Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Romans · 17 min czytania

Red Blues

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Red Blues to tytuł płyty Mary Coughlan. Składa się na nią jedenaście utworów, autorstwa różnych artystów, jednak to ekspresja i wyjątkowy styl Mary sprowokował mnie do napisania tego opowiadania. Dzięki.

{i}"Every place that I go, Well, it seems so strange. Without your love, baby, baby, Things have changed."{/i} - Ain't No Love In The Heart Of The City

Było jeszcze wcześnie, gdy ujrzałem Ją kątem oka. Ustawiałem brzmienie, wciskając dźwięki między ruch pokręteł, starając się znaleźć to coś. Stanęła obok bez słowa. Wiedziała, że już Ją zauważyłem. Nie obróciłem się od razu. Wymuskałem kolejną zagrywkę i oparłem gitarę o piec. Basy mi nie odpowiadały. - Cieszę się, że przyszłaś. - Nie zostanę na koncercie - odparła chłodno. Znałem ten chłód. Przez ostatnie tygodnie często gościł w Jej głosie. Wczoraj. Przedwczoraj. Przed-przedwczoraj nie, ale wtedy się kochaliśmy i staraliśmy się nie myśleć o niczym. I dzisiaj znowu. - Szkoda - powiedziałem i prawie w to uwierzyłem. Ona prychnęła, jakby zniecierpliwiona. - To koniec, prawda? - zapytałem po krótkim milczeniu. Odwróciła wzrok. - Na to wygląda - odparła cicho. Prawie Jej nie dosłyszałem w spowitym pokrzykiwaniami Buddy Guy'a pomieszczeniu. Pokiwałem głową i znowu chwyciłem gitarę. Męczyłem się chwilę z ustawieniami, uporczywie nie patrząc w miejsce, gdzie jeszcze przed chwilą stała. Czułem ulgę, dziwny rodzaj ulgi zmieszanej z brudem i wstydem. To wszystko?, pytała część mnie. Tak, odpowiadała inna część. W końcu obróciłem głowę, ale Jej już tam nie było. Pokręciłem głową i wróciłem do ustawiania brzmienia. Basy mi nie odpowiadały.

{i}"They did the Boogie real slow with the blue lights way down low"{/i} - Blue Light Boogie

Podszedłem do baru i poprosiłem o colę. Ktoś klepnął mnie w plecy. Gdy obróciłem głowę, trafiłem na promienny uśmiech naszego perkusisty. - Jak tam? Cola? Walnij sobie piwko. - Ktoś musi trzymać pion. - To blues. Tu chodzi o feeling, a nie o pion - parsknął śmiechem. Później łyknął piwo z kufla i dodał - Widziałem tę twoją… - Tak. - Będzie na koncercie? - Nie. Pokiwał głową w sposób, w który tylko przyjaciel może pokiwać. Później milczał w sposób, w jaki tylko przyjaciel może milczeć. Knajpa powoli się zapełniała, a my staliśmy przy barze racząc się kofeiną i chmielem. - Już czas - rzucił i odstawił puste szkło. - OK - odparłem dopiwszy colę. - Be cool. - Stay cool. Chwilę później byliśmy już na scenie.

{i}"Baby, take off your coat, real slow. Baby, take off your shoes. I'll help you take off your shoes. Baby, take off your dress. But you can leave your hat on"{/i} - You Can Leave Your Hat On

Podłączyłem gitarę i usłyszałem to niesamowite buczenie, to coś, co sprawia, że ciarki przechodzą po plecach, a palce same układają się na gryfie. Wydobyłem jeden przeciągły dźwięk i przez chwilę byłem gdzie indziej. Byłem tam, gdzie tańczyłem z Nią, blisko, tak blisko, ach, jak blisko w knajpie, gdzie nikt nigdy nie tańczył, obracając się w rytm powolnego, smętnego, leniwego bluesa. Byłem tam, gdzie chciałem Jej, a Ona mnie. Byłem tam, gdzie wszystko się zaczynało, gdzie w rytmie tego leniwego bluesa byłem gotów powiedzieć Jej wszystko, byleby ta chwila trwała, byleby ten blues nie kończył się po 5:12, byleby ta noc miała nigdy nie minąć. Byłem tam, gdzie nie było pocałunków, nie było seksu, nie było zawsze, nigdy, nie i może, gdzie było tylko i wyłącznie tak i gdzie było mi tak dobrze. Chyba wtedy byłem zakochany. Chyba tak. Szybkie nabicie i uderzyliśmy szybko, ostro, pół-rockowego bluesa, bez zbędnej gadaniny, konferansjerki i innego mordującego muzykę szajsu. Graliśmy i - dzięki Bogu - nie miałem czasu na myślenie i wspomnienia.

{i}"Start the motor, shut the motor off, Start the motor, shut the motor off, Start the motor, shut the motor off, It's a toy for all the little girls and boys."{/i} - Portland

Krótka przerwa i tym razem wolniej, funkowo, wprawiając obleczone w obcisłe dżinsy damskie biodra w ruch. Spoglądałem po twarzach i widziałem ten wyraz mistycznego niemal uniesienia, umalowane oczy przymknięte, by pełniej rozkoszować się dźwiękami, wymowną grę dłoni na wpół mamiących jadowitego węża, na wpół naśladujących tarantinowskiego twista. Były młode, były ładne i w jakiś sposób niezwykle pociągające. Na siłę szukałem wzrokiem takiej, z którą mógłbym mieć ochotę spędzić tę noc. A jednak oczy uparcie poszukiwały znajomego filaru, pod którym zwykle stała, sącząc drinka i z politowaniem spoglądała na te młode, ładne, pociągające dziewczyny. Nie było kpiny w jej oczach, nie było wystudiowanego wyrazu znużenia na twarzy, nie było spojrzenia, które złośliwie zawsze patrzyło gdzie indziej. Nie było Jej.

{i}"Cos you see, I love you so much And I don't want you to leave me, boy Most of all, I don't want you to set me free"{/i} - I'd Rather Go Blind

Krótka przebierzka po garach, na tyle długa, bym wyciągnął z kieszeni slide i wślizgnął się jękliwie w pierwsze takty nastrojowego podkładu. Płaczliwe dźwięki, pomyślałem. Chciałem skończyć grać, wrócić do domu, usiąść na łóżku i płakać. Ale wiedziałem, że tak nie będzie. Nigdy nie płakałem. Teraz też nie będę. Nie z Jej powodu. Grałem więc, bo nic mi więcej nie pozostało. Zatopiłem się w grze… Siedzieliśmy u Niej w pokoju, zasłuchani w panującą ciszę. Nie lubiła muzyki. Nie rozumiała jej. - Co chcesz porobić? - Nic - odpowiedziała. Patrzyła na swoje nierówno pomalowane paznokcie, po trosze z odrazą, po trosze ze znudzeniem. - Moglibyśmy jutro skoczyć do kina. Prychnęła tylko w odpowiedzi. Filmów też zbytnio nie lubiła. - Chciałabyś? - zapytałem mimo wszystko. - Pewnie - odparła bez entuzjazmu. - Na co? Znowu parsknięcie, tym razem głośne, znaczące. - Nawet nie wiem, co grają - odpowiedziała. - Właściwie chyba nic ciekawego. - No to pewnie, chodźmy - rzekła przymilnym głosem. Obojętność ustąpiła drwinie. - Jak nie chcesz, wystarczy powiedzieć. - Nie chcę. Wyszedłem dziesięć minut później i ruszyłem prosto w kierunku autobusu. Wiedziałem, że obserwuje mnie z okna. Zawsze to robiła. Zawsze obracałem się i machałem jej na pożegnanie. Tym razem nie obróciłem się. Chciałem coś zamanifestować. Nie wiem co. Coś. Że jest mi źle. Nie wiem. Nie obróciłem się. Skończyłem solówkę i usłyszałem gwałtowne brawa. Nasz wokal pokiwał z uznaniem głową i przeszedł gładko w kolejną zwrotkę. Nie myślałem o solówce, nie myślałem o nim, o koncercie i o muzyce. Myślałem o tym, jak wiele bym dał, żeby jednak się obrócić i Jej pomachać.

{i}"I'm mooning all the morning and mourning all the night And in between it's nicotine And not much heart to fight Black coffee Feelin' low as the ground It's driving me crazy just waiting for my baby To maybe come around..."{/i} - Black Coffee

Przerwa. Nienaturalnie zmęczony odłożyłem gitarę i stanąłem przy barze. Kiwałem tylko głową, gdy jakiś pryszczaty nastolatek silił się na komplementy względem mojej gry. - Super… ta solówka slidem, po prostu ekstra. Normalnie wymiękłem jak to usłyszałem… - Mhm. - Chciałbym kiedyś tak grać… ale do tego na pewno trzeba talentu i dużo, dużo ćwiczeń… Umilkł jakby oczekiwał, że powiem mu, że istnieje jakiś trik, pstryknięcie palcami, lub królik z kapelusza, który czyni gitarzystą. Ale triku nie ma. Są za to zdarte opuszki palców. - Co będzie? - włączył się barman. Poprosiłem o kawę i przeciągnąłem dłonią po włosach, spoglądając w mętne odbicie w brudnym lustrze wiszącym nad barem. Czego oczekiwałem? Rudy gość z gitarą w dłoni i irracjonalną ambicją znalezienia kogoś, kto zrozumie. Kogoś, kto… - Co będzie? - włączył się barman, wtedy, w tym wiejącym pustką barze, gdzie Ją poznałem. - Kawa - odparłem i wyciągnąłem fajkę z paczki. Kawa i papierosy. Cudownie dekadenckie. - Kawa i papierosy - odezwała się, z uśmiechem na ustach - Cudownie dekadenckie. - Bezbłędne - odparłem i odpaliłem Jej fajkę. Spoglądaliśmy na siebie w milczeniu. Podobała mi się. Jej za mocny makijaż, niedokładnie zafarbowane włosy, to jak nerwowo obracała w dłoni zapalniczkę. Podobało mi się Jej milczenie. - Idziesz? - odezwał się do mnie znajomy. Chciał przenieść się gdzieś, gdzie będą ludzie, dziewczyny, wrzawa. Nie odpowiedziałem od razu. Spojrzałem Jej w oczy, a uśmiech stopniowo znikł z Jej pokrytych tandetnym błyszczykiem ust. - Znajdę was później - odparłem w końcu. Kłamałem.

{i}"Pull up to my bumper baby, In your long black…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%
Red Blues — czytnik · opowiadania