Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Romans · 13 min czytania

Rebirth

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

- Kochanie, co się stało...? – spytał podchodząc i obejmując kobietę stojącą przy oknie. - Nie, nic... – gdyby widział jej twarz, dostrzegłby grymas bólu, na sam jego dotyk. – Ta pogoda tak mnie nastraja... – zamknęła oczy, żeby nie piekły tak bardzo i pozwoliła płynąć łzom, on i tak by nie zrozumiał. Nigdy jej nie znał. Nie wiedział, dlaczego czasami musi pobyć sama, jeszcze zanim... zanim poznała Filipa. A teraz? Każdy dotyk Pawła, każde jego słowo i uśmiech, sprawiały, że czuła się winna? Samotna. Nieszczęśliwa. A przecież miała wszystko – pracę, samochód, mieszkanie, mężczyznę... nie. Nie "mężczyznę" tylko Pawła. Zupełnie obcego faceta, który przypadkiem na chwilę wpadł w jej życie i został. Nie miała czasu na facetów, na studiach tyle się działo. Więc była z nim – dla świętego spokoju, dla pozorów... Potem praca, awanse, mieszkali razem od dawna, dobrze dzieliło się z nim życie. Ślub? Owszem, bo wypada po tylu latach razem. Życie przepływało jej przez palce, obok, nie zdawała sobie sprawy z tego, co właściwie się dzieje. Owszem, czasami docierało do niej ze zwielokrotnioną siłą, że nie ma wspomnień. Nie potrafiła przytoczyć żadnych anegdotek z życia, nigdy nie wypiła tyle, żeby wymiotować, nigdy nigdzie się nie zgubiła. Nigdy nie musiała czekać na telefon, bo Paweł zawsze był obok. Owszem, podróżowali, widziała całe Włochy, Grecję, Hiszpanię. Bo tak wypadało, bo każdy widział. Ale jej koleżanki, teraz szczęśliwe mężatki i matki, z takich studenckich wyjazdów, przywoziły wspomnienia o opalonych, dobrze zbudowanych przedstawicielach rdzennej ludności, o klubach i godzinnych znajomościach z tamtych miejsc. Niektóre nawet przywoziły chłopaków, niektóre nie wracały. A ona? Zawsze myślała, że po prostu jej życie ma być takie – porządne. Ustatkowane. Zaplanowane. Proste. Nudne? Tak. Zdecydowanie. Chociaż, gdyby nie poznała Filipa NIGDY by to do niej nie dotarło. Lub dotarłoby w momencie, w którym nie dałoby się tego zmienić. - Pomyśl, że za tymi chmurami jest piękne słońce. Ten deszcz... to wszystko minie, maleńka. – pociągnął ją na kanapę, przykrył kocem, objął ramieniem i włączył telewizor. "Minie..." powtórzyła w myślach. Filip nigdy by jej nie powiedział czegoś takiego. Filip nigdy by jej nie uwierzył. Przecież kochała deszcz... DO CHOLERY JASNEJ!! - Pójdę się położyć... – rzuciła i zmusiła się do pocałowania policzka tego obcego mężczyzny, który był jej mężem. Napuściła wody do wanny, nalała pachnącego płynu, zapaliła świece. Nie chciała, żeby ktokolwiek jej przeszkadzał. Chciała rozkoszować się chwilą i wspominać... Pamięta, że pogoda była taka, jak teraz – deszcz, wiatr, chłodno. Wykręciła się ze służbowej kolacji Pawła, obiecała wziąć taksówkę "żeby nie przemoknąć". Szła spacerem, mijając stare kamieniczki, placyki, przystanki, a deszcz siekał ze wszystkich stron. Gdy czuła się już dostatecznie mokra i zziębnięta, postanowiła wsiąść do nocnego autobusu – od czasów studenckich nimi nie jeździła. Miała przejechać dwa przystanki, wysiadła na pętli. Dlaczego? Gdy tylko podniosła głowę z nad kasownika, wśród oparów trawionego alkoholu, wrzasków młodzieży i zasypiających pracowników drugiej zmiany, na końcu autobusu, stał ON. W eleganckim płaszczu, z idealnie lśniącymi butami. Opierał się o tył rozklekotanego, przepełnionego pojazdu, który w tym momencie, stał się dla niej zupełnie pusty. Ten mężczyzna również patrzył na nią, również nie zwracając uwagi na otoczenie. - Chyba przegapiłam swój przystanek. – szepnęła, gdy oboje znaleźli się sami, podczas ulewnego, jesiennego deszczu, w centrum niczego, w najdalszej części miasta, z której wrócić można było jedynie tym autobusem, który właśnie odjechał. - Widzi pani, mam ten sam problem. – odpowiedział spokojnie, choć czuła drżenie jego głosu, czuła również rytm bicia jego serca, słyszała każdy oddech, mimo, że poza odległością kilku kroków dzieliły ich jeszcze ściana deszczu, mur lat spędzonych osobno, przepaść układów i obietnic, które złożyli do tego dnia. Do tej godziny. Czuła to. - Dawno nie jeździłam autobusem. To pewnie dlatego. – szeptała. Nie mrugała oczami, alby obraz tego mężczyzny nie rozmył się, aby nie okazało się, że po prostu śpi. - Mnie również nie zdarza się to zbyt często. – wyciągnął przed siebie dłoń – Filip Modrzejewski. - Edyta Krunc. – uścisk jego dłoni był silny. Czuła dreszcz, który przeszedł przez jej ciało. Wiedziała, że pochodzi prosto z jego serca. I że ona sama również taki wysłała. - W takiej sytuacji, nie pozostało nam nic innego, jak zamówić taksówki. Pogoda... - ...pogoda mi nie przeszkadza. – przerwała mu. Uśmiechnęła się odruchowo, choć nie wiedziała nawet czemu tak jest. - Ja też uwielbiam deszcz. Nigdy nie dokończyli tej rozmowy, która rozpoczęła się wtedy między nimi. Bo przecież musieli opowiedzieć sobie tyle rzeczy, tyle dni, tyle godzin, w których jeszcze się nie znali. Musieli opowiedzieć sobie o tym, jacy byli wcześniej, jak wyglądają ich serca i dusze, gdy są osobno, gdy muszą trzymać na uwięzi wszelkie emocje i słowa, kiedy wiedzą, że wyrażenie czegokolwiek będzie stratą czasu, bo nikt inny tego nie zrozumie. Rysowali sobie nawzajem swoje światy, miejsca, które wydawały się być tylko częścią strasznej historii lub sennego koszmaru, śnionego w pustym łóżku. Kolejne fragmenty przerywanego dialogu, miały miejsce w kawiarniach, restauracjach, klubach, parkach. W sklepach, w których mijali się obok półki z cukrem i mąką. Ale najbardziej lubili dyskutować w autobusach. Gdy on czekał już na jednym z podwójnych miejsc, a ona wsiadała i niby przypadkiem, od niechcenia, zajmowała przestrzeń obok. Nie było "dzień dobry" ani "dowidzenia". Ich rozmowa zaczynała się w punkcie, w którym skończyła się poprzedniego dnia. Potem poznała jego dom, zapach pościeli, smak wspólnego śniadania. Nie czuła wyrzutów sumienia, gdy przytulona do Filipa oglądała filmy historyczne, mimo, że okrywał ją kocem młodszej córeczki. Nie czuła wyrzutów sumienia krzycząc jego imię patrząc bezczelnie prosto w oczy zdradzanej żony, której zdjęcie stało na nocnej szafce. Nie czuła wyrzutów sumienia, odbierając mu cenne godziny, podczas…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%