstwą brunatnej słodkości. Na nosie też trochę śladu zostawiła.
— Więcej nie mam — powiedziałem, gdy łapczywie pochwyciła ostatni kawałek.
— Nie szkodzi. — Uśmiechnęła się. — Miesiąc temu zdjęli mi gips z lewej nogi — zaczęła, — a dziś zwichnęłam prawą, w kostce, gdy ułamał mi się obcas. Upadłam i…