Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Komedia · 25 min czytania

REHABILITACJA: seria druga - Powrót na leżankę

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

{font:verdana}{c:navy}{b}{u}REHABILITACJA, seria druga - Powrót na leżankę{/b} - kontynuacja{/u}

{u}rozdział 3{/u} zdemaskowanie

Piątkowy poranek obudził mnie słońcem. Wprawdzie odruchowo pomyślało mi się o moich środkach uspokajających, ale dość szybko odgoniłam od siebie tą pokusę. Postanowiwszy przejść na tryb odwykowy od tego paskudztwa, a w zamian miałam leczyć się już tylko i wyłącznie wizytami w przychodni i muzyką. A czułam, że pod tym względem wzięło mnie na poważnie. Z jednego uzależnienia w drugie? To miała być, mimo wszystko, dość ciężka próba charakteru. Udało mi się zebrać z domu w miarę szybko; przed masażem miałam jeszcze przedświąteczne korki. Tak, już teraz szykowała się Wielkanoc. Nawet nie przypuszczałam, jak bardzo ta tegoroczna wryje się w moją pamięci. I to z wielu powodów. Po korkach dostałam od swojej uczennicy kilka ozdób świątecznych. Tak obładowana skierowałam się do przychodni. Chciałam jeszcze wbić się na laser, ale się okazało, że miejsce będzie dopiero za tydzień. „Eh, chrzanione obcięte fundusze! Oszaleli!?”, marudziłam pod nosem. Do gabinetu masażu weszłam zupełnie nieświadoma otaczającej mnie rzeczywistości. Przywitanie mojego masażysty nie wskazywało na nic specjalnego. A jednak. Po wstępnych rozbierankach, na moich plecach zamiast oliwki wylądował… talk! Co to miało, u licha, znaczyć!? - A gdzie oliwka? – spytałam zdezorientowana. - Nie ma oliwki – odparł chłodno, zaczynając masaż. - Jak to: nie ma? – nie mogłam się nadziwić. „Niby, że co? Skończyła się?”, było to dla mnie nie do pojęcia. Jaja sobie robił!? - Czemu nie mówiłaś, że miałaś aż takie problemy z wysypką na plecach? – spytał oskarżycielskim tonem głosu. Zamarłam. - He? – nie wiedziałam, co odpowiedzieć. Idąc jednakże tropem zasady, że najlepszą obroną jest atak, odparłam po chwili – Która papla się wygadała? - Nie zdradzam swoich źródeł informacji – usłyszałam w odpowiedzi. Zaczęłam bardzo intensywnie myśleć, skąd mógł, u diabła, o tym wiedzieć… Powiedziałam o tym tylko dwóm osobom: mojej rehabilitantce i tej nowej masażystce. Tylko one mogły coś mu chlapnąć. Ale która mnie sypnęła…? Nikomu już ufać nie można! - Rzeczywiście – przyznałam z ociąganiem – swego czasu przypominałam dalmatyńczyka, ale okazało się, że to po prostu hormony, poszłam do lekarza, przepisał mi tabletki anty i mi poznikało wszystko. Niestety muszę brać to badziewie. - Niestety? – zdziwił się. – Ludzie… to znaczy, kobiety zwykle się cieszą, że biorą te tabletki. - Ja nie – odparłam z fochem i wyznałam – Trzeba pamiętać, żeby to świństwo brać regularnie, dostaję po nich jakiegoś agresora i w ogóle mam jakieś dziwne paranoje. Jak tylko będę mogła, to je odstawię. A tak w ogóle – chciałam zmienić temat rozmowy, wykorzystując fakt, że mój masażysta zawsze starał się być pomocny – jak można obniżyć poziom cholesterolu? Bo wyniki moich badań nie wyszły najpomyślniej. - Jak obniżyć? – zamyślił się. – Zero pieczonego, smażonego, trzeba jeść dużo warzyw. Słyszałem też, że podobno dobrze działa czerwone wino, oczywiście, nie w nadmiarze… - wymieniał w pierwszym odruchu, lecz po chwili przypomniał sobie najwyraźniej, że ma do mnie żal – A zresztą, masz Internet, to sobie sprawdź. - Super – odrzekłam zgryźliwie. Pięknie! Po prostu pięknie! Tego mi tylko brakowało, by mój ulubiony masażysta miał na mnie nerwy. Ale co ja mu takiego zrobiłam!? Miałam przedziwne wrażenie, że niekoniecznie chodzi mu o moją wysypkę. W takim razie o co? Pomyślałam, że dobrze będzie zmienić temat i spróbować go trochę rozśmieszyć. Może wtedy mu przejdzie. – A wiesz, że wykorzystałam słoneczka i chmurki w moich Prima Aprilisowych żartach? - Poważnie? – zdawało mi się, że się uśmiechnął. Lubił być doceniany, oj, lubił… Wiedziałam o tym doskonale. - Tak, a nawet dodałam coś od siebie. Bo chcieli mieć wolny wtorek po świętach, to im powiedziałam, że nie ma takiej możliwości. Ale mieli miny! - Czyli dali się nabrać? – spytał znów niby od niechcenia. - Dali, dali – potwierdziłam i zaczęłam się śmiać, przypomniawszy sobie tą sytuację. – Ale nie pozostali mi dłużni, bo sama się dałam nabrać na to, że chcą te zajęcia odrabiać w środę. - Jak się śmiejesz, to cała się trzęsiesz jak galareta – skomentował rozbawiony. - Nic na to nie poradzę – odrzekłam niewinnie. Nastała dłuższa chwila milczenia. Za bardzo nie wiedziałam, co powiedzieć. Nagle przerwał moje zamyślenie. - O czym myślisz? – spytał niewinnie, a mnie aż oddech odebrało z wrażenia. - O moim uczniu – palnęłam pierwsze, co przyszło mi na myśl. „Hmmm, zastanawiające, że interesuje cię to, o czym myślę. Dlaczego mnie o to spytałeś? Zwykle facetów nie interesują moje myśli…”, dokonywałam analizy wstępnej usłyszanego przed chwilą pytania. Postanowiłam jednak nie wchodzić w to zbyt dogłębnie, bo mogłabym dojść do jakichś dziwacznych wniosków, czego, oczywiście, wolałam uniknąć. - No, ładnie! – naigrywał się ze mnie. - Nie, nie! Nie tak! – szybko sprostowałam i znów zaczęłam się chichrać – On ma dopiero dziesięć lat! - nagle dotarło do mnie, że może mnie jeszcze pokraczniej odebrać, wiec dodałam - Myślę, co mam z nim robić dzisiaj na korkach. Jest bardzo fajny. Kiedyś go poprosiłam, by postawił apostrof, a on na to, gdzie konkretnie ma wstawić ten katastrof. - Jaka galareta – usłyszałam, gdyż rzeczywiście cała się trzęsłam ze śmiechu. Pociągnęłam nosem. - Znowu masz katar? – zaniepokoił się. – Nie za często? - To taki chroniczny całoroczny – odparłam szczerze. Tak, odkąd pamiętam, miałam problem z katarem. Zwłaszcza leżąc na tej leżance. – Zresztą, nieważne – nie miałam zamiaru się rozwodzić nad swoim cieknącym nosem. – Przypomniała mi się fajna sytuacja. - Opowiadaj – zachęcił mnie. - Chodziłam z kumpelą po zakupach, a było to już jakiś czas, jak zaczęłam ćwiczyć te ćwiczenia z sali gimnastycznej – zaczęłam historię. – Chciałam sobie spodnie kupić, stałam w przebieralni, a ona mi przynosiła kolejne pary. W pewnym momencie odsłoniła moją kabinę i wydarła się na cały sklep. Cytuję: „ale ty masz zajebistą dupę!” - Pięknie – skomentował. – Fajna ta koleżanka. Pewnie miałaś od razu dość sporą widownię. - A jak! – przyznałam, trochę się chyba czerwieniąc. – Myślałam, że ją uduszę. Jeszcze nigdy nie dostałam takiego komplementu. W dodatku w takich okolicznościach. - Domyślam się – odrzekł rozbawiony. Miałam wrażenie, że powoli przechodziło mu boczenie się na mnie, tak więc odgrzebałam w pamięci kolejne ciekawe wspomnienie. - A ostatnio w końcu inna kumpela dała mi fotki ze swojego panieńskiego. Eh, jak to się fajnie ogląda… - Panieński? – zainteresował się. – Pewnie poszalałyście. - Jak to na panieńskim – odparowałam luzacko. - No, nie bywam na wieczorach panieńskich, więc nie wiem, jak to zwykle na nich jest – śmiał się. - Dostała od nas kilka prezentów, dawanych przyszłej pani domu, takich jak wiaderka, szczotki klozetowe i tym podobne – wyjaśniłam, dodając – A także kilka par majtek, jakieś przezroczyste koszulki nocne, stringi w serduszka… Takie typowe prezenty, w których robiłyśmy sobie później zdjęcia. - To się rzeczywiście musiałaś uśmiać – ocenił. - No, łezka sama się w oku kręci – zgodziłam się. Pamiętny wieczór panieński za czasów, gdy jeszcze w moim życiu nie było Czarnego Ksiencia… Bezcenne wspomnienie. Nagle poczułam istną bonanzę na swoich plecach. Mój masażysta dość mocno chwytał mnie za skórę. Nie chciałam mu się jednak jeszcze bardziej narażać. Wręcz przeciwnie, miałam zamiar jak najszybciej wrócić do łask. Powiedziałam – Teraz już wiem, jak by się czuł mój kot, gdybym go tak chwyciła za kark. - Muszę mocniej, bo masz tak mało skóry, że nie ma za co chwycić – ponowił swój wczorajszy komplement już trochę cieplejszym głosem. Czyli jednak… Jego sympatia do mnie przezwyciężała to coś, o co był na mnie zły! Nabrałam pewności siebie i postanowiłam iść za ciosem. - Gdyby ktoś inny robił ze mną takie rzeczy, to, słowo, przedzieliłabym przez łeb – oświadczyłam stanowczo. - To czemu mnie to nie grozi? – zainteresował się, uśmiechając się pod nosem. - Bo… - odniosłam wrażenie, że trochę przesadziłam z moimi dobrymi chęciami, jak to miałam zresztą w zwyczaju. Postanowiłam się jakoś wyłgać z niezręcznej sytuacji. – Bo wiem, że to dla mojego dobra. Że w celach leczniczych. - Jasne – nie brzmiał na zbyt przekonanego, ciągle się uśmiechając. Oj, na pewno przesadziłam… - A czy ten twój kolega po fachu – zaczęłam z innej strony, chcąc się z tego wygramolić tak jakoś bardziej skutecznie – w ogóle zna się na masażu? - Oczywiście, że się zna – odrzekł spokojnie. Byłam trochę zaniepokojona na myśl, że trafię w jakieś obce ręce. W dodatku z moim masażystą miałam się widzieć jeszcze tylko raz po świętach, a potem ta zmiana… - I wiesz, ja wprawdzie jestem zajęty, ale on jest jeszcze wolny, do wzięcia. - Bo nigdy go tu nie widziałam – tłumaczyłam się dość niezręcznie, zachodząc w głowę, po co mi to wszystko mówi. Cóż z tego, że wolny? Ostatnim razem próbował mnie w ten sposób swatać z Żółtodziobem… A moje wspomnienia z sali gimnastycznej na temat chłopaka, o którym teraz mówił, nie należały do jakichś specjalnie zachęcających. – Zresztą, za każdym razem, gdy go widywałam, nic nie robił, tylko sobie chodził między gabinetami. Tak więc nie wiem, czego mam się spodziewać. - To, czym się kolega zajmuje, to jego sprawa – odparł, wyczuwając najwyraźniej moje niezbyt pozytywne nastawienie. – Tu o różnych ludziach mówi się różne rzeczy. Każdy ma jakieś swoje źródła informacji. - A już największe ploty to można usłyszeć od tej Pięknej na laserach – wtrąciłam się, bo odniosłam nieodparte wrażenie, że znowu sobie przypomniał, że był na mnie zły. - Coś w tym pewnie jest – zgodził się, przechodząc już do ostatniej części masażu. – Jedna pacjentka kiedyś mi się żaliła. Mówiła: „panie, co mnie to interesuje, kto z kim, kiedy i gdzie! A ona nic innego nie robi, tylko siedzi tam i plotkuje!” - Dokładnie – przyznałam z zapałem. Zaczęłam nawet podejrzewać, że któraś z dziewczyn podzieliła się informacjami na mój temat właśnie z kobitką od laserów. Czyli cała przychodnia już wie, że miałam wysypkę na plecach!? Cóż to może kogo interesować!? – Tam można się dowiedzieć wszystkiego. I tego, co się chce wiedzieć, i tego, czego się nie chce. Strzepał resztki talku z moich pleców i zapiął mi stanik. Usiadłam sobie na leżance i już chciałam z niej schodzić, ale zaproponował: - Pokazać ci fajne ćwiczenie na szyję? - Super! – ucieszyłam się. – Dawaj. - Trochę przypomina indyka – uśmiechnął się i dodał – Ludzie na sali mówią na to „szufla.” – Nazwa wydała mi się zabawna, więc od razu się rozpromieniłam. Wyjaśnił, na czym polega ćwiczenie. – Między kciukiem i palcem wskazującym tworzysz kąt 90 stopni, palec wskazujący przykładasz do brody, a kciuk do szyjnego wcięcia mostka. Mówiąc, pokazywał mi, jak to powinno wyglądać, a ja starałam się go naśladować. - W ten sposób? – upewniłam się. - Tak – potwierdził. – I teraz przesuwasz głowę w tył i wprzód. Palec wskazujący wyznacza ci granicę, do której ma dochodzić broda. Spróbowałam to zrobić, ale najwyraźniej coś mi nie wyszło, bo zaczął mnie poprawiać. - Ale nie przechylaj głowy do tyłu, tylko ją przesuwaj, jak ptak. I, w ogóle, źle trzymasz tą dłoń. Podszedł do mnie, chwycił moją dłoń i ustawił ją tak, jak powinna być ustawiona. Moją uwagę zwrócił mało zauważalny szczegół, a mianowicie, że robiąc to, musnął lekko kciukiem moje usta. Trwało to zaledwie ułamek sekundy. Przez przypadek, czy celowo? Spojrzałam mu w oczy pytająco. Przez jakąś chwilę mierzyliśmy się wzrokiem. Cóż za głupie myśli pojawiły się w jednej chwili w mojej głowie… Nie mogłam zrozumieć, dlaczego, mając do mnie żal, mimo wszystko tak się troszczył o moje zdrowie i samopoczucie. Byłam przecież tylko jedną z bardzo wielu pacjentek, w dodatku taką, która w jakiś sposób mu się naraziła. Chciał zdobyć moją uwagę? Ale po co? Nagle poczułam coś, co znałam doskonale z autopsji, a czego za wszelką cenę starałam się do siebie nie dopuszczać: poczucie winy… - Teraz spróbuj – polecił. Wykonałam ćwiczenie lekko oszołomiona. – Dobrze – uśmiechnął się, zaobserwowawszy spore postępy z mojej strony. – Możesz zejść z leżanki. Zeszłam i już chciałam zakładać bluzkę, gdy coś jeszcze mu się przypomniało. - Jest jeszcze jedna wersja tego ćwiczenia – uśmiechnął się do mnie. – Kiedy przesuniesz już głowę do tyłu, możesz przechylić ją w prawo, lub lewo, w zależności od tego, która strona cię bardziej boli. Spróbuj – zachęcił mnie.…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%
REHABILITACJA: seria druga - Powrót na leżankę — czytnik · opowiadania