Fantasy · 8 min czytania
Rasa Ludzka
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 2
Sklepienie Sali Tronowej było zawieszonymi w przestrzeni płachtami srebrzystego materiału, który niepewnie falował i szumiał. Ogrom tego zjawiska dawał poczucie lekkości, pomimo szeregu białych kolumn, ustawionych wzdłuż Sali. Każdy z filarów był ręcznie zdobiony napisami w Zapomnianym Języku. Posadzkę stanowiły zatopione w przezroczu drogocenne kamienie we wszystkich istniejących kolorach, niczym witraże odbijające promienie słońca, które teraz napływały od wschodu, przez wykute w białym kamieniu, olbrzymie okna. Światło delikatnie falowało, walczyło z kolumnami, które upierały się namalować swoje cienie.
Tron ustawiony był w północnej części Sali, a okrążały go fale srebrzystego materiału, który spływał ze sklepienia. Siedziała tu ledwo dostrzegalna istota, w białej sukni, która poruszała się tak samo jak srebrzyste fale obok.
Młoda dziewczyna miała długie, złote włosy, w których bawiły się powiewy powietrza i porcelanową, jednolicie gładką cerę, gdzie odbijały się migoczące kolory posadzki. Siedziała nieruchomo, opierając głowę na dłoni, z przymkniętymi oczyma. Wydawała się bardzo wiotka, delikatna, przepełniona chłodną dumą.
Baldachim pod sklepieniem zadrżał i całe wnętrze wypełniło się subtelnym echem kryształowych dzwonów. Dźwięk odbijał się od posadzki, otulał kolumny, wirował między falami srebrzystego materiału, wdzierał się pod porcelanowe powieki.
Jej oczy świeciły blaskiem większym niż kamienie zatopione w podłodze. Mieniły się subtelnymi kolorami, przywodziły na myśl drogocenne kryształy. Gdyby znalazł się ktoś, kto odważyłby się w nie zajrzeć, odnalazłby rześki powiew wiatru, szum falującej wody, krzyk burzowych chmur.
Przeszywający dźwięk kazał jej wstać. Stała tak wyprostowana, pewna siebie, a siła jej spojrzenia mogłaby zburzyć każdą z gigantycznych kolumn, gdyby tylko chciała.
Część 22 / 2
Kamienne drzwi do Sali Tronowej uchyliły się bezszelestnie, wpuszczając do wnętrza ciekawski powiew wiatru, niosący ze sobą zapach rajskich kwiatów. Do środka wmaszerował wysoki mężczyzna, otulony czarną jak węgiel zbroją. Wirował za nim płaszcz z ciężkiego materiału, z wyhaftowanymi złotymi skrzydłami, które lśniły również dumnie na jego piersi. Kaptur okrywał cieniem jego twarz, rękawice okrywały dłonie, a wysokie czarno – złote buty złowieszczo stukały w drżącą posadzkę. Jego czarna osoba wydawała się cięższa od całego wnętrza Sali, do której wszedł. Niepokój, jaki z niego emanował, przenikał w każdy zakamarek, a srebrzysty materiał pod sklepieniem nerwowo drżał.
Doszedł do tronu, ukłonił się uprzejmie. Dziewczyna skinęła głową, spoglądając na przybysza obojętnym wzrokiem spod półprzymkniętych oczu. Mężczyzna zsunął kaptur. Blask bijący od posadzki, światło wpadające przez okna i chłód osoby stojącej przed nim, oświetliły jego młodą, dojrzałą twarz, uderzyły go w oczy, które dopiero po chwili oswoiły się z taką jasnością. Miał ciemne włosy opadające swobodnie na lico, sięgające prawie do ramion. Czarne brwi okalały bystre, odważne oczy, koloru dojrzałych porzeczek. Spod kilku blizn i zadrapań, rzucało się w oczy piękno tego młodzieńca.
- Nie spieszyłeś się nadto – powiedziała, nie patrząc na młodzieńca, a przyglądając się srebrnemu motylowi, który nieświadomie wleciał do środka i zataczał teraz łuk wokół kolumny. Głos miała delikatny jak poranna rosa, a jednak odbijał się echem, przeszywając ciszę w Sali.
- Dobrze wiesz, że miałem dużo innych spraw, które nie mogły czekać. Niełatwo jest się tu dostać. Zwłaszcza, że nie wszyscy są chętni do pomocy. – Głos miał niski, jadowicie uderzający w przestrzeń. Błysk w oku kazał mu wybronić się spod zarzutów, które ukrywała pod swym milczeniem.
- Nie są chętni do pomocy? – spojrzała mu w oczy, a jej głos zadrżał, jakby chciała krzyknąć – Jak śmiesz rzucać takie oskarżenia? Spodziewałam się wdzięczności. To ja przyjmuję cię tutaj, gdzie