Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Komedia · 42 min czytania

REHABILITACJA: seria druga - Powrót na leżankę

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

{font:verdana}{c:navy}{b}{u}REHABILITACJA, seria druga - Powrót na leżankę{/b} - kontynuacja{/u}

{u}urozdział 10{/u} niepewność

Środa, poranek. Obudziłam się bez budzika, w dodatku dość wcześnie. Ależ czułam się połamana! Spojrzałam na swoją „piżamkę” i się roześmiałam. „Pięknie”, mruknęłam, „po prostu pięknie.” Zaczęłam myśleć o tym wszystkim, co się wydarzyło w moim życiu w ciągu ostatnich dwóch tygodni, poszerzając zakres rozważań chwilami do dwóch miesięcy. Zdałam sobie sprawę, że zarówno mój masażysta, jak i chłopak, który go zastępował, mieli dużo racji. Mój stan trącał o pracoholizm, nie było co się dłużej oszukiwać. Skąd mi się zatem to wzięło? Musiałam przyznać się sama przed sobą do wielu rzeczy, które niekoniecznie mi się podobały. Doszłam do wniosku, że wszystko zaczęło się jeszcze na studiach, po tym jak Pan P. mnie zostawił. Zdałam sobie wtedy sprawę, że ucieczka w naukę, a potem w pracę, pomaga mi przetrwać każdy kolejny dzień, ograniczając drastycznie czas spędzany na zakopywaniu się we wspomnieniach. Działało, więc siłą rzeczy zapełnianie sobie czasu pracą do granic możliwości musiało stać się moim mechanizmem obronnym we wszelkich okresach, w których potrzebowałam przed czymś, lub kimś, uciec. Ostatnio przecież miałam na głowie Czarnego Ksiencia… Nie dość, że potrzebowałam skutecznej ochrony przed myślami na jego temat, to jeszcze całkiem po złości chciałam mu udowodnić, że pięknie potrafię dać sobie radę bez faceta, a już na pewno bez niego. Poza tym, nie chciałam mieć za dużo czasu na myślenie o nagonce, jaką na mnie mój prześladowca urządził, żeby nie zwariować przez ciągłe odczuwanie wzbudzanego we mnie poczucia winy. Co więcej, nie chciałam przebywać sama w domu, żeby nie musieć odczuwać na własne życzenie stworzonej sobie samotności, która jednak doskwiera każdemu, kto żyje w pojedynkę. Powszechnie wiadomo, że nawet ulubiony smakołyk przestaje być przyjemnością, gdy się go je za dużo i za często; tak samo musiało być i z pracą. Pracoholizm jest świetnym remedium na zadręczanie się problemami i odczuwanie rozpaczliwej samotności, ale jest to jednak lekarstwo krótkoterminowe; na dłuższą metę, przedawkowane, może doprowadzić do naprawdę fatalnego stanu. Nie odczuwałam już przyjemności z wykonywania mojej pracy, zmuszałam się wręcz, by do niej chodzić. To musiało się skończyć, potrzebowałam złapać sporą dawkę nowego wiatru w żagle, a także ograniczyć ilość pracy. Bałam się, że jeżeli raz pozwolę, by mi porządnie obrzydła, nie będzie mi już nigdy więcej sprawiać przyjemności, a do tego dopuścić nie chciałam. Robić na siłę coś, czego się nie znosi – sadomasochizm w najczystszej postaci! Podobnie rzecz się miała z facetami. Na chwilę obecną miałam ich serdecznie dość. Od nich także musiałam sobie odpocząć. Nie przeszkadzałoby mi nawet poczucie samotności – postanowiłam ten czas wykorzystać na zatroszczenie się o swoje zdrowie, zarówno fizyczne, jak i psychiczne. Musiałam zrobić solidne porządki w swoim życiu, a dopiero potem mogłam się pokusić o poszukiwanie ewentualnego partnera. I na pewno nie będzie to pierwszy lepszy chłopak deklarujący dozgonną miłość, jakiego spotkam; lekcja Czarnego Ksiencia była na razie zbyt dotkliwa, bym prędko mogła popełnić ten sam błąd. Przyznałam z niechęcią, że byłam z nim w sumie tylko dlatego, że doskwierała mi samotność. „Tak nie wolno”, zdałam sobie w końcu sprawę ze swojego błędu. Nie wolno z kimś być tylko po to, żeby nie być samemu. Patrząc na to wszystko z dystansu, dotarło do mnie, że dostałam po tyłku za swoją własną głupotę. A przy okazji wyrządziłam krzywdę temu chłopakowi. Nie dziwiło mnie już wcale, że nie mógł przeboleć naszego rozstania. Co jednak nie dawało mu prawa ani mną manipulować, ani tym bardziej w żaden sposób mi grozić. Co więcej, miałam idealny przykład człowieka, który potrafi ograniczyć swój świat do jednej tylko jedynej istoty, czyli do mnie, i jakie to może mieć dla niego skutki. „Jeśli mam z kimś być, to będę z nim dlatego, że go pokocham i będę chciała dzielić z nim radości i smutki. I nigdy nie pozwolę, by ta osoba stała się dla mnie całym i jedynym światem, bo to chore”, postanowiłam w myślach. „Już nigdy też nie zgodzę się być z kimś tylko dlatego, że się boję samotności. Zresztą, samotność ma dużo plusów”, przekonywałam się. „Mogę robić, co mi się tyko podoba, nikomu nie muszę się spowiadać, tłumaczyć, nic.” Poczułam się dużo spokojniej. Przeciągnęłam się jak kotka i wyszłam spod kołdry. Naszykowałam śniadanie sobie i mojemu zwierzakowi, po czym z odtwarzaczem CD udałam się do łazienki. Miałam dobry humor, więc sąsiedzi znów mieli okazję podziwiać moje talenty wokalne. Śpiewając tak sobie, myślałam o moim masażyście. Jak będzie wyglądać dzisiejszy zabieg? Czy ciągle będzie dla mnie miły? Czy zrozumie powody, dla których chciałam chodzić na zabiegi do jego koleżanki masażystki? „Eh, będzie, co ma być”, doszłam ostatecznie do mojej starej prawdy. Postanowiłam na nic się nie nastawiać, po prostu zachowywać się naturalnie, jak to kiedyś miewałam w zwyczaju. Chyba w końcu zaczęłam z powrotem odzyskiwać siebie. Jakież to wspaniałe uczucie! Odrobiwszy się z porannym prysznicem, stwierdziłam, że przed wyjściem mam jeszcze trochę czasu dla siebie. Wczoraj nie miałam już na to sił, więc pocztę mailową postanowiłam sprawdzić teraz. Włączyłam więc komputer i połączyłam się z Internetem. Weszłam na swoją skrzynkę. Miałam wiadomość od siostry!

{i}„Re: Dni, których nie znamy Hej No co tu duzo pisac u mnie zaczatek zmian !!! A nawet ci powiem ze ostatnio wpadlam w super humor i chodzilam cala szczesliwa :)

a wiesz z jakiego powodu ?? z powodu ze pomyślałam sobie, że może pojechały byśmy razem na wakacje :) bo przecież po jaka cholere mam tu siedziec i nerwy tracić zanudzać sie tak jak to robię od tygodnia wstawac o 14 popoludniu bezsensu to wszysko jest bezsensu !!! tak wiec siostra bierz urlop i jedziemy gdziekolwiek byle się od tego wszystkiego oderwac :) Mój maz ma znajoma na wsi tak wiec możemy spędzić tam troche czasu za darmoche :D

do tego nie uwieżysz mój mąz postanowił zapisac się do aa!!! był już na jednym spotkaniu i stara się ograniczac spozycie srodkow oduzających :) on naprawde chce się zmienic i robi wszystko żeby sie zmienic zaczal tez nawet szukac pracy za granica fajny pomysl nie? ja chyba tez o tym pomysle pojechali byśmy razem bo tutaj to bida z nedza nie ma perspektyw dla ludzi takich jak ja a tak to zarobie troche kasiorki troche swiata zobacze będzie ok

Tak wiec w zasadzie nie moge sie doczekac :) i mam w planach kupic sobie Labladora :)

Tak wiec widzisz jeżeli tylko masz ochote troche się rozerwac na wakacje i zobaczyc siostre przed jej proba podboju zagranicznych rynkow pracy to widzimy się juz niebawem :)

Koncze to pisanie buziole pa”{/i}

U mojej siostrzyczki w końcu zaczyna się układać! Ależ się ucieszyłam, widząc taką wiadomość! Tak, wiem, sama próba jej męża wstąpienia do Anonimowych jeszcze o niczym nie świadczy. Choć w sumie, maiłam nadzieję, że pomyliłam się w moim osądzie sytuacji, i że chłopak się w końcu ogarnął i zaczął poważnie traktować swoją żonę i swoje życie. Siostrze zawsze życzyłam sukcesów, i prywatnych, i zawodowych, więc może w końcu jej się uda? Decyzja o próbie wyjazdu za granicę wydawała się być całkiem obiecująca. Najwyraźniej nie tylko ja byłam na etapie podejmowania ważnych decyzji. Cóż, czas pokaże, czy ta konkretna była słuszna. Poza tym, perspektywa spędzenia trochę czasu z siostrą wydała mi się niezwykle kusząca. Na samą myśl o wspólnych wakacjach na wsi poczułam pozytywną falę radości pod skórą. W tak radosnym nastroju wyszykowałam się biegusiem i wyszłam z domu. Po wczorajszym deszczu nie było już śladu. Piękne słońce, baranki obłoczków na niebie i świeżość wiosennej zieleni, a w słuchawkach melodie i słowa, w których potrafiłam się zakochać bez mrugnięcia okiem. Żyć, nie umierać! Nastrojona tak beztrosko i lekko, miałam wrażenie, że przefrunęłam całą drogę do przychodni. Będąc na miejscu wcześniej, niż się spodziewałam, z błogim uśmiechem na twarzy stawiłam się w gabinecie laseru. - Dzień dobry ślicznej pani – przywitałam się z kobitką od laseru. - Dzień dobry – uśmiechnęła się, wpuszczając mnie do środka. – Widzę, że dzisiaj w pełni sił. Zapraszam na zabieg. - Dzisiaj się wyspałam – odrzekłam radośnie, lokując się na krzesełku i zakładając okularki ochronne. – A poza tym, słoneczko pięknie świeci. - To stąd tyle energii – stwierdziła, zaczynając zabieg. - Tak – przyznałam ochoczo. – Dodatkowo właśnie podejmuję kilka decyzji dotyczących mojej pracy. Będę dzisiaj z szefem rozmawiać, bo rzeczywiście, długo tak ciągnąć się nie da. - I bardzo dobrze – przytaknęła. – Będę trzymać kciuki, żeby się udało. - Musi się udać – stwierdziłam z pewnością w głosie. – Mam szatański plan, w dodatku dość logiczny, który pozwoli oszczędzić mój kręgosłup. - A cóż to za plan? – spytała zaintrygowana. - Na razie nie będę mówić, żeby nie zapeszać – odmówiłam grzecznie, ściszając głos. – Ale jak tylko wypali, to od razu się pochwalę. - To będę w takim razie czekać na dobre wieści – odrzekła. - Jak to się mówi, kto nie ryzykuje… - uśmiechnęłam się na samą myśl o mających nadejść zmianach. - Zgadza się – przytaknęła uprzejmie. – A co będzie pani robić z wolnym czasem? - W końcu o siebie zadbam – powiedziałam z utęsknieniem. – Zafunduję sobie jakąś fajną dietkę, zacznę się wysypiać, przestanę się spieszyć i nadrobię zaległości w lekturach, bo już od dawna nie miałam czasu czegokolwiek przeczytać. I pojadę na wakacje. - No, to luksus – zgodziła się. - Wiem, brzmi cudnie – rozmarzyłam się. Już sama perspektywa czasu dla siebie, a co za tym idzie – końca nerwówki, działała na mnie jak balsam. - I tak też będzie, zobaczy pani – utwierdzała mnie w podjętych postanowieniach. - Ha! To pani zobaczy, jak jutro przyjdę tu bez plecaka – musiałam się pochwalić. - O! – zaskoczyłam ją. – To już się nie mogę doczekać jutra. - Ja też! – mało co, a bym klasnęła w dłonie z radości. Zabieg akurat się skończył, więc mogłam zdjąć okulary ochronne. Bez ich zielonych plastikowych szkieł świat był dużo jaśniejszy. - No to dziękuję za dzisiaj i widzimy się jutro! – powiedziałam radośnie. - Do widzenia! – uśmiechnęła się. – I powodzenia z szefem. - Na pewno się przyda – odwzajemniłam uśmiech. I już mnie nie było. Prawie w podskokach skierowałam się pod gabinet masażu. Zbliżała się jedenasta, tak więc czas był najwyższy, by nastawić się na ostatni już masaż w tej serii, w dodatku z moim masażystą. Jak ja go dawno nie widziałam! Wieki całe, zdawać by się mogło. A to tylko jeden tydzień… Dane mi było posiedzieć pod gabinetem kilka minut. Minut, w ciągu których wciąż narastało we mnie to charakterystyczne napięcie. Mimochodem wciąż zadawałam sobie pytanie, jak będzie. Nie chciałam sobie wyobrażać tego spotkania; doświadczenie nauczyło mnie dobitnie: wyobrażenia nigdy nie powtarzają się w rzeczywistych sytuacjach. O czym więc tu myśleć? Najlepiej o niczym. Miałam więc w głowie całkowitą pustkę. Nagle drzwi się otwarły i wyszedł jakiś pacjent – znak, że za chwilę moja kolej. Odruchowo uzbroiłam się w uśmiech i wyłączyłam sprzęt grający. W tym samym momencie zobaczyłam w drzwiach mojego masażystę. Uśmiechnął się! Z miejsca zrobiło mi się raźniej. - Hej! – przywitałam się tak przyjaźnie, jak tylko potrafiłam. - A witam, witam! – odwzajemnił przyjazny gest i wpuścił mnie do środka. - Jak tam po kursie? – spytałam zainteresowana i zaczęłam przygotowywać się do zabiegu. - W porządku – odpowiedział i pokręcił głową. – Polska jest daleko za Murzynami. - Czemuż to? – dopytywałam, ściągając buty. - Wiesz, w innych krajach mają wszystko: badania, fachowy sprzęt – zaczął wymieniać. – A fizjoterapeuta jest od wszystkiego i sam decyduje, jak długo pacjent ma przychodzić na zabiegi, a nie lekarz. - Fajnie – uśmiechnęłam się. Pomyślało mi się, że gdyby tak samo było tutaj, na masaże przychodziłabym o wiele dłużej, niż tylko dziesięć razy… - No, będąc w Unii Europejskiej powinniśmy szybko dogonić inne państwa – zamyślił się, by po chwili dodać – Ale wiesz, jak jest. - Eh, szkoda gadać – westchnęłam, rozkładając ręcznik na mojej leżance. Nagle przypomniało mi się coś ważnego. Złożyłam więc ręce jak do modlitwy i spojrzałam mu w oczy, mówiąc – Please, nie chcę talku. Tylko nie ten koszmarny talk. - Ja nie mogę – roześmiał się, rozbawiony moją postawą. - Uważałam to nawet za swoistą karę za grzechy – wyznałam, sama też się już chichrając. - Ok., nie ma problemu – odrzekł, nie przestając się śmieć, i dodał – To teraz wskakuję na leżankę, a jak będę grzeczna, to dostanę coś ekstra. - Coś ekstra? – ucieszyłam się. – Dam z siebie wszystko. - No, nie wątpię – roześmiał się, a ja ułożyłam się wygodnie na leżance. Tak, jak sobie zażyczyłam, a raczej wybłagałam, dostałam swoją upragnioną oliwkę. Od razu zrobiło mi się przyjemnie. - Dziwny był ten ostatni tydzień – przyznałam po chwili, czując na plecach pierwszy etap klasycznego. Ciepłymi rękami! Aż się uśmiechnęłam, czując te dobrze mi znane dłonie na moich plecach. – Kolega po fachu mnie tresował. - Co robił? – mój masażysta wybuchnął śmiechem. - Tak, tak – skomlałam. – Dostawałam OPR praktycznie każdego dnia. - Za co? – zdziwił się, wciąż pokładając się ze śmiechu. - Za wszystko – poczęstowałam go historią w pigułce. - Dzwonił do mnie wczoraj – chłopak przyznał zaczepnie – ale nie wchodził w szczegóły, nie mówił nic konkretnego. - Był nawet czas, że myślałam, że już tam nie wrócę – wyznałam, uśmiechając się jednak. – Ale potem już było w porządku, przyzwyczaiłam się do jego sposobu bycia. - To chyba dobrze – zdawał się być zadowolony. – No, bo wiesz, ja wprawdzie jestem już zajęty, ale on jest ciągle wolny jak ptak. - Interesujące – skwitowałam chłodno. „Co oni się tak wszyscy uwzięli!? Co ich ugryzło!? Biuro matrymonialne założyli, czy co?”, zachodziłam w głowę. Fakt, jeszcze kilka zabiegów i różnie by to mogło ze mną być, ale na szczęście na pięciu się skończyło. Potrzebowałam teraz absolutnej przerwy od przedstawicieli płci męskiej. I nie miałam zamiaru z tego pomysłu rezygnować. - Będę pamiętać. A właśnie – chciałam zmienić temat. – Jak tam urodziny żony? Bo ona, z tego, co pamiętam, też tak jakoś miała mieć urodzinki. - Tak, były już – przyznał. - I co w końcu dostała w prezencie? – dopytywałam. - Zamówiłem kilka książek przez Internet – pochwalił się. Po czym dodał – Ale jeszcze nie doszły. - Jakie książki? – ożywiłam się nieznacznie. Bardzo lubiłam książki. - Podróżnicze. – odrzekł. – Idą już trzy tygodnie pocztą polską. Wiem już, jakiego typu przesyłek więcej mam nie brać. - A nie lepiej było po prostu pójść do sklepu? – zdziwiłam się, że tak długo paczka może iść. - Po co, skoro wygodniej jest przez Internet, bez wychodzenia z domu? – spytał ironicznie. - Ja też czasem przez neta zamawiam – przyznałam. – Ale tylko to, czego normalnie w sklepie nie dostanę, czyli na przykład moją ulubioną kawę. Zawsze jednak biorę kurierem – dodałam. – Dochodzi szybko i bezpiecznie, gotówka przy odbiorze, ewentualnie przelew. - Następnym razem też chyba wezmę kurierem, bo to pojęcie czasem przechodzi, ileż można czekać – zgodził się. - Pewien jesteś, że te książki się jej spodobają? – spytałam. – O ile w ogóle dojdą. - Nie no, chodziliśmy po sklepach, zobaczyła je i oświadczyła, że właśnie te chce mieć – odpowiedział. – Tak więc wątpliwości nie mam. A z tobą co jest? - Ze mną? – zdziwiłam się trochę. O co mu chodziło? – Możesz sprecyzować? - Tak spokojnie leżysz, żadnego mruczenia, nic – wyjaśnił. - Tak jakoś samo się – odrzekłam. Rzeczywiście, wczorajsze znieczulenie wciąż działało. Leżałam niesamowicie spokojnie i nie reagowałam nawet na subtelne zaczepki. Ale może to i lepiej… - Nie podoba ci się najnowsza wersja mnie? - Nie, podoba, dlaczego? – odparł, lecz ton jego głosu przeczył jego słowom. - To dobrze, bo tak mi już chyba zostanie – stwierdziłam ze spokojem. - Poważnie? – zdziwił się. – Czyli to już nie działa? To rzekłszy, tak fajnie przejechał mi dłońmi po kręgosłupie. Ale nie zadziałało. Nie wydobyłam z siebie najcichszego mruknięcia. - Chyba nie – oceniłam, tylko nieznacznie się uśmiechając. W tym momencie do gabinetu głowę wsadziła jakaś pacjentka. - Proszę pana, czy ja na tą godzinę mam zabieg? – spytała zaniepokojona. - Bo czekam już parę minut. - Proszę czekać – odparł w miarę uprzejmie. Czyżbyśmy przekroczyli nieznacznie czas masażu? Zaczęłam się martwić, czy po zabiegu będzie na tyle czasu, żeby pogadać. - Dobrze – rzekła i zamknęła drzwi. - Wiesz, co? – zagadnęłam trochę nieśmiało. - Co takiego? – spytał łagodnie. - No, bo wiesz – za bardzo nie wiedziałam, jak zacząć. – Ostatnim razem, jak się widzieliśmy, zachowywałam się okropnie. - Nie przeczę – odpowiedział. - Przepraszam. – przeszło mi przez gardło. Wyjaśniłam też - Miałam naprawdę zły okres. - Nie ma sprawy – usłyszałam w odpowiedzi. Od razu poczułam się lepiej. Ale to jeszcze nie było wszystko, co leżało mi na sercu. - I wiesz, co? – szłam dzielnie za ciosem. - No, co? – zapytał i wyczułam, że się uśmiecha. Przeczuwał najwyraźniej, co się kroi. - Przyznaję, miałam podstępny plan, żeby iść do tej waszej koleżanki na masaże – powiedziałam, ale nie pobrzmiewała w tym najcichsza nutka poczucia winy. – Ale tylko dlatego, że chciałam iść do kobiety. Wszystko dlatego, że przejmowałam się paplaniną koleżanek – wyjaśniłam. – Miałam ich już dosyć, nawet jak ostatnio sobie nowy stanik kupiłam, to stwierdziły, że to dlatego, że znowu tu przychodzę. A tego, że takiego szukałam kilka miesięcy to już nie pamiętały. - Eh, kobiety, kobiety – pokręcił głową. Ja ciągnęłam dalej. - Bardzo cię lubię, ale na tym cała historia się kończy. Zresztą wiesz, że mam zasady – wyznałam. Fakt faktem, podczas pierwszej serii zabiegów nieźle się nagimnastykowałam, by nad sobą zapanować. On mi zresztą tego zadania wcale nie ułatwiał. Ale teraz już inaczej na niego patrzyłam, nie mógł więc się dłużej czuć z mojej strony w żaden sposób zagrożony. – Chciałam iść do kobiety, żeby uniknąć paranoi tworzonych przez koleżanki o dość bujnej wyobraźni. A tu, jak na złość, trafiło mi się dwóch facetów. - Bywa i tak – powiedział, wciąż uśmiechnięty. – Nie ma co się przejmować gadaniem koleżanek, bo nie ma czym. - Tak, teraz już to wiem – przyznałam. Dostałam bolesną lekcję. Ile tych lekcji od życia jeszcze miało mnie czekać? Pozostawała nadzieja, że przynajmniej uczę się na własnych błędach. Obiecałam – Więcej nie będę robić takich numerów. Jak będzie mnie coś bolało, to… – zawahałam się przez moment, bo jednak było mi jeszcze trochę głupio. - Jeśli w ogóle jeszcze kiedykolwiek przyjdę, to bez mrugnięcia okiem pójdę prosto do mojego ulubionego masażysty. - Miło mi to słyszeć – odrzekł zadowolony. Jakże nagle zrobiło mi się lekko wiedząc, że wszystko było w porządku. – Muszę coś sprawdzić, wybacz. Powiedziawszy to, przesmyrał mnie delikatnie po prawym boczku. Nie wytrzymałam, wygięłam się w prawo i zaczęłam się chichrać. - Jaki rogal! – nabijał się z mojej reakcji. - Jestem normalna! – ucieszyłam się. Tak, po zimnym głazie nie było śladu. - Zależy, jak na to spojrzeć – zaśmiał się i zaczął wycierać mi plecy z oliwki. Koniec zabiegu. Już koniec… Westchnęłam. On zapiął mi stanik, ale nie wyszedł umyć rąk. Oznajmił za to radośnie – To teraz coś ekstra. Połóż się na boczek i luźno ręka. - Tak dobrze? – spytałam, wykonując polecenie. Byłam jednak trochę spięta. - Luźno – poprawił mnie. Spróbowałam się rozluźnić, a on zaczął majstrować przy moim ramieniu. – Chcę sprawdzić coś, czego nas na kursie uczyli. - Nowinki z kursu – ucieszyłam się. Nie na długo jednak, gdyż to, co robił z moim ramieniem nie należało do zabiegów bezbolesnych. Jednak postanowiłam być twarda i nie krzywić się jak sześćdziesiątka. Nie zawsze się jednak dało. – Nie mogę powiedzieć, żeby to było jakoś specjalnie przyjemne. - No wiesz – odrzekł. – Masz to samo, co mam i ja, i jeszcze kilka innych osób. Są na to ćwiczenia. Pokażę ci, jak je wykonywać. - Pocieszające, że nie jestem z tym sama – zażartowałam, żeby się rozluźnić. - Leżysz na boczku, rękę spod spodu wyciągasz przed siebie, zginasz w łokciu i przytrzymujesz ramię głową – wyjaśnił, a ja próbowałam wykonać polecenie. – Potem wolną ręką luźno próbujesz przycisnąć dłoń ręki spod spodu do podłoża. - Cholera, boli – zajęczałam, czując, co się wyrabia w moim ramieniu. - Wiem, cicho, zaraz przestanie – pocieszał mnie. – Ćwicz tak sobie na obie ręce, a po jakimś czasie zobaczysz znaczną poprawę. - Spróbuję – obiecałam. - To teraz obracamy się na drugi boczek – poinstruował. - Ok., - zgodziłam się, wiedząc, jakie rewelacje czekają

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%
REHABILITACJA: seria druga - Powrót na leżankę — czytnik · opowiadania