Komedia · 29 min czytania
REHABILITACJA: seria druga - Powrót na leżankę
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
{font:verdana}{c:navy}{b}{u}REHABILITACJA, seria druga - Powrót na leżankę{/b} - kontynuacja{/u}
{u}rozdział 7{/u} siła perswazji
Piątek rano. W panice przetrząsałam szafki, starając się odnaleźć cokolwiek przeciwbólowego. Bezskutecznie. „Za co…”, jęczałam w myślach. „Co ja komu takiego zrobiłam!?” Poprzedniego wieczoru szczerze wierzyłam, że do rana ból szyi minie, a tym samym uniknę płaszczenia się przed tym… Grrr… byłam zrozpaczona! „Głupia szyja!”, wyklinałam pod nosem. Syczałam przy najdrobniejszym nieodpowiednim ruchu, potęgującym ból. Nawet mój kot wolał nie wchodzić mi w drogę. Żeby odciągnąć moją uwagę od szyi, po odrobieniu się ze śniadaniem i prysznicem, dziś o bardzo zakrojonym zakresie, włączyłam komputer i weszłam na skrzynkę mailową. Pierwsza dobra rzecz odkąd wstałam – wiadomość zwrotna od siostry.
{i}„Re: Ballada Pozytywna No hej U mnie swieta mineły tak jakby kazdy inny dzien tak to jest juz jak czlowiek siedzi na bezrobotnym i dni sa takie same to swiąt nie odczuje bo w zasadzie to czas wolny od pracy tagze widzisz sama we dwoje ze zepsutym zlewem ktory do dzis nie dziala bo sie tak zatkal ze chydrałlik może to tylko przepchac wiec musimy czekac jeszcze tydzien bo na wlasna reke to ja nie bede wynajmowac i placic tymbardziej ze to nie moje mieszkanie i nie mam pracy wiec przecierpimy mycie garkow w wannie :) a pranie zrobie u sąsiada !!! Dzis oczywiscie poszlam po mojego ostatniego socjala i zgadnij co się stalo nie bylo GO !!!A niby na kartce pisalo ze do dzisiaj mial byc!!! No ale coz do takich beznadziejnych sytulacji jestem juz przygotowana i sie jakos nie przejmuje tym z bytnio szkoda zdrowia bedzie co ma byc nic i nikt tego nie zmieni !!! Tylko sie zastanawiam jak dlugo ta farsa bedzie trwac bo ile mozna !!! Do tego bardzo ale to bardzo poklucilam się przed wczoraj z moim, do tego stopnia, ze wyladowalam na pogotowiu :.( Ale jak od razu wyczezwial to kwiatki mi kupil i powiedzial ze wszystko zrozumial ze posunąl sie zadaleko i żebym mu wybaczla i dala szanse! i wiesz jesteśmy juz razem tyle czasu ze nie ma sensu się rozchodzic wiec mu wybaczylam zwłaszcza ze tak się zarzekal ze sie poprawi i wogole a przez pyzmat jak teraz trace socjala to jakby na to nie paczeć jego dorywcze roboty sa teraz naszym jedynym zrodłem utrzymania a ja nie pojde mieszkac do rynsztoka tylko dlatego ze się duma uniose prawda?? Chciala bym juz to sloneczo po tej burzy :)!!! Troche nie zrozumialam tej sytułacji z masazysta ?? TY chcialas zmienic masazyste ??? czy jak bo tak zrozumialam ?? a teraz mialas wyzuty ze tak postopilas ?? Tak bynamniej zrozumialam tylko nie wiem czemu chcialas zmienic z powodu dogadan od kolezanek czy jak ?? Jak skoro przez dogadanki kumpel to mysle ze glupio postompilas bo przeciesz tak malo jest przyjemnosci i bezsensu z nich rezygnowac z powodu glopich dogadanek !!! A co do tego psychopaty ck to rzeczywiscie nienormalny!!! ale moze wkoncu do ograniczonego lba docze ze ma ci dac spokoj i juz!!! nie martw sie nim juz, teraz juz bedziesz miec swiety spokuj!!! Tagze glowa do gory i daj znac jak tam u tego kolegi na masazu !!! Ps : doszly ci kartki bo wyslalam ci na swieta ale widze ze nic nie piszesz ze sa!!! Mojej tesciowej doszla a wrzucalam twoje z tamta kartka wiec nie wiem jak u ciebie !!! Dobra koncze buziole papa”{/i}
Zmroziło mnie w pierwszej chwili: moja siostra na pogotowiu! Jak to w ogóle możliwe!? To było dla mnie nie do pomyślenia, zwłaszcza, że zawsze wydawała mi się mądrzejsza i rozsądniejsza ode mnie. Fakt, zdarzało się wcześniej jej mężowi, że ją trochę poszarpał, miała siniaki, ale nigdy do tego stopnia, żeby wylądowała na pogotowiu! Zaczęłam się o nią poważnie martwić. Choć, z drugiej strony, może i to głupie, ale świadomość, że nie tylko ja mam ciężkie chwile, podniosła mnie nieznacznie na duchu. Wprawdzie kochałam swoją siostrę całym sercem i nigdy nie życzyłam jej takich przeżyć, w dodatku ze strony człowieka, który podobno ją kochał, ale jednak łączenie się z kimś innym w bólu czyni ten ból bardziej znośnym. Zaległam w fotelu, próbując rozmasować sobie szyję – bezskutecznie… Nagle zaczęłam się śmiać. „A niech się dzieje, co chce!”, nie miałam już siły na dalszą walkę z szyją i swoją własną dumą. Zwłaszcza, że w porównaniu z sytuacją mojej siostry, moje własne dylematy wydały mi się tak bzdurne, jak je od początku postrzegała ekipa z sali gimnastycznej. Nagle całe moje położenie wydało mi się niezwykle komiczne. „Nie będę się przejmować czymś, na co i tak nie mam wpływu”, tłukłam sobie do głowy po raz kolejny. „W sumie, można nawet pomyśleć, że mam, o co sama się prosiłam. A siostrze napiszę jeszcze tylko jedną, ostatnią przestrogę. Co z nią zrobi, to już jej sprawa. Nie jestem odpowiedzialna za podejmowane przez nią decyzje, zwłaszcza, że już próbowałam na nie wpływać”, doszłam do ostatecznych wniosków. Do przychodni szłam z twardym postanowieniem, że nie dam się nikomu wyprowadzić z równowagi. Miałam na sobie czarną skórkę i moje glany; musiałam jakoś dodać sobie odwagi, a w tym stroju czułam się pewniej. Postawiłam sobie za cel wprowadzenie się w jak najlepszy humor – gwarancję dłuższej odporności na ewentualne docinki. Na mojej MP3 zapętliłam sobie „Spotkanie w porcie” i z uśmiechem na twarzy, przerywanym czasem tylko grymasem bólu, przelawirowałam przez ulice miasta. Zaopatrzywszy się w sklepiku w jogurcik i wodę mineralną, usiadłam sobie pod gabinetem masażu i czekałam. Nie odważyłam się wprawdzie wyciągnąć jogurtu, ale wody musiałam się napić. Po chwili zjawił się i zastępca mojego masażysty. - Nieposkromiona – uśmiechnął się pod nosem, widząc mnie luzacko rozwaloną na ławce obok drzwi. - Jak zawsze – przyznałam. I, zamiast się ugryźć w język, dorzuciłam swoje trzy grosze, które zabrzmiały, jak jawne wyzwanie – Nade mną się nie da zapanować. Zaśmiał się bezgłośnie i otwarł drzwi, wpuszczając mnie do gabinetu. Dopóki się dało, kontynuowałam wczorajszą strategię nieodzywania się. Zdjęłam już kurtkę i buty. Lecz gdy wyjmowałam ręcznik z plecaka, spostrzegłam nagle, że przeglądając papierzyska, chłopak wcina swój własny jogurcik. Nie wytrzymałam. Spojrzałam na niego badawczo i z ironicznym uśmieszkiem i grzecznym ukłonem życzyłam mu smacznego. Spojrzał na mnie i chyba się trochę zmieszał, bo odstawił jogurt na biurko. - Już jakoś nie jestem głodny – stwierdził z westchnieniem. - Ależ proszę się nie krępować – ciągnęłam ze sztucznym spokojem. - Nie…- najwyraźniej skutecznie go zniechęciłam do jedzenia czegokolwiek w moim towarzystwie. – Naprawdę, nie jestem głodny. - Jak tam pan woli – wzruszyłam ramionami, zdjęłam bluzkę i ulokowałam się na leżance. Starałam się przygotować na jakiś cios z jego strony. Lecz ciosu nie było. - Pani ma katar – stwierdził, zaczynając masaż. - Tak, chroniczny całoroczny – odparłam trochę zdziwiona. Uznałam ostatecznie, że nie będę niepotrzebnie prowokować niemiłych sytuacji. Dodałam więc tylko – Głównie, kiedy leżę na brzuszku. - Hmmm – zamyślił się. Czyżby coś kombinował? – A ja wiem, jaka jest jego przyczyna. - Jaka? – teraz to się dopiero zdziwiłam. „Zmiana frontu?”, zachodziłam w głowę. „Nie czepia się o nierozpięte spodnie, interesuje się moim katarem… Co jest grane?” - A nie powiem pani – odparł bezczelnie. „No, jasne. To byłoby zbyt piękne, by mogło być prawdziwe. Czego ja się spodziewałam…”, pomyślałam, śmiejąc się z mojej własnej naiwności. - Dlaczego? – spytałam, cała się trzęsąc. Uspokoiła mnie dopiero jego odpowiedź, której treść była ostatnim, czego bym się mogła w tym momencie spodziewać. - Bo inaczej nie pójdzie pani do lekarza się przebadać – powiedział zaczepnie. Nie wiedziałam, co mam odpowiedzieć. Wmurowało mnie. Co go tak nagle moje zdrowie zaczęło obchodzić? – Popękane naczynka na pani nosie sugerują, że to coś przewlekłego. - Proszę powiedzieć – spróbowałam na niego spojrzeć, ale nie byłam w stanie przekręcić głowy. Syknęłam, czując znów swoją genialną szyję. Czy on musiał widzieć nawet moje popękane naczynka? Nie mógł sobie choć raz podarować tej nadmiernej spostrzegawczości? Nie wiedząc, jak mam traktować to, co przed chwilą od niego usłyszałam, poirytowana dodatkowo tym koszmarnym bólem, postanowiłam użyć szantażu. – Zeżre mnie ciekawość, jak mi pan nie powie. - Nie powiem – uparł się, a ja wyczułam nutkę zadowolenia w jego głosie. Tak, najwyraźniej lubił się droczyć. – Proszę iść do lekarza. - To jest najczystszy sadyzm z pana strony – odrzekłam z przekąsem. – Teraz przez pana nie będę mogła spać po nocach. - Trudno – był nieugięty. A mnie zaczęło to znów drażnić. Czegóż on ode mnie chciał!? Nie rozumiałam go. Cóż, to w końcu facet, oni podobno z Marsa pochodzą. - No – poczułam nieodpartą ochotę, by mu się zrewanżować, a także dać mu do zrozumienia, jak dobrze wychwytuję jego docinki. – Jeszcze tylko jeden zabieg i odetchnie pan z ulgą. Będzie miał pan mnie z głowy. - Nie, dzisiaj jest ostatni zabieg – oświadczył z pewnością w głosie. – W tej serii jest dziewięć. Poniedziałek Wielkanocny wypada. - Nie – zaprotestowałam ze zdziwieniem. Postanowiłam być twarda i nie dać się wygryźć. Nie miałam zamiaru poddać się bez walki. – To jest mój siódmy. Ja zaczęłam w środę. - W środę? – zaskoczyłam go. – Dziwne, bo zawsze zaczyna się od poniedziałku. A jak pacjent nie przyjdzie, to zabieg mu przepada. - No to co teraz? – zaczęłam powoli panikować, że jednak nic nie uda mi się zdziałać. - Jak dla mnie, to przepada – stwierdził z niezadowoleniem. Spróbowałam zdławić w sobie irytację. Co za typ! - Sporo się tu najwyraźniej od moich czasów pozmieniało – zamyślił się jednak. – Widzę, że dogadujecie się tu po swojemu – podsumował w końcu i postanowił - Nie będę w to ingerować. Niech i pani będzie, proszę przyjść w poniedziałek o jedenastej. - O jedenastej? – w pierwszym momencie ucieszyłam się z tego zwycięstwa, lecz w chwilę później coś mi się przypomniało. – Ale nie wiem, czy dam radę. Nie wiem, czy moja kursantka nie wróci z urlopu i nie będę miała z nią zajęć. - To jedyna wolna godzina – poinformował mnie ze zniecierpliwieniem. „Tak, nie dość, że się stawiam, to jeszcze wybrzydzam”, myślałam, śmiejąc się w duchu. - A jeśli nie uda mi się przyjść w poniedziałek, to mogę przyjść ewentualnie we wtorek? – szłam jednak za ciosem; skoro już raz się przełamał, chciałam wytargować, ile się tylko dało. Zgodnie z posiadanymi przeze mnie informacjami, mój masażysta miał być z powrotem już we wtorek. Zaczęłam kombinować: „A może by tak nie przyjść w poniedziałek… Wtedy zostałyby mi dwa zabiegi z moim masażystą, a z tym nie musiałabym się już więcej użerać…” - Niech pani robi, co chce – usłyszałam w odpowiedzi. – Jest wolna jedenasta. - Postaram się przyjechać w poniedziałek. Ale nic nie obiecuję – powiedziałam w końcu. Byłam pewna, że wolałby mnie już więcej nie oglądać. Nagle znów przypomniałam sobie o szyi. Czekał mnie weekend, kiedy to już na pewno nie mogłabym liczyć na pomoc z żadnej strony. Spytałam więc nieśmiało. – Czy moglibyśmy dzisiaj tak bardziej tą szyją się zająć? Wczoraj mnie coś strzyknęło. - Szyją… – przerwał zabieg na moment, po chwili rzeczywiście kierując dłonie w kierunku mojej szyi. – Czemu nie mówiła pani wczoraj? - Bo to się stało, kiedy już stąd wyszłam – odrzekłam. Czułam, jak mi coś z tą szyją robi, ale nie bolało. W końcu stwierdził: - Wypadł pani jeden dysk. - Ojej – zamarłam. Przestraszyłam się tej wiadomości. – I co teraz? - Nic – odparł z nieskrywanym spokojem. - Mam tak z tym teraz chodzić!? – zaczęłam panikować. Miałam wrażenie, że blednę z przerażenia. - A co ja na to pani poradzę – brzmiał niewinnie, jak aniołek. Wiedziałam jednak doskonale, że gdy chęci brak, każda wymówka jest dobra. Jego przekomarzanki utwierdziły mnie tylko w przekonaniu, że miałam całkowitą rację, unosząc się moją dziecinną dumą. ”Nie będę ci więcej tyłka zawracać, dzięki wielkie za pomoc”, pomyślałam rozgoryczona. Nie chciało mi się już w ogóle z nim gadać. On jednak najwyraźniej nie spostrzegł mojego coraz gorszego nastroju. Lub może raczej spostrzegł i dlatego postanowił mnie dobić. Zagadnął od niechcenia. – Więc zajmuje się pani językiem angielskim. Była pani za granicą? - Byłam, jak zbierałam materiały do mojej magisterki – odrzekłam. Niech sobie nie myśli, że jestem anglistką tylko i wyłącznie w teorii. - A gdzie konkretnie? – drążył. - Irlandia – odparłam. – Wyjątkowo podobało mi się w Trinity College – dodałam, chcąc choć myślami stąd uciec. - Absolwenci prawa oprowadzali turystów po terenie uczelni. Przepięknie mówili po angielsku. Takim standardowym brytyjskim. Nie mogłam się powstrzymać i nawet sobie nagrałam to na dyktafon. - Jak dla mnie, amerykański jest fajniejszy – znów zaczął się ze mną drażnić. – Amerykanie śmieją się z Brytyjczyków. - A Brytyjczycy z Amerykanów – odparowałam chłodno. Miałam dosyć jego prowokacji! Tak, miałam nie dać się prowokować, ale ciężkie to było. Zdawałam sobie sprawę, że jeśli będę dawać się wciągać w bzdurne gierki, to one prędko się nie skończą. - Brytyjczycy mają śmieszny akcent – drażnił się ze mną dalej. - I tak wolę brytyjski. O gustach się nie dyskutuje – chciałam już uciąć tą bezsensowną wymianę zdań. - Proszę coś powiedzieć po angielsku – wyskoczył znienacka. „Ta, jeszcze czego…”, pomyślałam poirytowana. - A po co? – wzruszyłam ramionami. - Z tego, co wiem – zaczepiał mnie dalej – angliści uwielbiają mówić po angielsku, a od pani nie usłyszałem jeszcze ani jednego słowa. - Nie wiem, na ile zna pan angielski – odparłam, nie mając najmniejszego zamiaru zaszczycić go angielszczyzną w moim wydaniu. - W miarę dobrze – zachęcał. „To może zrozumiesz: fuck off ?”, pomyślałam z pogardą. - Nie chcę ryzykować, że źle mnie pan zrozumie – oparłam się jednak pokusie, starając się zachować w miarę grzeczny sposób. - Proszę nie dać się prosić – nie dawał za wygraną. „Jasne, już lecę. Niby z jakiej paki”, wkurzyłam się. - Jak chce pan posłuchać, jak mówię po angielsku, to zawsze się pan może do mnie na korki zgłosić – odprychnęłam. Nie spodziewał się takiego zwrotu akcji. - To pani ode mnie wymaga – zaczął litanię – diagnozy, leczenia i całego zestawu porad za darmo, a na angielski to prywatnie, co? Nie ma tak. -