Inne · 15 min czytania
Rafalel
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Rafael...
Czy to nie piękne uczucie, gdy kochana przez nas osoba odwzajemnia to uczucie? Czy to nie cudowne że jeśli się kogoś kocha to można z nim być na dobre i na złe? A jeśli nie można być z ukochaną osobą, czy można pokochać kogoś kto jest nieosiągalny. Wiktoria to zrobiła. Pokochała kogoś mimo że wiedziała że to błąd. Mimo, że świat ją nienawidził, ona potrafiła przelać na kogoś choć krople uczucia.
Wiki od 9 lat mieszkała z ciotką, która jej nienawidziła. W szkole Wiki też nie była zbytnio lubiana i raczej mało popularna. Nic jej nie wychodziło poza marzeniami. Wiktoria już od śmierci matki wyobrażała sobie, że pilnuje ją jakiś specjalny anioł. Ale przez niektóre zdarzenia w jej życiu, z czasem przestała w to wierzyć… Następnego dnia poszła do parku. Nie zastanawiając się zbytnio, usiadła na ławce i zaczęła czytać książkę. -Te wypłosz…!- usłyszała czyjś krzyk zza siebie. Gdy się odwróciła, zobaczyła bandę łobuzów z jej szkoły. -Idźcie stąd…- warknęła tylko Wiki i powróciła do książki. -A jeśli nie...?- zapytał jeden chłopak z grupy i zabrał dziewczynie książkę. "Mamo jeśli mnie słyszysz to mi pomóż" - myślała tylko Wiki. -Co…?Mowę ci odebrało? - zaśmiał się inny chuligan i zrzucił Wiki z ławki. "Mamo proszę…" - cały czas błagała Wiktoria w myślach. -No jest co wypłosz…? - spytał jeden z chłopaków ciągnąc dziewczynę za włosy. -Zostawcie ją…!-usłyszeli czyjś głos zza siebie. Za nimi stał dość wysoki chłopak o ciemnej karnacji cały ubrany na biało - Czy mama was nie uczyła że dziewczyny nawet kwiatkiem się nie bije…? -A nawet jeśli, to co cię to interesuje…?- krzyknął Tomek, przywódca całej bandy - Idź stąd albo i ty dostaniesz! -Taa…?A jeśli ja się ciebie nie boję…? - nieznajomy uśmiechnął się lekko a Tomek rzucił się na niego. Tomasz nawet nie zdążył za bardzo dotknąć przybysza gdy ten go odrzucił na trzy metry. Nagle na nieznajomego rzuciła się cała banda. Jednak i oni nie dali sobie z nim rady. Kiedy cała hołota leżała na ziemi, wybawiciel podszedł do Wiki i pomógł jej wstać. -Nic ci nie jest…?- spytał spokojnie. -Nie…dziękuje - Wiki powiedziała szybko i pobiegła w stronę domu. Tej nocy Wiktoria nie spała dobrze. Ciągle się zastanawiała, kim jest ten nieznajomy który ją uratował. Gdy tylko zamknęła oczy, widziała właśnie jego, stojącego nad nią z tym swoim tajemniczym uśmiechem. Nagle usłyszała jakiś dźwięk…Był to trzepot skrzydeł. Wiki wstała i podeszła do okna jednak nic tam nie zobaczyła oprócz białego pióra na parapecie. Księżyc nadawał mu srebrzystą poświatę. Wiktoria ostrożnie zabrała piórko zza okna. Kiedy tylko je dotknęła od razu poczuła dziwny spokój i radość. Piórko te było jednak jakieś inne... Było miękkie jak aksamit i pachniało delikatnie liliami. Dziewczyna położyła piórko na szafce nocnej i zaraz potem zasnęła. Następnego dnia, Wiki spokojnie poszła do szkoły. Gdy tylko weszła od razu poczuła że ktoś ja łapie i rzuca o ścianę. Gdy podniosła wzrok zobaczyła nad sobą Tomka z rozciętą wargą... -Co…?Nie ma już twojego kolegi..? I kto cię teraz obroni?- chłopak był wyraźnie wściekły. -Odczep się! Ja nawet go nie znam! A poza tym, potrafię obronić się sama...- na te słowa Wiktoria sprzedała kopa Tomkowi prosto w krok i uciekła. -Dzięki bogu już jutro koniec roku...- powiedziała do siebie szeptem i weszła do sali. Kiedy wyszła że szkoły czekali już na nią Tomek z bandą... -Te wypłosz choć tutaj!- Tomek machnął na nią ręką. Wiki zaczęła uciekać, jednak tym razem jej się to nie udało. -No to jak? Przeprosisz mnie…?- mówiąc to, Tomek złapał ją za włosy. -Nie mam za co...- Wiki zacisnęła zęby. -Przeprosisz?- Tomek pociągnął ją jeszcze bardziej. -Nie mam za co!- upierała się przy swoim zdaniu dziewczyna. -Przepro... -Mówiłem ci już żebyś ją zostawił!- nagle tak jak poprzednio z nikąd wyłonił się ten sam nieznajomy co wczoraj. -To ty! Czego znowu chcesz?- spytał Tomek z pretensją- Ty naprawdę chcesz dostać... Tomek puścił nagle Wiki i podchodząc do nieznajomego wyjął z kieszeni dość duży scyzoryk. Łobuz chciał już zadać cios przybyszowi, jednak ten zabrał mu nóż. -I co teraz?- spytał ciemno skóry z tajemniczym uśmiechem a niemalże Tomek z kolegami uciekli. -Nic ci nie jest...?- chłopak pomagał wstać Wiki. -Nie...- Wiktoria miała pretensje - Czemu to zrobiłeś?! -Ale o co ci chodzi…?- chłopak był lekko szokowany. -Chcesz udawać Matkę Teresę to nie tutaj! Jutro znowu będę miała przez ciebie kłopoty! - dziewczyna teraz już krzyczała. -Ale... -Nie interesują mnie żadne "ale"! Masz mnie zostawić w spokoju! - powiedziała przez łzy Wiktoria i pobiegła do parku. Siedziała tam bardzo długo. Nawet nie zauważyła kiedy się ściemniło.. "Mamo pomórz mi... mam same problemy" - pomyślała Wiki i zaczęła płakać. Nagle poczuła że ktoś siada obok niej. Gdy poniosła głowę zobaczyła swego wybawcę. -A ty znowu czego tutaj?!- Wiki szybko wytarła łzy. -Płakałaś przez mamę…przez to że umarła...- nieznajomy popatrzył w błękitne oczy Wiki przez co przeszedł ją jakiś dziwny dreszcz. -Po pierwsze skąd wiesz o mojej mamie? A po drugie, to co cię interesuje czemu płacze? -Wiem o twojej mamie od kolegów z twojej klasy…a interesuje się bo nie lubię kiedy dziewczyna płacze... -Szpiegujesz mnie? - Wiki spytała się z wyrzutem. -Nie…wyszedłem z psem i cię zauważyłem...- stwierdził spokojnie chłopak pokazując ręką białego haski. Nagle Wiktorii zrobiło się strasznie głupio. -Przepraszam cię za to co dziś powiedziałam... byłam zła. -Nie szkodzi... -Wiesz…naprawdę nie chciałam...Bardzo ci dziękuje za pomoc, ale po prostu mogę mieć przez ciebie jutro kłopoty...- w oczach Wiki zatrzymała się łza. -Czemu oni się ciebie czepiają…?- chłopak miał wyjątkowo spokojny i przyjemny głos. -Nie wiem...- Wiki czuła że za chwile się rozpłacze. Przyciągnęła kolana do klatki piersiowej i popatrzyła w brązowo złote oczy nieznajomego. Właśnie wtedy poczuła to samo uczucie gdy dotknęła piórka -Kim ty w ogóle jesteś? -Załóżmy że supermanem.- chłopak zaśmiał się ciepło- Choć już lepiej do domu bo robi się późno... Wiki wstała i razem z chłopakiem ruszyła w stronę domu. Całą drogę jednak milczeli. Kiedy Wiktoria weszła na klatkę, nagle przypomniała sobie, że nawet nie zna imienia swego wybawiciela. Kiedy wyskoczyła z klatki jego już nie było... Następnego dnia, Wiktoria ubrała się na galowo i ruszyła w stronę swojego liceum. Gdy wyszła po apelu już se świadectwem nie czekał na nią o dziwo Tomek, tylko chłopak z którym wczoraj gadała. -Gdzie Tomek?- spytała się Wiki nieznajomego. -Trochę go przestraszyłem...- nieznajomy uśmiechnął się - Teraz chodź…zapraszam cię na lody z okazji zakończenia roku szkolnego. -Ale ja...- Wiki miała pewne opory. Przecież ona nawet nie ma pieniędzy na chleb a na pewno nie dostanie od ciotki na lody- ...nie mam pieniędzy. -Spokojnie ja stawiam. -chłopak uśmiechnął się jeszcze cieplej. Nie minęło pół godziny a już siedzieli w małej kafejce. -Jak ty w ogóle masz na imię?- zainteresowała się w końcu Wiki. -Rafae... Rafał.- chłopak chyba sam dokładnie nie wiedział. -Miło mi…Wiktoria.- powiedziała dziewczyna z uśmiechem. Był to jej pierwszy uśmiech od paru tygodni. -Masz ładny uśmiech.- powiedział Rafał na co Wiki zarumieniła się. -Dziękuje...o matko która to już godzina?- przerażona Wiktoria popatrzyła na zegarek -Ciotka mnie zabije! Przepraszam cię, ale musze lecieć... -Poczekaj to cię odprowadzę...- Rafał wstał z krzesła i ruszył za Wiki. Jednak drogę znów…