muzyka · 7 min czytania
Recital muzyki polskiej w mieście H.
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
W kwietniu 2014 roku w mojej skrzynce odbiorczej w Detroit w Michigan znalazłem email od pani dr Janiny Pustkówny-Drozd, kierowniczki katedry fortepianu na Akademii Muzycznej im. Delfiny Potockiej w mieście H. Pisała, że otrzymała grant z Ministerstwa Oświecenia na propagowanie muzyki polskiej i serdecznie zaprasza mnie do wykonania recitalu fortepianowego w auli uniwersytetu, w końcu maja. Z radością przyjąłem zaproszenie. W programie miałem utwory Jana Kleczyńskiego, Władysława Wszelaczyńskiego, Pauliny Szalit, Heleny Łopuskiej-Wyleżyńskiej i Reginy Wieniawskiej, która publikowała swe kompozycje pod nazwiskiem Poldowski. Ciekawy godzinny recital, bez przerwy. Bardzo lubiłem koncertować w Polsce.
Do miasta H. udałem się z Warszawy wypożyczonym samochodem. Trochę trudno było znaleźć hotel „Pod Herbem” który zarezerwowała pani dr Pustkówna-Drozd. Była to niedziela i hotel był bardzo zatłoczony. Świętowano Pierwszą Komunię, po korytarzu biegały ubrane na biało dziewczynki i chłopcy w miniaturowych garniturkach, a dookoła stały stoły pozastawiane sałatkami z majonezem, faszerowanymi jajkami, ogromnymi białymi tortami, oraz wieżami z owoców, na których królowały brzoskwinie, ananasy i kiwi. Towarzystwo było bardzo głośne, pełne dumnych rodziców, dziadków, wujków, kuzynów i ciotek. Królował zapach piwa i perfum.
W poniedziałek rano z hotelu odebrała mnie pani dr Pustkówna-Drozd. W drodze rozmawialiśmy o wspólnych znajomych. Poczułem się nagle nieswojo, bo dr Drozd bardzo blisko przyjaźniła się z profesorem Z. z którym się ostatnio pokłóciłem. Było to w Portugalii, poszliśmy na kolację, profesor się bardzo szybko upił i zaczął wygadywać okropne rasistowskie bzdury. Nie było innego wyjścia, zostawiłem go w restauracji samego. Od tego czasu nie miałem z nim już kontaktu. On zapewne uważał, że to co się mówi po pijanemu się nie liczy i że ja powinienem go przeprosić. A najprawdopodobniej w ogóle nie pamiętał co wygadywał i dlaczego się obraziłem. A teraz zastanawiałem się czy dr Pustkówna-Drozd wiedziała o tym wszystkim. Raczej nie mogła nie wiedzieć, ale mi nie pozostawało nic jak tylko udawać, że wszystko jest w porządku. A tymczasem, uśmiechając się, dr Drozd opowiadała wiele o profesorze, jego ostatnich koncertach w Nowej Zelandii i nagraniu kompletu mazurków Chopina. Profesor otrzymał ostatnio japoński złoty medal Kwitnącego Tulipana.
Na uczelni na ścianach zobaczyłem plakaty ogłaszające mój koncert, a przy wejściu do budynku były nawet ekrany telewizyjne informujące o tym wydarzeniu. Zabrano mnie do dziekanatu, przywitał się ze mną dziekan i wręczył mi w prezencie dziesięciokilogramową książkę o historii uczelni oraz cztery płyty kompaktowe z nagraniami uczelnianej orkiestry akordeonowej. Podano kawę parzoną i ciasto, zjawiła się pani księgowa i podpisałem cały szereg dokumentów. Potem poszedłem ćwiczyć do przeogromnej auli. Mieli tu świetny fortepian Fazioli. Ta piękna nowoczesna sala, zaprojektowana przez sławnego Daniela Libeskinda, mogła pomieścić około tysiąca osób. Patrząc na ten ogrom zacząłem się poważnie martwić koncertem. Miasto H. miało bardzo wysokie standardy, jeśli chodzi o muzykę klasyczną, a chopinistykę w szczególności. W 1827 roku Chopin spędził w tym mieście dwie i pół godziny w drodze to Wrocławia. Upamiętnia to wydarzenie tablica przy wejściu do miejskiego ratusza. To stąd pochodził czarujący młodziutki Mściwój P., laureat siódmej nagrody na ostatnim konkursie chopinowskim. Od momentu tego pianistycznego zwycięstwa