Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Akcja · 7 min czytania

RAIN- Deszcz cz.2

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Na posterunku tego dnia panował chaos. Brakowało jednostek patrolowych a zdenerwowani funkcjonariusze wyżywali się na sobie nawzajem. Luc nie zdążył dojść do swojego biura, kiedy zaczepił go Stanley – początkujący detektyw, którym Marc lubił się wysługiwać. -Szefie, pozwól na chwilę. -Co się stało? Wszyscy biegają jak w ukropie. - zapytał widocznie rozdrażniony nieporządkiem. -Detektyw Harris chce szefa osobiście poinformować o pewnych komplikacjach. -Pewnych komplikacjach? Nie podoba mi się to. Gdzie on jest? -U pana. Czeka- wskazał drzwi jego gabinetu. -Świetnie.- Luc ruszył do swojego biura. Kiedy do niego wszedł Marc z ciekawością przyglądał się jego rodzinnej fotografii. Odstawił ją szybko kiedy francuz wszedł do środka. -Witaj Luc.- powiedział najpoważniejszym tonem, jaki kiedykolwiek u niego słyszał. Nie oznaczało to nic dobrego. -Witaj.- powiesił płaszcz i kapelusz na wieszaku- O co chodzi? Od rana wszyscy biegają jak porąbani i nikt mi nie chce powiedzieć o co chodzi... -Mamy pewien problem...- zaczął ale Luc spojrzał na niego z ukosa. -To już wiem. Masz jakieś konkretniejsze informacje? -Dostałem dziś telefon ze stanowego więzienia. Wczoraj wybuchły zamieszki i jeden z więźniów odsiadujących dożywocie uciekł. -Uciekł? Czemu mi o tym mówisz?- Luc nie przejawiał zainteresowania. -St. Anger. Pamiętasz kogo tam wpakowaliście? Luc zakręcił się w miejscu i opadł na fotel. Miał już się odezwać kiedy do biura wesoło wpadła Elodie. Stanęła na baczność kiedy zobaczyła ponurego Marca i pobladłego ojca. -Ktoś umarł?- zapytała niepewnie. -Jeszcze nie.- odpowiedział detektyw. -Nie podoba mi się ta atmosfera. Pozwolicie, że pójdę na stołówkę. - już miała wychodzić kiedy twardy głos Marca ją powstrzymał. -Ty też powinnaś o czymś wiedzieć. Nasz więzień uciekł. Znieruchomiała. Odwróciła się i pytająco spojrzała na ojca. Patrzył na nią tępym wzrokiem. -Edward Crom.- wyjaśnił bez przekonania. Dziewczyna bez słowa usiadła przy nim. -Co teraz? - zapytała w końcu. Marc oparł się o biurko i utkwił wzrok w suficie. -Prawdopodobnie jest już daleko i pracuje nad zmianą wizerunku. Wszystkie posterunki w mieście są zmobilizowane do poszukiwań, ale nie wydaje mi się żeby coś wskórali. Musimy zaczynać praktycznie od zera. -Potrzebujemy ochrony.- Luc podniósł wzrok. -I będziecie ją mieć. Chciałbym tylko abyście nie rezygnowali z pracy. -Mamy udawać, że wszystko jest w porządku?- oburzyła się dziewczyna. -Nie wymagam od was tego. Chcę tylko abyście kontynuowali pracę. Jeśli będziecie spędzać część dnia na posterunku, będziecie tutaj cały czas na oku. -A po pracy?- dopytywał Luc. -Przydzielę wam dwie jednostki patrolujące. Także w nocy. -Wystawiamy się na niebezpieczeństwo. -Jeśli będziecie się ukrywać, prawdopodobnie nigdy go nie złapiemy bo nie będzie mógł was znaleźć. -Wydaje mi się że chcesz zrobić z nas przynęty. -Będziecie bezpieczni. -Sam nie wiem... - poddał się.- pozwól mi to wszystko do jutra przemyśleć. -Ok. A co ty o tym wszystkim sądzisz?- zwrócił się do…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%
RAIN- Deszcz cz.2 — czytnik · opowiadania