Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Fantasy · 9 min czytania

Recenzja "Labiryntu fauna"

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

„Labirynt fauna” to bez wątpienia film, który wciska do gardła setki urwanych myśli, nie pozwalając wydusić żadnej sensownej frazy przez co najmniej pół godziny po seansie. Brzmi zapewne zachęcająco, w rzeczywistości jest to bardzo przygnębiające. Obraz del Toro to kolejny, po ekranizacji „Pachnidła”, film, oglądając który odnosimy wrażenie, że reżyser niechybnie zmierzał na szczyt, nieszczęśliwie jednak zboczył na szlaku i trzeba go było ewakuować. Guillermo del Toro jest jednym z wielu artystów, którzy do Hollywood nie pasują i jednym z niewielu, którzy poza Hollywood sobie radzą. Od dziecka pasjonowały go filmy fantasy i horrory, najlepiej gotyckie. Większość jego dzieł epatuje przemocą, zresztą sam zainteresowany bez kozery przyznaje, że sceny gwałtu fizycznego bardzo go interesują. Należałoby do tego wszystkiego dodać, że del Toro zaczynał karierę od efektów specjalnych. Otrzymujemy zatem skromny zarys jego najnowszego, będącego owocem wieloletnich poszukiwań filmu o baśniowym tytule: „Labirynt fauna”. Już pierwsze sceny zdradzają, że widz będzie mieć do czynienia ze swoistym eksperymentem, sprowadzającym się w uproszczeniu do zestawienia na równych prawach dwóch realiów, świata baśniowego w klimatach fantasy, z elementami grozy, wyrywanymi jakby z niepokojącego snu (skojarzenia z „Alicją w krainie czarów” jak najbardziej na miejscu) oraz świata rzeczywistego, a konkretniej – frankistowskiej Hiszpanii roku 1944. Do faszystowskiego obozu znajdującego się w środku górskiego lasu przybywa ciężarna matka (Ariadna Gil) wraz z dwunastoletnią córką, Ofelią (Ivana Baquero). Kapitanem tego obozu jest Vidal (Sergi Lopez), ojczym Ofelii i ojciec nienarodzonego dziecka. Vidal jest dość schematycznie zarysowanym typem frankistowskiej, wypranej z emocji maszynki do zabijania, przez co kontrastuje z uczuciową, choć posłuszną żoną i zaplątaną w bajeczne fantazmaty swego wnętrza Ofelią. Podczas, gdy bezduszny kapitan będzie tropił młodocianą partyzantkę, a matka zwijała się z bólu w obozowym pokoju, mała Ofelia pogrąży się w wyimaginowanym świecie swej wyobraźni, pełnym fantastycznych stworów, tajemnych przejść i magicznych artefaktów. Jednak ze względu na drastyczne sceny przemocy (związane z okrutnymi metodami duszenia oporu kapitana Vidala) oraz mało baśniową fabułę, „Labirynt fauna” nie jest filmem przeznaczonym dla dzieci. Rzecz jednak w tym, że docelowa grupa odbiorców nie sprowadza się do wszystkich osób dojrzałych, ale do o wiele węższego grona. Idealnym widzem „Labiryntu fauna” byłaby osoba nieprzeciętnie wrażliwa, ale przy tym odporna na werystyczne obrazy przemocy, dociekliwa i dająca się zarazem ponieść emocjom, wreszcie musi to być ktoś, kto zdoła zafascynować się takim właśnie, a nie innym, baśniowym światem autorstwa del Toro. Taki skomplikowany odbiorca przytrafia się niestety rzadko i między innymi dlatego film arcydziełem nie jest. Zasadniczy problem filmu sprowadza się do głównego przesłania, które niejako kłóci się z warstwą wizualną. Otóż poprzez zestawienie dwóch różnych światów del Toro chce pokazać, że zło wyrządzane przez człowieka w czasie drugiej wojny światowej, wszystkie te okrucieństwa, bestialstwa i wylewy głęboko ukrytego atawizmu są dużo gorsze od baśniowych potworów i mrocznych labiryntów (mimo że ów fantastyczny świat również nie jest wolny od zła, bezwzględności i tak dalej). Aby jednak taki efekt uzyskać, należy wizualnie przyrównać oba światy, co też ochoczo czyni reżyser. W tym miejscu zaczynają się jednak schody. Przede wszystkim musi istnieć miejsce wspólne wydarzeń, w którym będą mogły koegzystować potwory i faszyści. Takimi miejscami są las oraz obóz, nakręcone kamerą, delikatnie jednak „podkręcone” techniką komputerową, co nadaje im wygląd po trosze baśniowy. O ile postacie fantastyczne świetnie się wkomponowują, o tyle brutalne sceny z magicznym lasem w tle wydają się sztuczne, stwarzają wrażenie czegoś na wzór gry komputerowej. Nie to jest jednak naczelnym problemem „Labiryntu fauna”. Film ten jest wręcz przepełniony szczegółowo przedstawionymi postaciami fantastycznymi, przez co widz czuje się tak, jakby oglądał bajkę dla dzieci. Jeśli zaakceptuje ciekawe skądinąd wizje del Toro, da się…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%
Recenzja "Labiryntu fauna" — czytnik · opowiadania