Medycyna · 6 min czytania
Recepta
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Mam najwyraźniej problem. Ja chyba, mówiąc krótko, nie lubię ludzi... Był cieplutki majowy poranek. Świat wybuchł niespodziewanie feerią barw. Nozdrza odurzał zapach bzów. Delektując się poranną ciszą, przerywaną jedynie świergotem zaaferowanego wiciem gniazd ptactwa, zmierzałam do pracy. Czy można chcieć czegoś więcej? No właśnie. Do pełni szczęścia był mi niezbędny jedynie... eltroxin. Prozaiczne, prawda? Oczywiście można być szczęśliwym po wsze czasy, pod warunkiem, że nie jest się człowiekiem. Ale do rzeczy. Przypomniawszy sobie o niezbędnym mi leku, wyjęłam z kieszeni telefon, wyszukałam numer biura i uprzedziłam szefa, że spóźnię się „pół godziny”. Drogą dedukcji taki właśnie czas przewidziałam na wizytę w przychodni. Myślę sobie – niemal lato – kto właściwie mógłby być przeziębiony przy takiej aurze? (założyłam, i jak się później okazało - błędnie, że wizyta u internisty dotyczyć może wyłącznie błahych spraw typu przeziębienie). W przychodni powitał mnie już ogonek pacjentów w liczbie sześciu osób. I tak kolejno: - Sędziwa starsza matrona z obolałym kolanem, dokazująca tak na wszelki wypadek, że to ona jest właśnie pierwsza w kolejce (chociaż na drzwiach gabinetu wisi kartka: „Kolejność przyjęć pacjentów określa lekarz!” ); - Około-czterdziestoletnia posiadaczka jednej nerki z objawami choroby sierocej; - Na pierwszy rzut oka jowialny staruszek, wyjątkowo wstrzemięźliwy w kwestii upubliczniania objawów swojej choroby; - Kolejna przedstawicielka wieku średniego, stojąca najwyraźniej tuż nad grobem (sugestię tę nasunął mi niczym nieskrępowany wywód samej zainteresowanej – przysięgłabym, że niemal z jawną satysfakcją wymieniała kolejno (osiągnięcia?) – choroba wieńcowa serca, marskość wątroby, problemy z trzustką, kręgosłupem, kolanami, do tego nerwica żołądka, a wszystko dzięki kochanej, obłożnie chorej mamusi, która pod nieobecność córki ma ataki epilepsji, najprawdopodobniej na tle nerwowym – wywód, również i w tym przypadku, okazał się dość istotny w sprawie, cała ta historia choroby, była bowiem preludium do uzurpowania sobie praw w kolejce). Tuż obok mnie, - Pan Błażej, osiedlowy moczymorda. Nie zwiódł mnie! Dumnym gestem wymachiwał przed całą resztą książeczką inwalidy I grupy. Pomyślałam – to już bezczelność! Szlag najjaśniejszy mnie trafi! Gdzie do cholery nabawił się inwalidztwa?! Alkoholizm co prawda, jest chorobą społeczną, czy jednak przegnita wątroba to upośledzenie I-ego stopnia? Hm... Od jutra zaczynam pić, na umór. Dopiero jednak od jutra. Dziś jeszcze muszę załatwić tę cholerną receptę! Ogonek zamykał kilkunastoletni chłopiec, oczekujący na skierowanie do laryngologa (z ust towarzyszącego mu ojca, dowiedziałam się, że chłopak ogłuchł w momencie, ot tak, bez…