Komedia · 19 min czytania
REHABILITACJA: seria druga - Powrót na leżankę
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
{font:verdana}{c:navy}{b}{u}REHABILITACJA, seria druga - Powrót na leżankę{/b} - kontynuacja{/u}
{u}rozdział 2{/u} cisza przed burzą
Czwartek. Obudziłam się dość wcześnie, rozanielona perspektywą dzisiejszych odwiedzin przychodni. Odruchowo moja dłoń powędrowała w stronę środków uspokajających, lecz w chwilę później uzmysłowiłam sobie, że miałam przecież już więcej ich nie brać. Wyszłam więc z łóżka lekko podkręcona, namierzyłam kuchnię i naszykowałam jedzenie sobie i mojemu kotu. Miałam dla siebie kilka godzin, które zwykle spędzałam w łóżku. Tym razem moje ADHD, powodowane brakiem tabletek, skutecznie mnie z tego łóżka wykopało. Musiałam się czymś zająć, tak więc, zaraz po porannych ćwiczeniach, postanowiłam zająć się sobą, a dokładniej zafundowałam sobie sesję pielęgnacyjno - relaksacyjną w łazience. Udało mi się do pewnego stopnia wrzucić na luz; poczułam się bardziej atrakcyjna i pewna siebie. Po łazienkowych szaleństwach, lecz mimo wszystko wciąż z lekkim lękiem, włączyłam komputer i weszłam na swoje gadu. Wywróciłam oczami, czytając opis Czarnego Ksiencia: „November Rain”. Tak, tą właśnie piosenką udało mu się mnie wtedy uwięzić, a teraz próbował jej siły oddziaływania raz jeszcze. „Spadaj, pajacu…”, mruknęłam do siebie, „nie dam ci się po raz drugi.” Postanowiłam nie odpowiadać na tą jawną zaczepkę i sama nie ustawiłam żadnego opisu. Weszłam natomiast na moją skrzynkę mailową. Ucieszyłam się i od razu nabrałam dystansu. Miałam maila od mojej siostry.
{i}„Re: Faceci to przekleństwo Hej Na poczatek napisze ci ze juz napisalam do ciebie całego eseja i cos nacislam i sie skasowalo normalnie zdenerwowalam sie bo pierwsze mysli sa najlepsze ale postaram sie napisac to co wczesniej :) Wiec co do ksiencia pogielo chlopa zeby sie tak caly czas narzucac pewnie ma jakies przeblyski rozumu i chce ratowac wasz zwiazek ale no niestety sie grubo myli !!! Teraz troche o mnie czyli bez zmian nadal siedze na socjalu ostatni miesiac i koniec ale ten czas leci nie dawno dostalam a juz bedzie sie konczyl co dobre szybko się konczy niestety !!! pracy nadal nie ma ale Nadzieja umiera ostatnia !!! Mój ciagle nie ma stałej roboty, był ostatnio na rozmowie ale go wysmiali :( zdołowal się tym i zaczal pic jeszcze wiecej, piwsko już mu nie wystarcza teraz dohodzi do tego jeszcze woda :( :( :.( dodupy to zycie, ile mozna!! Eh, ale nie będe o tym pisac bo poco :( Ostatnio mamy taka ladna pogode ze az sie chce cos robic. tylko co tu robic na bezrobotnym nie majac za duzo kasy a wszyscy znajomi w pracy ??? Tagze tak zle tak nie dobrze !! wogole to ci nie pisalam ale teraz jestem bladynka juz bez pasemek przez piersze kilka dni nie chciałam zagladac do lustra ale juz jest ok pozatym ze musze nakladac tapete bo jestem blada :( W tym tygodniu odwiedzil nas dobry znajomy ktorego niewidzielismy od listopada to troche popilismy i kasy stracilismy ale zawsze to jakas odmiana :) tymbardziej ze chlopak mi pomugł i przezniego dostalam tego socjala :) Tak wiec koncze juz pozna godzina do przeczytanka buziole :*”{/i}
Jak dobrze mieć starszą siostrę. Chyba nikt inny na świecie nie potrafił mnie tak dobrze zrozumieć. Zawsze mogłam liczyć z jej strony na totalną szczerość. Ubóstwiałam to w niej po prostu. Martwiło mnie natomiast umiłowanie do alkoholu jej męża, ale cóż, to nie mój mąż i nie mogłam jej kazać tak po prostu go zostawić, jeśli sama nie miała zamiaru tego robić. Poza tym, problemów własnych miałam aż nadto. Nagle zerknęłam na zegarek i uświadomiłam sobie, że już czas najwyższy, by zbierać się na masażyk. Zarzuciłam na siebie swój nowiutki chabrowy płaszczyk wiązany w talii i skierowałam się do przychodni. Po drodze rozglądałam się za moją standardową „obstawą”. Tak, obserwował mnie jakiś przydupas Czarnego Ksiencia. Nie mógł nie zauważyć, że na mojej twarzy widniał niezrozumiały dla nikogo uśmiech. W przypływie dobrego nastroju nawet do niego pomachałam, co wprawiło go w nie lada osłupienie, jako że do tej pory po prostu udawałam, że najzwyczajniej w świecie nie widzę nikogo z mojej „straży przybocznej”. Gdy dotarłam na miejsce, mojego masażysty nie było jeszcze w gabinecie. Usiadłam więc sobie pod drzwiami z słuchawkami w uszach i czekałam na niego. Po chwili wyszedł z innego pomieszczenia, znów w tej samej niebieskiej koszulce. Na mój widok automatycznie się uśmiechnął, co sprawiło, że tak samo automatycznie wyłączyłam muzykę. Podszedłszy do mnie, spytał rozradowany, ściszonym głosem, wskazując głową na pacjentki, siedzące na jednej z ławek: - Słyszałaś te dwie staruszki? - Nie – zdziwiłam się trochę, przypominając mu – Ja przecież i ślepa, i głucha jestem. - Poważnie? Nie słyszałaś? – śmiał się już do łez, co wywołało moje szczere zainteresowanie. - No, nie. A co takiego mówiły? – spytałam podkręcona. - Uśmiejesz się – obiecał, otwierając drzwi. – Mówiły: „Patrz, jakie laski do niego przychodzą.” - Serio? – otwarłam szeroko oczy. Nie wiedziałam teraz, czy żartuje, czy rzeczywiście zdaje relację z jakże dla mnie przyjemnej rozmowy pacjentek. Nie zmieniło to faktu, że promienny uśmiech z miejsca rozświetlił moją twarz. Eh, czasem miałam wrażenie, że jestem materiałem zbyt łasym na komplementy. Wtedy jednak taki komplement był dla mnie na miarę złota; musiałam się jakoś podbudować po psychicznej gehennie, jaką zafundował mi Czarny Ksionżę. Mój masażysta odpowiedział mi porozumiewawczym spojrzeniem, po czym pozwolił mi się przygotować do zabiegu. Przez chwileczkę w mojej głowie pojawiła się pokrętna myśl, czy czasem nie próbuje mnie w taki sposób podrywać. Lecz szybko ją od siebie odgoniłam; gdyby miał względem mnie jakieś plany, nie wspominałby mi przecież o swojej żonie. Nie zmieniało to faktu, że poczułam się szczęśliwa i spokojna. Ktoś się o mnie troszczył. W dodatku bezinteresownie. Czegóż innego mogłam teraz potrzebować? Gdy już znalazłam się na mojej leżance, pozwoliłam rozpiąć sobie stanik i rozprowadzić na plecach moją ulubioną oliwkę. I znów te zimne dłonie… „Co jest!?”, strzeliło mnie jak piorunem, ale postanowiłam zgrywać twardziela. Nagle coś do mnie dotarło. - Mam mały problem – zagaiłam. – Nie wiem, jaki kawał zgotować moim studentom na Prima Aprilis. - Rzeczywiście, to dzisiaj – zgodził się. – Ja tam nie robię żadnych kawałów. - Szkoda – westchnęłam – bo uważam, że tradycji powinno stać się zadość. - No, wiesz – odrzekł rozbawiony. – Możesz im powiedzieć, że dzisiaj nie ma zajęć i idziecie na piwo. - Albo – wtrąciłam – że to są ostatnie zajęcia ze mną, a od następnych będą mieli z kimś innym. - No to spodziewaj się reakcji: buahahahaha! Nareszcie! – drwił sobie ze mnie. Mimo to, humor mi dopisywał i sama trzęsłam się ze śmiechu. - Na pewno nie dadzą się nabrać – westchnęłam po chwili, powoli się uspokajając. - No to może nowy sposób oceniania – kontynuował rozśmieszanie. – Chmurki i słoneczka. - Przecież to dorośli – zaskoczył mnie, ale doceniłam jego pomysłowość, rewanżując się kolejną trzęsawką i dodając – Choć, rzeczywiście, w ich przypadku to niegłupi pomysł. - Albo coś poważnego – rozkręcił się na maksa - na przykład, że opłaty za kurs wzrastają dwukrotnie. - Nie no, tego im nie mogę zrobić – odparłam z udawaną troską. – Przecież by palpitacji serca dostali. - No to – ciągnął dalej – że wprowadzacie selekcję wiekową, typu: osoby powyżej czterdziestki nie będą wpuszczane na zajęcia. - Ta – odrzekłam z powątpiewaniem – połowa grupy by strzeliła focha. - To tylko znaczy – szarżował – że połowa grupy dała by się nabrać. - Dla nich to by chyba aż takie śmieszne nie było – próbowałam odgadnąć reakcję moich studentów na taki kawał. - Zawsze możesz im powiedzieć, że dzisiaj zamiast lekcji angielskiego będzie lekcja rumuńskiego, czy jakiegoś innego wynalazku. - He – prychnęłam – tam kilka osób zna rosyjski, a ja ni w ząb po rumuńsku. Tak więc chyba nici z tej propozycji. Ale dzięki za pomoc. Coś się na pewno wymyśli. Spróbuję się jakoś dogadać z kumplem Irlandczykiem i jakoś ich nabierzemy. - Irlandczykiem? – zainteresował się. – Ale takim irlandzkim Irlandczykiem? - Acha – przytaknęłam z nutką satysfakcji w głosie. – Bardzo fajny facet. Przesympatyczny i w ogóle, bardzo mi się kiedyś podobał – zaczęłam się zapędzać. Tak, swego czasu bardzo mi się podobał… - Mamy ze sobą dużo wspólnego, uwielbiam z nim rozmawiać. - Czyżby kandydat na horyzoncie? – odpowiedział zaczepnie, choć zabrzmiało to raczej jak przejaw nieuzasadnionej, irracjonalnej zazdrości. Albo to tylko moje subiektywne wrażenie. - Jak cholera – wyrwało mi się dość zgryźliwie. – Prawo serii działa. Przyjechał do Polski za swoją narzeczoną, tak więc nici z wszelkich planów. A szkoda, bo akurat by mi się wpasował w moją manię na niebieski – wypaliłam bezmyślnie. - Ostatnio mam niesamowitą fazę na niebieski – wyznałam, a chłopak zachichotał prawie, że bezgłośnie. Kontynuowałam – Czasami to wręcz obsesja. Muszę mieć przy sobie, lub na sobie, coś niebieskiego – dopiero w tym momencie do mnie dotarło, że mój masażysta ma na sobie niebieską koszulkę i może mnie opatrznie zrozumieć. Ciągnęłam więc, przerywając stękaniem, gdyż to, co wyrabiał na moich plecach, w żadnym wypadku nie można było nazwać delikatnymi głaskankami. W dodatku dłonie zdążyły