Kultura · 3 min czytania
Recenzja książki Anny Ikeda " Życie Jak w Toc
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Pięknie wydana. Papier z charakterem, w kolorze (japońskiej) herbaty z mlekiem, twarda oprawa i ciekawie zaprojektowana okładka sprawiają, że czuję, jakby tę książkę czytały już wcześniej pokolenia czytelników. Książka z historią. Zapach świeżej farby drukarskiej przypomina jednak o tym, że to pozycja prosto z drukarni.
Anna Ikeda już we wstępie do "Życie jak w Tochigi. Na japońskiej prowincji" wywołuje uśmiech. Lekka ironia jej opisów tego, co w książce będzie można znaleźć, sprawia, że chcę z autorką przejść na "ty". Następnie skupiam się na kolorowych zdjęciach (fotografem jest autorka), ciekawych, niesztampowych i występujących w wielkiej ilości, co dla mnie zawsze jest plusem.
Na japońskiej prowincji życie toczy się spokojnym rytmem, wybijanym rytualnymi bębnami shintoistycznych świątyń i...perkusji frankofilskiej dyrektor w przedszkolu buddyjskim. Są tu podgrzewane wanny, ale w łazienkowych rurach, w zimie, o poranku, możemy zastać jedynie lód. Podaje się i przyjmuje wszystko tylko dwoma rękoma naraz, dziękuje za prezenty co najmniej kwadrans, a w świątyniach klaszcze się i obraca w kółko. Dziwne zwyczaje? Być może ale książka ta, pokazując obyczajowe różnice pomiędzy Wschodem i Zachodem sprawia, że tak naprawdę zaczynają się one zacierać. Widzę w Japończykach nas (Polaków, Europejczyków) samych, sąsiadów czy najbliższą rodzinę.…